– Październik może być najniższym odczytem, jeżeli chodzi oczywiście o inflację rok do roku. W listopadzie już może nie zobaczymy dalszego spadku rocznego wskaźnika inflacji, a tym bardziej nie oczekiwałbym jej w grudniu, gdyż będą wygasać efekty bazowe – uważa członek Rady Polityki Pieniężnej Ludwik Kotecki. Ponadto zakłada, że zmian stóp procentowych nie należy się spodziewać co najmniej do marca przyszłego roku.
/Mateusz Wlodarczyk/NurPhoto /AFP
Reklama
Zgodnie z ostatnią prognozą Ministerstwa Finansów deficyt sektora finansów publicznych wyniesie w tym roku 5,6 proc. PKB (wobec 3,7 proc. w roku 2022). Rada Polityki Pieniężnej uważa te szacunki za realistyczne. Z kolei Komisja Europejska prognozuje deficyt na poziomie 5,8 proc. w roku 2023. Czy tym samym wobec Polski może być wszczęta procedura nadmiernego deficytu w przyszłym roku?
„Nie ma wątpliwości co do decyzji Rady Europejskiej”
Ludwik Kotecki, członek Rady Polityki Pieniężnej, w rozmowie z ISBnews ocenił, że Polska taką procedurą zostanie objęta.
– Jeśli nasz deficyt wyniesie w 2023 r. mocno powyżej 3 proc PKB – a tak nawet rząd prognozuje, który zwykle dość optymistycznie patrzył na stan finansów publicznych – a nie zachodzą nadzwyczajne, specjalne powody, by ten stan uzasadnić, Komisja Europejska nakłada procedurę nadmiernego deficytu i ona zostanie nałożona na Polskę na podstawie twardych danych dotyczących 2023 r. Wyłączanie wydatków militarnych z deficytu nie będzie takie proste i ewentualnie tylko trochę pomoże w przyszłości, ale nie na etapie samej decyzji o procedurze nadmiernego deficytu – powiedział Kotecki.
Dodał, że deficyt sektora rządowego i samorządowego może wynieść około 6 proc. PKB w tym roku, a prognozy wskazują, że Polska będzie mieć najwyższy deficyt w całej UE, co może uruchomić unijną ścieżkę.
– Komisja może nałożyć procedurę nadmiernego deficytu i dać np. 4 lata, by dostosować się do deficytu w wysokości max. 3 proc. PKB. (…) Fakt nałożenia procedury nadmiernego deficytu spowoduje, że będzie dodatkowym czynnikiem dyscyplinującym finanse publiczne w kolejnych latach i będzie wpierać działanie polityki pieniężnej – ocenił.
RPP jest w trybie „wait and see”
Kotecki odniósł się również do kwestii inflacji w Polsce, a co za tym idzie, wysokości stóp procentowych. Jego zdaniem możliwość dalszych obniżek stóp może zostać zahamowana przez szybsze od wcześniejszych oczekiwań odbicie gospodarki w Polsce. Podkreślił, że cięcia stóp we wrześniu i październiku były, jego zdaniem, zbyt pochopne.
– Widzę ryzyka dla stóp procentowych w przyszłym roku. (…) Może się okazać, że wzrost gospodarczy w przyszłym roku będzie wyższy niż 2,9 proc. i sięgnie np. 3,5-4 proc. – ja ciągle tego nie zakładam, ale ostatnie dane GUS są dosyć optymistyczne, jeśli chodzi o III kwartał. (…) Myślę, że mogą nastąpić kolejne rewizje w przyszłości, ale mam nadzieję, że już nie takie duże. Może okazać się w związku z tym, że inflacja będzie odbijać lekko w górę. Nie zakładam inflacji dwucyfrowej – to jest już na szczęście historia zakończona, ale cały czas powinniśmy zmierzać do celu inflacyjnego od którego jesteśmy wciąż daleko – przyznał ekonomista.
Członek RPP nie zakłada zmian stóp procentowych co najmniej do marca przyszłego roku.
– Natomiast od II kwartału 2024 r., w oparciu o dane płynące z gospodarki i wyjaśnienie się ryzyk związanych z polityką regulacyjną i budżetową w przyszłym i następnych latach, nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że Rada będzie musiała zrobić korektę zmian dokonanych we wrześniu i październiku (spadek odpowiednio o 75 i 25 pb. – red.). Rada obecnie jest w trybie 'wait and see’ (ang. czekaj i obserwuj – red.) – powiedział, dodając, że obecny poziom stóp „może nie być wystarczający” do kontrolowania inflacji.
Niższej inflacji w tym roku już nie będzie?
Zgodnie z ostatnimi danymi GUS inflacja w październiku w ujęciu rocznym wyniosła 6,6 proc.
– Październik może być najniższym odczytem, jeżeli chodzi oczywiście o inflację rok do roku. W listopadzie już może nie zobaczymy dalszego spadku rocznego wskaźnika inflacji, a tym bardziej nie oczekiwałbym jej w grudniu, gdyż będą wygasać efekty bazowe. Spodziewam się stabilizacji inflacji konsumenckiej w listopadzie i pewnie lekkiego wzrost z grudniu. Natomiast co się będzie działo w styczniu, to jest jak na razie spora niewiadoma, choćby ze względu na coroczne podwyżki cen administracyjnych, cen energii elektrycznej i gazu, czy VAT-u na żywność – powiedział Kotecki.
Zgodnie z prognozą Narodowego Banku Polskiego inflacja za cały 2023 rok wyniesie 11,4 proc., zaś w przyszłym roku – 4,6 proc. Szansa na osiągnięcie celu inflacyjnego prognozowana jest na koniec 2025 roku.
Odtwarzacz wideo wymaga uruchomienia obsługi JavaScript w przeglądarce. AFP