
Ostrzegam nerwowo: to nie jest rozprawa, projekt ustawy o żartach ani wpis do encyklopedii . Omówienie całego tematu żartów w krótkim artykule? Absurdalne. I czy w ogóle jest to konieczne?
I oczywiście nie ma mowy o bezpieczeństwie przeciwpożarowym w pasiekach ani o korzyściach płynących z zimnych masaży, a wiem, że zaraz się odezwą: dlaczego? Jak można nie wspomnieć o zasadach korzystania ze sprzętu do nurkowania w dużym mieście? Okazuje się, że jest wiele osób, które lubią dyskutować o rzeczach, które nie zostały omówione w tym artykule.
Proszę, nie czytaj więcej: tak naprawdę nic tu nie ma, więc będziesz wyczerpany, próbując to wszystko wymienić. Usiądź i sam napisz lepiej. Ja zrobię, co w mojej mocy – ot, małe, intymne studium w pochmurny wiosenny wieczór, w oczekiwaniu na kolację.
A więc kilka przemyśleń na temat żartów.
Po pierwsze, dobry żart to coś całkowicie samoistnego. Może zawierać w sobie całą powieść, z fabułą, wyrazistymi postaciami, założeniem, punktem kulminacyjnym i rozwiązaniem. I można je opowiadać w nieskończoność. To prawda, że nie zawsze było to zdrowe hobby:
– Za co siedzisz w więzieniu?
– Opowiedział dowcip.
– A ty?
– Słuchałem żartu.
– A ty?
– Za lenistwo! Byłem na imprezie. Ktoś opowiedział dowcip. Wracam do domu i myślę: przynieść teraz, czy jutro rano? Dobra, myślę, jutro rano będzie dobrze. Zabrali mnie wczoraj wieczorem!
Dobry żart ma nawet „obrazy”. Pamiętacie, jak w esejach mówiono „Obraz Obłomowa”? I dowcipy też je mają. Na przykład, oto bogaty dowcip o Wowoczce.
Wowoczka wpada do klasy po dzwonku i biegnie do swojego biurka, nie mówiąc „dzień dobry”.
– Ech, Wowoczka, naprawdę tak się wchodzi do klasy? Wychodzisz i wracasz tak samo jak twój tata.
Wołówka wychodzi… Drzwi się otwierają, Wowoczka:
– Rozwalam moją łysą głowę, kogo ja widzę – Mary-Ivannę!
– Ej, Wowoczka, wyjdź i wróć jak twój dziadek.
Wowoczka wychodzi. Drzwi cicho się otwierają i wsuwa się głowa Wowoczki:
– Czego, dranie, nie poczekaliście?
I powiedz mi, czy nie ma tu żadnych obrazków – samego Vovochki, jego pół-gangsterskiego ojca – rosłego faceta w workowatych dresach, ale z łańcuchem na szyi – i jego dziadka – starego szefa mafii? To cała historia.
Co więcej, żarty są zjawiskiem kulturowym, tajemnicą, ponieważ nikt nigdy nie spotkał ludzi, którzy je napisali; nie da się celowo wymyślić żartu. Można skomponować skecz, skecz, gag, happening, ale nie żart. Dowcipy są czystym produktem zbiorowej nieświadomości. A szybkość, z jaką rozprzestrzeniły się po świecie, zanim jeszcze powstał internet, była naprawdę zdumiewająca.
Dowcipy mogą być śmieszne lub nieśmieszne . To podstawowa cecha dowcipu. O tych nieśmiesznych nie będziemy rozmawiać. Odrzucamy je z oburzeniem. Nie opowiadamy ich publicznie i nie piszemy o nich artykułów.
Zabawne pozostały.
Śmieszne dowcipy dzielą się głównie na przyzwoite i nieprzyzwoite . Niektóre nieprzyzwoite dowcipy są przezabawne , ale niestety nie pasują do formatu tego zasobu. Pozostają dowcipy przyzwoite. Mogą być znane lub nie , ale to, czy dany dowcip jest popularny, to przemijająca cecha: nowe pokolenia przychodzą i ich nie znają.
Dobre, śmieszne dowcipy można klasyfikować według tematu:
Polityczny
Amerykanin, Anglik i jeden z naszych przechwalają się, jak potrafią zmusić kota do zjedzenia musztardy. Amerykanin chwyta kota i wpycha mu musztardę do pyska.
„To jest przemoc!” protestują nasi.
Anglik wkłada musztardę między dwa kawałki kiełbasy, a kot ją zjada.
„To kłamstwo!” protestuje nasz facet, po czym smaruje musztardą ogon kota, a kot liże ją z wyciem.
„Zwróć uwagę” – mówi nasz dobrowolnie i za pomocą piosenki.
Gospodarstwo domowe
Kobiety (o mężczyznach) i mężczyźni (o blondynkach)
Żona wyjeżdża w podróż służbową na jeden dzień. Poinstruowała męża:
– Rano przygotuj śniadanie, nakarm dzieci, zaprowadź najstarsze do szkoły, najmłodsze do przedszkola, w porze lunchu zajrzyj do pralni, po pracy zrób zakupy, odbierz dzieci, nakarm je, odrób lekcje ze najstarszymi, przeczytaj najmłodszym, umyj naczynia, połóż dzieci spać.
Mąż wstał, nakarmił ją, wziął ją, pobiegł, przywiózł z powrotem, kupił ją, odebrał, odrobił lekcje, przeczytał, umył ją, położył do łóżka, padł do łóżka… i pomyślał: „Jeśli ten drań zacznie mnie teraz atakować, nie będę w stanie sobie z tym poradzić”.
Abstrakcyjny (absurdalny)
Pacjent przychodzi do lekarza z bandażem na nodze.
– Na co się skarżysz?
– Boli mnie głowa.
– Dlaczego masz bandaż na nodze?
– Zsunęło się.
Zawodowe (medyczne, muzyczne itp., ostatnio także komputerowe)
– Tato, co to jest FORMAT C COMPLETE? Tato, czemu jesteś taki blady?
Literackie i filmowe (o postaciach z książek i filmów)
– Co myślisz, Watsonie, co to znaczy, gdy niebo nocą jest pełne gwiazd?
– Na dobrą pogodę, Holmesie?
– To znaczy, że kiedy spaliśmy, skradziono nam namiot!
„O psychopatach i narkomanach” (częściowo związane z absurdem)
Dwóch narkomanów w samochodzie.
– Wania, zwolnij, babciu! Ups, uderzyłaś mnie. Wania, znowu babcia! Zwolnij! Uderzyłaś mnie… Wania, znowu babcia…
– No cóż, co ty… prowadzisz, hamujesz…
Dziecięce (szkoła, o Vovochce)
O zwierzętach (głównie bajki):
Gena pracuje w sklepie. Przychodzi Czeburaszka i prosi o kilogram soli.
– Wiesz, Czeburaszko, przestawiłem ciężar. Pozwól, że wyleję ci go na oko?
– Klepnij się w ogon, zielony psie!!!
Filozoficzny:
W sklepie:
– Masz mięso?
– NIE.
– I jest tam napisane „Sklep mięsny”.
– Kto wie, co napisałem na szopie. A tam jest drewno na opał…
Narodowy (bardzo subtelny punkt – od niezwykle dowcipnego i trafnego do głupio bestialskiego)
Pewnie inni też .
Ale ta klasyfikacja jest nieistotna. A raczej mniej istotna. Znacznie ważniejsza jest klasyfikacja dowcipów według długości . Jest ona niedyskretna, co oznacza, że nie ma listy punktów, ale im krótszy dowcip, tym lepszy . Dowcip nie wymaga zbędnych szczegółów ani wyjaśnień; czasami wystarczy jedno zdanie:
– Gdyby mi dali sierp, to bym nim jeszcze dalej rzucił!
Mógłbym tu napisać długi wstęp o konkursie rzutu młotem, o wywiadzie ze zwycięzcą i tak dalej. Ale po co? I tak wszystko jasne… Albo tak:
„To nie jest ogon…” powiedział wilk i mocno się zarumienił.
Co tu trzeba wyjaśniać? Jak głosi przysłowie: „Jeśli musisz coś wyjaśniać, to nie wyjaśniaj”.
Mistrzowie zwięzłości – niezrównani z definicji – to osoby opowiadające dowcipy jednowyrazowe:
– Ci, którzy zostali stworzeni.
– Oportunista.
Jest jednak pewien żart, który wydaje się być zupełnie niewypowiedziany:
Siedzi tam dwóch staruszków z Odessy. Jeden wzdycha. Drugi: „Och, nawet o tym nie pomyślisz”.
Ale to jest akrobacja lotnicza, zrozumiała tylko w kontekście XX wieku i tylko u nas.
