– Niepotrzebne jest robienie wokół mnie afer – podkreśla w wywiadzie dla "Forbesa" Zygmunt Solorz, który wypowiedział się po raz pierwszy tak otwarcie od eskalacji konfliktu o sukcesję w jego biznesowym imperium. Przyznaje jednak, że czuje się przez dzieci oszukany. "Są niegodni i niewdzięczni" – powiedział, dlatego też w praktyce je wydziedziczył.
Zygmunt Solorz w wywiadzie dla "Forbesa" podkreślił, że mimo ustanowienie kuratora do TiVi Foundation, dzięki której zarządza najważniejszymi aktywami, nadal jest jej założycielem i pierwszym beneficjentem. W praktyce więc nic się nie zmieniło, dlatego biznesmen staje w kontrze do doniesień medialnych, jakoby był to "sukces sądowy dzieci i blokada majątku, a co za tym idzie, uniemożliwienie wyprowadzenia go z fundacji". Jak przykład podaje fakt, że została mu, za zgodą Rady Fundacji, wypłacona dywidenda.
Jeden z najbogatszych ludzi w Polsce o obniżenie wyceny Cyfrowego Polsatu niemal o 2 mld zł oskarża dzieci, mówiąc "moje dzieci poszły z naszymi sprawami do mediów, a to zaszkodziło spółce, czyli tak naprawdę nam wszystkim. Ja robiłem wszystko, żeby rozstrzygnąć ten spór między nami". Zygmunt Solorz uspokaja pracowników, że powinni "dalej spokojnie robić swoje". Inwestycje, także w zieloną energię, idą zgodnie z założeniami.
Do 2 sierpnia to dzieci miały dziedziczyć cały majątek Zygmunta Solorza. Już wcześniej wprowadzał je w tajniki prowadzenia biznesów: Tobias Solorz i Piotr Żak byli w radzie nadzorczej Polkomtela, Piotr jest prezesem fundacji Telewizji Polsat, itd. Już w 2022 roku, kiedy milionerowi seniorowi szwankowało zdrowie, zrobił on specjalny zapis uprawniający dzieci do przejęcia kontroli nad fundacją "w nagłych przypadkach". "Tyle że się okazało, że oni chcieli to wszystko otrzymać dużo wcześniej, niż ja zaplanowałem im przekazać" – dodaje.
Obie strony miały wspólnie uzgodnić termin 15 grudnia 2023 roku, jako przekazanie władzy w fundacji, ale Zygmunt Solorz zobaczył, że "są niegotowi i niewdzięczni" oraz że muszą się wiele nauczyć. "Chciały więcej i szybciej wbrew moim planom i moim kosztem" – dodaje gorzko. W sierpniu tego roku miały zdaniem milionera podjąć drugą próbę przyspieszenia przejęcia zarządzania i podsunęły pismo, które "było skomplikowane, z odnośnikami do paragrafów innych dokumentów prawnych, których ja nie mam w głowie" – wyjaśnia w "Forbesie" biznesmen. Jak wspomina, przedstawiły to w ten sposób, że przejmą tylko część praw, co ma być korzystne. "Celowo wprowadziły mnie w błąd. Tego się nie spodziewałem" – wyjaśnia. Wówczas jednak podpisał pismo. Kiedy okazało się po konsultacji z prawnikami, że to "co mi dzieci przestawiały jako niegroźne i akceptowalne, jest tak naprawdę wielką zmianą, która pozbawiła mnie podstawowych praw, m.in. kto zasiada we władzach spółki", Zygmunt Solorz postanowił się wycofać, jednocześnie uchylając się od wadliwego oświadczenia woli. W praktyce więc anulował to, co wcześniej podpisał.
Zdaniem Zygmunta Solorza, dzieci wciąż były "niecierpliwie" i wysłały pismo do 80 menadżerów, w którym skarżyły się na brak kontaktu z ojcem oraz sugerowały, że osoby trzecie mają na niego niekoniecznie dobry wpływ. Martwił je także stan zdrowia ojca. Oczywiście było tylko kwestią czasu, by pismo dostało się do mediów. Teraz o wszystkim zdecyduje sąd w Liechtensteinie.
Jednocześnie jednak Zygmunt Solorz zmienił beneficjenta w razie swojej śmierci. Przed walką o sukcesje w pierwszej kolejności miały dziedziczyć jego dzieci, a później Fundacja Polsat. Teraz tylko została Fundacja Polsat.
To zaszło tak daleko, że cały majątek przekażę Fundacji Polsat. Straciłem zaufanie do moich dzieci. Miałem tego dosyć.
– wyjaśnia Zygmunt Solorz.
opr. aw