Podawali się za Skandynawów, wyglądali na studentów, ale zostawili ślad karty kredytowej, którą opłacili wydanie karty bibliotecznej BUW.
Z Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego zginęło co najmniej osiem cennych książek
Złodziejska para, która ukradła co najmniej osiem rosyjskich wydawnictw z XIX w. z czytelni Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, to młoda kobieta i mężczyzna w wieku ok. 20 lat. Podawali się za obywateli jednego z państw skandynawskich, legitymując się w bibliotece paszportem tego kraju – śledczy podejrzewają, że był on fałszywy.
Już wiadomo, że jeden z ukradzionych pierwodruków Puszkina, który wypożyczył do czytelni młody mężczyzna, wylicytowano 22 grudnia ubiegłego roku za 30,5 tys. euro.
Do ostatniej kradzieży ośmiu książek doszło ponad dwa tygodnie temu w czytelni BUW przy ul. Dobrej 56 w Warszawie. – Książki zostały wypożyczone przez kobietę i mężczyznę i nie zostały zwrócone w całości. Pozostały tylko dwie z dziesięciu zamówionych przez nich książek oraz ich fascykuły – mówi nam prok. Szymon Banna, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Książki zostały wydane w cyrylicy w okresie 1827–1842 roku na terenie obecnej Rosji – w Moskwie i w Petersburgu. – Są to zbiory specjalne o szczególnym znaczeniu dla nauki. Wartość strat to nie mniej niż 200 tys. zł, jednak, by w pełni określić wartość, niezbędne będzie powołanie biegłego – dodaje rzecznik.
Warszawska biblioteka w 2020 r. przeniosła czytelnię zbiorów XIX-wiecznych do czytelni ogólnej, która nie ma ścisłego nadzoru. Jakie powinny być zasady ochrony cennych woluminów?
– Co do zasady, druki z XIX wieku nie są „starymi drukami”. Mianem tym w Polsce określa się druki wydane do końca XVIII wieku. To nie jest tylko kwestia terminologiczna, ale ma swoje konsekwencje w sposobach zarządzania zbiorami, w tym ich udostępniania i zabezpieczania, bardziej restrykcyjnego niż w przypadku druków późniejszych – wyjaśnia „Rzeczpospolitej” dyrektor Biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie dr hab. Remigiusz Sapa.
Zbagatelizowano sygnał z Łotwy
Rektor UW ujawnił, że już w grudniu 2022 r. dyrekcja BUW otrzymała sygnał, który powinien postawić ją na nogi. Okazało się, że Komenda Główna Policji na wniosek policji łotewskiej prowadziła czynności o przywłaszczenie zbiorów łotewskiej Biblioteki Narodowej. „Policja wskazała nazwisko posiadacza karty bibliotecznej i poprosiła o udostępnienie przez BUW wszelkich danych tej osoby. Dziś już wiadomo, że pozycje, z których korzystał, są na liście tych ośmiu skradzionych dzieł” – ujawnił prof. Alojzy Nowak. Dlaczego mając taką wiedzę, dyrekcja BUW nie wzmocniła nadzoru nad wypożyczeniem cennych dzieł?
Prof. Nowak zarzuca dyrektorce BUW (została zwolniona) zaniedbania. „Nie zauważono, że od końca grudnia 2022 r. skradzione pozycje – z pieczęciami naszej biblioteki, a niekiedy nawet z sygnaturami BUW – sprzedawane były na zagranicznych aukcjach, osiągając przy tym imponujące ceny” – grzmi rektor.
Uniwersytet Warszawski nie odpowiedział nam w piątek na pytania o monitoring czytelni ani o to, jakie zasady obowiązują przy wypożyczaniu cennych dzieł. W krakowskiej bibliotece UJ, jak wyjaśnia nam dyrektor Sapa, „zbiory druków wydanych w XIX wieku są w zdecydowanej większości przechowywane w magazynach zamkniętych i udostępniane na zamówienie czytelnika do czytelń Biblioteki, w których cały czas dyżurują bibliotekarze i działa monitoring wizyjny”. Stare druki udostępnia się wyłącznie do celów naukowych.