Wojciech Fendler, szef ABM: Do polskich odkryć noblowskich jeszcze daleka droga.

Nie stworzymy nagle kompletnie nowego medykamentu, ponieważ nie posiadamy fundamentów ani pieniędzy. Możemy zastosować obecne technologie i scalić je w udoskonalenie, lecz nie będzie ono rewolucyjne, a jedynie adaptacyjne – oznajmia prof. Wojciech Fendler, szef Agencji Badań Medycznych.

prof. Wojciech Fendler

"Z wyjątkiem kilku przypadków, nie osiągnęliśmy jeszcze tak wysokiego poziomu badań fundamentalnych, abyśmy mogli je obecnie komercjalizować",

Foto: mat. pras.

Dominika Pietrzyk

Reklama

Czy polityka utrudnia rozwój badań naukowych w Polsce?

Badania kliniczne stanowią złożony proces badawczy, który standardowo trwa od pięciu do siedmiu lat, co wykracza poza czas trwania kadencji Sejmu, rządu oraz z reguły trzykrotnie przeciętny czas pełnienia funkcji przez kolejnych ministrów zdrowia w Polsce. Tym, co winno być wspólne dla strategii państwa, to zaufanie do działań naukowców i przeświadczenie, że badania kliniczne są istotne i niezbędne dla progresu medycyny. Podmioty wspierające naukę z założenia powinny być jak najdalej od dysput politycznych, które nie służą budowaniu poziomu wiarygodności nauki, naukowców i instrumentów grantowego dofinansowania nauki.

Reklama Reklama

Jeżeli mówimy o typowych badaniach onkologicznych, to sam etap ich wdrożenia zajmuje przeważnie parę miesięcy, a werbunek pacjentów do takiego badania – kilka lat. Później, jeśli opieramy się na standardowych kryteriach, czyli typowym przeżyciu całkowitym, to następne 5 lat trwa obserwacja pacjentów. Po zliczeniu tych okresów okazuje się, że 7 lat to absolutne minimum dla onkologii. Naturalnie są krótsze badania i takie też są finansowane przez ABM, ale z reguły nie da się tego zrobić szybciej. To są procesy, którymi nie powinno się sterować z pozycji politycznej i którym trzeba zagwarantować stabilizację przez cały przewidziany czas realizacji i monitorować postępy zgodnie z najlepszymi normami.

Instytucje wspierające naukę co do zasady powinny być jak najdalej od sporów politycznych, które nie służą budowaniu poziomu zaufania do nauki, naukowców i mechanizmów grantowego wspierania nauki

Być może po prostu nie posiadamy predyspozycji do zarabiania na nauce w Polsce?

Problem polega na tym, że z wyjątkiem nielicznych przypadków jeszcze nie wspięliśmy się na tak wysoki poziom badań fundamentalnych, abyśmy mogli je w tej chwili skomercjalizować. Mam wrażenie, że stale pragniemy iść na skróty. Tu znowu odniosęąże się poniekąd do polityków i wyczekiwania, że sukces nastąpi bezzwłocznie. A my, jako kraj, zwyczajnie nie mieliśmy czasu, by odpowiednio rozwinąć nauki podstawowe, a te parędziesiąt lat, które utraciliśmy przez wojnę oraz czas PRL-u, sprawiło, że nie mamy jeszcze tak rozwiniętej nauki, która efektywnie generuje autentyczne innowacje biomedyczne. Tego nie da się przeskoczyć. Nie wykreujemy niespodziewanie zupełnie nowego leku, ponieważ po prostu nie mamy podstaw ani kapitału. Możemy połączyć elementy, czyli użyć istniejących technologii i złożyć je w innowację, lecz nie będzie to udoskonalenie radykalne, lecz adaptacyjne. To nie znaczy, że takie adaptacyjne innowacje są złe. To także wartościowa nauka, użyteczne technologie oraz wartościowe wnioski, lecz na odkrycia zasługujące na nagrodę Nobla musimy jeszcze nieco odczekać.

Czy mamy perspektywę dojścia w Polsce do punktu, w którym nasze innowacje nie będą tylko adaptacyjne?

Przy zaledwie 1,1 proc. PKB na badania naukowe, może to być nieosiągalne. W ciągu ostatnich 5 lat finansowanie nauki wzrosło o blisko 50 proc., jednakże jest to obszar, w przypadku którego udział nakładów w odniesieniu do PKB powiększył się najmniej ze wszystkich dziedzin. Równocześnie górnictwo uzyskało w tym czasie trzynastokrotny wzrost finansowania. Nauka w Polsce jest silnie niedofinansowana – szczególnie teraz, gdy powinniśmy dogonić resztę globu, chociażby z perspektywy zagrożeń, które na nas czyhają. W Polsce nie odrobiliśmy tej lekcji, za to mówimy, że skoro trwa wojna, to nie przeznaczamy środków na naukę. Cóż, Korea Południowa jest w stanie wojny od 70 lat i kupujemy od niej uzbrojenie, którą Koreańczycy opracowali w oparciu o pracę naukową, ponieważ konsekwentnie uznali naukę za swój priorytet i wciąż przeznaczają blisko 5 proc. PKB na badania.

Reklama Reklama Reklama Badania rozwój biznes Świat nauki coraz lepiej rozumie biznes

Zaczęliśmy w pozytywny sposób polegać na biznesie, proponując badania, które są użyteczne dl…

Nauka w Polsce jest bardzo niedofinansowana – szczególnie teraz, kiedy powinniśmy gonić resztę świata, chociażby z punktu widzenia zagrożeń, które na nas czyhają

Lecz lubimy rozprawiać o tzw. „marnotrawieniu pieniędzy”. Czyli nie marnotrawimy?

Podejmujemy pewne ryzyko, a założenie jest takie, że naukowiec otrzyma grant i dołoży starań, by zgodnie z regułami postępowania doprowadzić do finału pewne założenia naukowe. Takie badanie ma prawo „wyjść” – to znaczy zrealizować cele naukowe, lecz ma też prawo „nie wyjść” – czyli pokazać, że teza się nie potwierdziła. To nie świadczy o porażce projektu, ale jest zasadniczym komponentem procesu naukowego. Innowacyjne państwa, takie jak Stany Zjednoczone, mają taką mentalność, że większość innowacyjnych koncepcji, np. zgłaszanych przez startupy, po prostu nie wypala i ma prawo nie wyjść. Jeśli jednak nie spróbujemy, to nie będzie jakichkolwiek badań, które wyjdą. Jeżeli lokujemy kapitał jedynie w projekty, które na pewno w 100 proc. urzeczywistnią swoje naukowe postulaty, to przeważnie nie jest to innowacyjne. Jeżeli ja dokładnie wiem, co wyniknie z moich badań, to po co mam w ogóle je prowadzić?

Musimy powiększyć akceptację ryzyka. Jeżeli mamy komuś zaufać, to uważam, że naukowcy stanowią grupą godną zaufania, a aktualne mechanizmy finansowania grantowego skutecznie chronią przed nadużyciami.

Jeżeli inwestujemy tylko w projekty, które na pewno w 100 proc. zrealizują swoje naukowe założenia, to zwykle nie jest to innowacyjne. 

Dlaczego powinniśmy wierzyć akurat naukowcom?

Naukowcy generalnie kierują się przeświadczeniem, że ich aktywność służy społeczeństwu. Tworzą idee, które w końcowym efekcie mają przynosić mu wymierne dobrodziejstwa. Środki grantowe na naukę niezwykle trudno jest zdefraudować, m.in. z uwagi na rozliczne mechanizmy kontrolne. Fiasko projektu wynikające z jego nienależytej realizacji stanowi poważną przeszkodę w zdobywaniu następnych środków, co silnie pobudza badaczy do rzetelnej realizacji projektów oraz efektywnego użytkowania dostępnych funduszy.

Reklama Reklama Reklama

Czy ABM ma w swoim portfelio projekt naukowy, który zakończył się komercjalizacją?

W dziedzinie innowacji farmaceutycznych – zgodnie ze światową normą – proces od konceptu do wprowadzenia produktu na rynek zajmuje nawet 10–15 lat. Zatem na wczesnym etapie rozwoju projektów jest jeszcze zbyt wcześnie, aby mówić o komercjalizacji.

Mamy jednak już pierwsze realne efekty w zakresie innowacji procesowych. Przykładem jest sfinalizowany projekt CardioCAPS, realizowany przez Celon Pharma S.A., którego intencją było podniesienie bezpieczeństwa lekowego poprzez wdrożenie innowacyjnych doustnych form trzech wyrobów leczniczych używanych w leczeniu chorób sercowo-naczyniowych. Projekt został dofinansowany w ramach konkursu na opracowanie i rozwój nowych postaci farmaceutycznych medykamentów dopuszczonych do obrotu, leków generycznych i leków biopodobnych. W rezultacie projektu dwie substancje zostały już wprowadzone do obrotu, a trzecia oczekuje na akceptację odpowiedniego organu. To namacalny przykład wzmacniania bezpieczeństwa lekowego w Polsce, jak i obniżania kosztów terapii, zachowując jednocześnie najwyższe standardów jakości.

Mamy natomiast ukończonych kilka badań niekomercyjnych, które zrealizowały zamierzone punkty końcowe. Uzyskaliśmy bardzo obiecujące rezultaty końcowe badania kardiologicznego dotyczącego stosowania Iwabradyny w uszkodzeniu mięśnia sercowego. To było dosyć skomplikowane badanie, które pokazało, czy warto stosować ten medykament u pacjentów, czy nie. Okazało się, że nie ma takiej potrzeby. Zostało dowiedzione, że cząsteczka powoduje fizjologiczne zwolnienie akcji serca, daje pewien efekt kliniczny, lecz nie niesie ze sobą istotnych korzyści klinicznych.

Inne badanie, o konkretnym przełożeniu na system ochrony zdrowia, to badanie dotyczące terapii anty-HCV u dzieci. W oparciu o jego wyniki, Ministerstwo Zdrowia powiększyło refundację leku na populację pacjentów pediatrycznych. To jest wymierny sukces badania niekomercyjnego. Następnym przełomowym przedsięwzięciem jest projekt cALL-POL, realizowany przez Uniwersytet Medyczny w Łodzi pod przewodnictwem prof. Wojciecha Młynarskiego, który tryumfował w pierwszym, historycznym konkursie Agencji Badań Medycznych. W ramach badania włączono 741 dzieci leczonych z powodu ostrej białaczki limfoblastycznej. Dzieci z wysokim ryzykiem niepowodzenia leczenia standardowego uzyskały sposobność otrzymania immunoterapii w miejsce toksycznej chemioterapii, co znacząco ograniczyło ryzyko komplikacji. Umożliwiło też prowadzenie znacznej części terapii w warunkach domowych, co zasadniczo poprawia komfort życia pacjentów oraz ich rodzin. Projekt cALL-POL potrwa planowo do połowy 2029 r. Po zakończeniu leczenia, czasie obserwacji i analizie zebranych danych zaprezentowane zostaną definitywne wyniki dotyczące efektywności i bezpieczeństwa zastosowanych terapii.

Badania rozwój biznes Ciężar barier systemowych przytłacza polskich innowatorów

Brak zachęt dla naukowców, którzy prowadzą badania nad innowacjami, ogranicza rozwój współpracy n…

Co to znaczy, że badanie jest „niekomercyjne”?

To określenie z regulacji. W rzeczywistości powinniśmy określać takie badania „akademickimi”. Są zainicjowane przez naukowców w celu otrzymania dodatkowych informacji dotyczących bezpieczeństwa, skuteczności leków i nie mają na celu rejestracji wyrobów leczniczych. Są prowadzone z punktu widzenia naukowego po to, by uzyskać wiedzę dotyczącą działania substancji.

Reklama Reklama Reklama

Czy takie badania są równie istotne, jak badania komercyjne?

Badania niekomercyjne uzupełniają obszar badań biomedycznych – nie są przeprowadzane w celu rejestracji leku oraz jego wprowadzenia na rynek. Nie chodzi o to, że są one mniej lub bardziej doniosłe od komercyjnych. W obrębie tych badań realizuje się to, co zazwyczaj z perspektywy komercyjnej mogłoby być mało uzasadnione, problematyczne operacyjnie, nadmiernie ryzykowne bądź niepriorytetowe. I w tym momencie wkraczamy w obszary, takie jak pediatria czy choroby ultrarzadkie, które z powodu niskiej liczebności grup pacjentów są typowo mniej „opłacalne” z komercyjnego punktu widzenia.

W odniesieniu do wytwórcy leku, na końcu zawsze liczy się zysk, który będzie wynikał z faktu, że lek jest zarejestrowany, sprzedawany oraz potencjalnie refundowany. Badania niekomercyjne są realizowane przez naukowców z zamysłem otrzymania dodatkowej wiedzy. To może w końcu przełożyć się na praktykę kliniczną, na mechanizmy refundacji oraz na to, jak powszechnie stosowany jest konkretny lek.

Analizy pokazały, że wyniki badań niekomercyjnych często są mniej obiecujące aniżeli badań komercyjnych. W kontekście badań komercyjnych – ponieważ są pod kontrolą sponsorów – protokół zawsze jest zoptymalizowany pod kątem kryteriów włączenia oraz punktów końcowych, maksymalizując prawdopodobieństwo sukcesu oraz ostatecznej rejestracji produktu leczniczego. Instytucje publiczne nie zawsze dysponują pełnym wglądem do danych źródłowych. Nowe regulacje sprawiają, że trzeba będzie ujawniać te dane po jakimś czasie po publikacji wyników, lecz sponsorzy posiadają niezależność, jeśli chodzi o to, co się z tymi efektami badań dzieje. Z kolei badania niekomercyjne z różnych względów – albo, że poszerzają wskazania, albo mają mniej restrykcyjne kryteria – przeważnie pokazują efekty kliniczne, które są nieco mniejsze niż w pierwotnych, komercyjnych badaniach danego leku. I tutaj istnieje duża przestrzeń na przykład w sferze deeskalacji leczenia. Chodzi o redukcję dawki leku, jaką zdefiniowano w pierwotnych badaniach klinicznych bez uszczerbku na efektywności terapeutycznej. To przekłada się natomiast na oszczędność dla podmiotu finansującego ze środków publicznych.

Inny przykład przydatności badań niekomercyjnych wiąże się z terapiami skojarzonymi. Dysponujemy dwoma lekami od różnych producentów i trudno doprowadzić do sytuacji, w której tych dwóch producentów usiądzie wspólnie do stołu i podejmie decyzję o badaniu klinicznym dotyczącym terapii połączonymi cząsteczkami, ponieważ jest to kwestia podziału ryzyka oraz kosztu leczenia powikłań. Badacze w projektach niekomercyjnych i instytucje publiczne mogą wziąć na siebie owo ryzyko i sprawdzić, czy połączenie terapii przynosi lepsze rezultaty. Takie projekty Agencja Badań Medycznych także finansuje.

Tegoroczna Nagroda Nobla w obszarze medycyny i fizjologii powędrowała do naukowców, którzy doprowadzili do odkrycia roli regulatorowych limfocytów. W 2019 r. pojawiły się doniesienia o badaniach polskich naukowców z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, którzy jako pierwsi na świecie użyli limfocyty T w leczeniu człowieka. Teraz ABM finansuje II fazę badań klinicznych nad tym osiągnięciem w ramach projektu spółki spin-off PolTreg. Minęło już 6 lat. Czy to nie za dużo?

Ścieżka spółki PolTreg i zespołu prof. Piotra Trzonkowskiego stanowi doskonałe ukazanie tego, w jaki sposób przechodzi się cały proces naukowy od badań podstawowych do końcowego – miejmy nadzieję – sukcesu i komercjalizacji. I to trwa bardzo długo. W 2012 r. nastąpiły pierwsze doniesienia o zastosowaniu u ludzi limfocytów T regulatorowych w terapii cukrzycy. Badania podstawowe nad limfocytami T regulatorowymi (T-regami) to kolejne kilka lat wstecz. Bez niezwykle dobrych badań podstawowych prof. Trzonkowskiego oraz Natalii Marek-Trzonkowskiej, bez finansowania owych badań przez Narodowe Centrum Nauki (NCN) i Fundację na rzecz Nauki Polskiej, bez owych fundamentów nie byłoby II fazy badań klinicznych. Tu zwyczajnie nie da się iść na skróty. Teraz ten cykl dobiega końca poprzez projekt komercyjny Agencji Badań Medycznych nad wykorzystaniem T-regów w zapobieganiu cukrzycy typu 1.

Reklama Reklama Reklama

Kolejność: badania podstawowe – rozwój innowacji – walidacja kliniczna, trwa wiele lat. Jeżeli założymy, że początkiem był 2019 r., to aktualnie jesteśmy w połowie badania klinicznego. I gdyby w międzyczasie uległy zmianie decyzje, czy ktoś oznajmiłby: „dzisiaj nie badamy komórek układu immunologicznego, ponieważ komórki są złe”, albo „dzisiaj kładziemy większy akcent na T-regi, więc zróbmy prędzej badania”, to ten proces zostałby zakłócony. Naukowcom, którzy mają dobre koncepcje oraz bazują na solidnych podstawach trzeba dać odrobinę spokoju; nie zamęczać administracyjnie działaniami, które nie sprzyjają procesowi naukowemu. Naukowcy wiedzą, co robią. Ci najlepsi – wiedzą niezwykle dobrze.

Nie zamęczacie administracyjnie?

Staramy się unikać tego.

Natomiast pojawiły się pewne przeszkody związane z rejestracją badania, które wymagały dodatkowych wyjaśnień dla organu regulacyjnego dotyczących metody wytwarzania owych komórek, ponieważ innowacja opiera się na hodowli limfocytów T regulatorowych. Ten proces pochłonął trochę czasu. Prawo zazwyczaj nie nadąża za postępem technologicznym, a naukowcy, przecierając szlaki, muszą pokonywać takie bariery. Mam nadzieję, że doświadczenia z tego projektu sprawią, iż kolejne badania w dziedzinie terapii komórkowych będą przebiegały prędzej.

Prawo zazwyczaj nie nadąża za postępem technologicznym, a naukowcy, przecierając szlaki, muszą pokonywać takie bariery.

Czy to znaczy, że polskie prawo utrudnia rozwój największym innowatorom?

Spotykamy pewne przeszkody, z których być może nie uświadamialiśmy sobie sprawy, albo które były marginalizowane, ponieważ nigdy nie dotarliśmy do stadium, w którym trzeba było zastosować określone rozwiązania. Mamy trochę przepisów nadmiarowych, a naukowcy, którzy przecierają szlaki, przesuwając granice pojmowania możliwości naukowych oraz biznesu, często w owe pułapki wpadają. Dobrze, że istnieją inicjatywy deregulacyjne, które – jeśli taka pułapka zostanie dostrzeżona – w miarę prędko te bariery eliminują. Lecz jeszcze lepiej byłoby, gdyby takich pułapek w ogóle nie było.

Reklama Reklama Reklama

Co takiego przesuwa granice rozumienia możliwości naukowych w przypadku wynalazku, który opracował zespół z Gdańska?

Naukowcy odnaleźli metodę, która pozwala na efektywną izolację oraz zwielokrotnienie dużej ilości T-regów oraz zastosowanie tych komórek u pacjentów pediatrycznych z cukrzycą typu 1. Mechanizm efektywnej izolacji oraz identyfikacja grupy, która poddaje się temu działaniu dosyć efektywnie, sprawia, że terapia oparta na T-regach może być pożądana. Obecnie rozwiązanie to jest rozszerzane na kolejne grupy chorób – wiem, że przeprowadzane są badania w obszarze onkologii – natomiast w głównym nurcie cukrzycy, przynosi dobre rezultaty. Publikacje naukowe, które leżały u podstaw procesu przygotowania nowego medykamentu, pokazały, że strategia oparta na limfocytach T regulatorowe w cukrzycy typu 1, hamuje odpowiedź immunologiczną organizmu. Dzięki temu można dłużej utrzymać pacjentów w dobrym zdrowiu, bez konieczności podawania insuliny, albo zredukować dawki insuliny z nadzieją, że w perspektywie paru lat będziemy w stanie leczyć cukrzycę, zastępując funkcje trzustki bezobsługowymi, automatycznymi pompami bądź zapewniając bezpieczne przeszczepy tego organu.

Czy brał pan udział w badaniach nad tym wynalazkiem?

To było badanie wieloośrodkowe. Dotyczyło ono pacjentów z konkretną konfiguracją objawów cukrzycy i włączono w nie główne ośrodki diabetologii dziecięcej, zatem z konieczności, jako Uniwersytet Medyczny w Łodzi, byliśmy zaangażowani – rolą mojego zespołu była, jak zwykle w projektach badawczych, analiza statystyczna danych. Należy podkreślić, że działo się to w 2022 r., kiedy jeszcze nie byłem zatrudniony w Agencji Badań Medycznych. Jeśli chodzi o projekty finansowane przez ABM, to mój zespół był zaangażowany łącznie w ok. 30 różnych projektów, ponieważ pracowałem w przodującym ośrodku, jeśli chodzi o statystykę oraz analizę danych. Byłem wszędzie. Taka jest rola naukowca. Kiedy zostałem prezesem Agencji, przekazałem wszystkim wyraźny sygnał, że działalność naukowa w tym obszarze zostaje zawieszona ze względu na potencjalny konflikt interesów.

Plus Minus Polska nauka? Więcej Baryki, mniej Gajowca

Dobra nauka wymaga ciągłego ryzyka, niecierpliwego sprawdzania, co jest za zakrętem. Wymaga pasji…

Czy to, że uczestniczył pan w projektach badawczych jako naukowiec, pomaga w sprawowaniu funkcji prezesa Agencji Badań Medycznych?

Perspektywa nabyta w pracy w charakterze naukowca, który spotykał się z różnego rodzaju barierami legislacyjnymi, problemami operacyjnymi w obrębie instytucji naukowych, szpitali, daje rozeznanie tego, co stanowi faktyczny problem wymagający zmiany na poziomie aktów prawnych oraz finansowania projektów. To jest bardzo cenne. Promowanie wykorzystania ekspertów do tego, żeby – skoro od lat narzekają, że nie można odpowiednio realizować badań – przyszli oraz właściwie to ułożyli, stanowi skuteczną strategię. Staramy się nagłaśniać i rozwiązywać część problemów, które były wcześniej identyfikowane przez naukowców, jeśli to możliwe – w sposób miękki na poziomie regulaminów konkursów oraz zaleceń. W innych przypadkach sygnalizujemy obszary problematyczne odpowiednim ministerstwom, np. żeby zmienić przepisy. Mówię o faktycznych problemach, które identyfikujemy oraz proponujemy rozwiązania ułatwiające funkcjonowanie nauki w Polsce. Dzięki doświadczeniu naukowemu nie koncentrujemy się na kwestiach teoretycznych scenariuszy, a jedynie na realnych barierach stojących na drodze rozwoju naukowego i realizacji przedsięwzięć rozwojowych.

Doświadczenia naukowe przydają się również, jeżeli pełni się tego rodzaju funkcję publiczną, ponieważ wiadomo, na co zwracać uwagę; planując konkursy, można w taki sposób modelować regulaminy, harmonogramy, budżety, by uprościć życie naukowców i umożliwić im skupienie się na jak najszerszej jakości przeprowadzanych prac. Zatem tak, usiłuję owo doświadczenie naukowe przekuwać na praktykę.

Reklama Reklama Reklama

Czy Agencja Badań Medycznych jest potrzebna, skoro mamy NCBiR?

Zadania ABM odzwierciedlają zakres agencji subsydiujących badania biomedyczne w państwach, takich jak Wielka Brytania, Francja czy Australia. Zapewnia to odpowiedni balans w obrębie finansowania kosztochłonnego obszaru badań biomedycznych i uwzględnia ich specyfikę. Przed utworzeniem ABM liczba realizowanych badań niekomercyjnych była znikoma. Aktualnie frakcja badań niekomercyjnych w Polsce to około 8 proc., lecz jest to w dalszym ciągu wskaźnik odbiegający od około 30 proc. w krajach Europy Zachodniej. Pewnie można byłoby utworzyć jedną agencję finansującą nauki podstawowe, wdrożeniowe, badania z obszaru obronności, i tak dalej. Natomiast praktyka dowodzi, że mimo wszystko rozgraniczenie owych strumieni oraz przypilnowanie, by na każdym etapie procesu wynalazczego istniały procedury dostosowane do tego konkretnego stadium, jest skuteczne. Gwarantuje to też możliwość obiektywnej oceny efektów pomiędzy kolejnymi etapami procesu naukowego. Jest to mechanizm, który dobrze funkcjonuje w krajach o rozwiniętym systemie finansowania grantowego nauki.

Istotnym aspektem jest też kwestia dostosowania instrumentów finansowania do roli oraz kompetencji jednostek naukowych w danym obszarze. Na przestrzeni ostatnich 6 lat około połowa środków pozyskanych w ramach grantów przez uczelnie medyczne, pochodziła z Agencji Badań Medycznych. Jeżeli chodzi o instytuty badawcze, ów odsetek jest jeszcze wyższy – sięga 80 proc. Oznacza to, że jesteśmy głównym mechanizmem finansowania nauki w owych jednostkach. Ów strumień finansowania pozwala im na specjalizację w tym, co od zawsze powinno być ich zasadniczą działalnością – badaniach klinicznych i eksperymentach badawczych, czyli wszystkich badań z udziałem pacjentów.

Firmy farmaceutyczne szacują, że wytworzenie nowej cząsteczki (która staje się potem podstawą leku),

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *