Sztuczna inteligencja: czy jej euforia wstrząśnie rynkiem i sprowokuje kryzys? Przestroga z dawnych załamań.

W obliczu trwającej już ponad trzy lata zwyżki na rynkach akcji, którą podsyca euforia związana ze sztuczną inteligencją, inwestorzy coraz częściej rozważają: co się stanie, gdy ta dobra passa się skończy? Najnowszy raport Capital Economics przybliża ekonomiczne konsekwencje ewentualnego krachu na giełdzie, analizując kryzysy finansowe z minionego stulecia.

Bańka AI pogrzebie giełdę i wywoła recesję? Lekcja z poprzednich krachów

fot. vecstock / / Freepik

W raporcie, który opublikowała 11 lutego londyńska firma badawcza Capital Economics, zatytułowanym "Czy krach na giełdzie mógłby zapoczątkować globalną recesję?", analitycy wnikliwie przyjrzeli się krachom rynkowym z ostatniego stulecia. Konkluzje, do których doszli, mogą zaskoczyć wiele osób oczekujących nadciągającej katastrofy – samo załamanie na giełdzie rzadko niszczy gospodarkę, chyba że natrafi na sprzyjający grunt w postaci niestabilnego systemu finansowego.

Giełdowe mity i realia. O podłożu wielkich kryzysów

Eksperci z Capital Economics doszli do wniosku, że powszechne mniemanie, iż krach na giełdzie nieuchronnie prowadzi do recesji, jest w większości mylne. Z analizy danych historycznych wynika, że chociaż zniżki indeksów o 20% lub więcej często zbiegają się z recesjami, to rzadko stanowią ich bezpośrednią przyczynę.

W istocie, w najpoważniejszych katastrofach gospodarczych, takich jak Wielka Depresja z 1929 roku czy Globalny Kryzys Finansowy z 2008 roku, notowania akcji spadały równocześnie z pogarszającą się sytuacją gospodarczą, tylko potęgując dekoniunkturę poprzez presję bilansową i załamanie akcji kredytowej.

Zupełnie odmiennie przedstawiały się korekty w latach 1946, 1962 lub niesławny "Czarny Poniedziałek" w 1987 roku. Wtedy, pomimo gwałtownych obniżek cen, wpływ na realną gospodarkę był ograniczony. Dlaczego? Ponieważ otoczenie makroekonomiczne było stabilne, sytuacja finansowa firm i gospodarstw domowych dobra, a decydenci reagowali błyskawicznie.

Wniosek jest jasny – korekty giełdowe stają się ryzykowne dla całej gospodarki dopiero wtedy, gdy nakładają się na istniejące słabości, generują brak stabilności finansowej i (co istotne) dotykają podmioty o wysokim poziomie długu.

Wnioski z przeszłości a obecny stan rynków

Jak wnioski płynące z historii mają się do obecnej sytuacji na rynkach? Otóż według analityków Capital Economics system finansowy i światowa gospodarka są dziś znacznie lepiej przygotowane na wstrząsy, niż miało to miejsce w poprzednich cyklach.

Kluczowym argumentem, który to potwierdza, jest kondycja sektora bankowego. Po wstrząsie w 2008 roku banki zostały zmuszone do naprawy bilansów i podwyższenia standardów zarządzania ryzykiem. Wskaźniki kapitałowe Tier 1 wzrosły istotnie w ciągu minionej dekady – w USA z poziomu poniżej 10% w 2008 roku do około 15% obecnie. Jakość aktywów również uległa poprawie. Odsetek kredytów zagrożonych w USA obniżył się z 5% w 2009 roku do poniżej 1% obecnie.

Także rynki wschodzące, będące tradycyjnie "chłopcem do bicia" podczas globalnych perturbacji, prezentują się zaskakująco solidnie. Większość krajów Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej wykazuje duże nadwyżki na rachunkach bieżących i nie jest zależna od napływu kapitału z zagranicy.

Wskaźnik ryzyka walutowego dla rynków wschodzących oscyluje w pobliżu historycznego minimum. Naturalnie, istnieją wyjątki, takie jak Turcja czy Argentyna, ale są to gospodarki zbyt małe, by ich problemy mogły wywołać efekt domina na skalę globalną.

Ryzyko kryje się w cieniu

Pomimo tych argumentów przemawiających za oddaleniem widma recesji, system nie jest bez skazy. Raport zwraca uwagę na rosnącą rolę pozabankowych instytucji finansowych (NBFI), czyli tzw. sektora shadow banking. Firmy z branży AI coraz częściej sięgają po leasing finansowany przez spółki celowe (SPV) wspierane przez kapitał prywatny, omijając tradycyjne banki. NBFI mają duże i skoncentrowane ekspozycje na amerykańskie aktywa technologiczne.

To tutaj tkwi potencjalny punkt zapalny. Połowa banków w USA objętych badaniem MFW posiada ekspozycje na NBFI przekraczające ich kapitał podstawowy (Tier 1). Jeśli pęknięcie bańki AI doprowadzi do strat w sektorze parabankowym, kanały transmisji kryzysu mogą okazać się mniej jasne i trudniejsze do opanowania przez regulatorów niż w przypadku tradycyjnej bankowości.

W razie wstrząsów bankierzy centralni mają jednak nadal ważny atut w ręku. Jest nim obecny poziom stóp procentowych, na dodatnim poziomie, w pobliżu lub powyżej poziomów równowagi. Oznacza to, że w razie nagłego pogorszenia koniunktury banki centralne mają pole do obniżek.

Chociaż Fed i inne banki centralne podkreślają, że nie będą ratować rynków akcji, z pewnością zareagują, jeśli stres rynkowy zagrozi przepływom kredytowym lub rynkowi pracy. Niestety, polityka fiskalna nie oferuje podobnego komfortu – wysokie zadłużenie publiczne w wielu państwach rozwiniętych ogranicza możliwość stymulacji budżetowej.

Trzy scenariusze dla bańki AI. Korekta nie musi być katastrofą?

Capital Economics rysuje dwa główne scenariusze korekty w obecnej hossie sztucznej inteligencji. W wariancie bazowym zdaniem analityków czeka nas korekta o ok. 12,5% w 2027 roku, wynikająca z przewartościowania akcji, co będzie miało minimalny wpływ na realną gospodarkę. W tym wariancie inwestorzy mogą skorygować wygórowane wyceny gigantów technologicznych, jednocześnie wciąż wierząc w długoterminowe korzyści płynące z AI dla realnej gospodarki.

Drugi (mniej optymistyczny scenariusz) zakłada, że szok ekonomiczny pojawi się jako pierwszy – np. na skutek błędnej polityki fiskalnej lub zaostrzenia napięć geopolitycznych. To z kolei wywoła wyprzedaż na giełdzie, która następnie spotęguje negatywne konsekwencje dla gospodarki. Związek słabości gospodarczej i spadających cen akcji był historycznie najbardziej niszczycielski.

W raporcie pojawia się także trzeci wariant, określany mianem "ryzyka ogona" (tail risk). Zakłada on nie tyle korektę wycen, co całkowitą utratę zaufania w potencjał ekonomiczny sztucznej inteligencji. Taki scenariusz doprowadziłby nie tylko do spadków na giełdzie, ale przede wszystkim do gwałtownego załamania realnych inwestycji (CapEx) w infrastrukturę AI.

To z kolei uderzyłoby w globalne łańcuchy dostaw (zwłaszcza w gospodarki takie jak Tajwan czy Meksyk) i wygenerowało falę strat kredytowych. Analitycy Capital Economics uznają ten scenariusz za mało prawdopodobny, zakładając, że AI ostatecznie przyniesie wzrost produktywności, ale ostrzegają, że byłby to mechanizm samonapędzającej się zapaści gospodarczej.

Reasumując: eksperci Capital Economics nie przewidują kataklizmu – przynajmniej dopóki wierzymy w długoterminowe wsparcie produktywności przez sztuczną inteligencję, a bilanse firm pozostają solidne. Przy takich założeniach nawet korekta o 30% na akcjach spółek, choć dotkliwa, nie spowoduje systemowej katastrofy na miarę 2008 roku. Jak zauważają autorzy raportu, Jennifer McKeown i William Jackson: "Korekty giełdowe rzadko same wywołują recesje i wątpimy, by ten epizod był wyjątkiem".

Oprac. MM

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *