„Frankfurter Allgemeine Zeitung” donosi w piątek, że zdjęcia satelitarne od Planet Labs, wykorzystywane przez wojsko i media podczas konfliktów, są utajniane na skutek presji ze strony administracji USA. Dziennikarze dochodzeniowi mają jednak alternatywne metody, takie jak unijny projekt Copernicus, służący do obserwacji i monitoringu Ziemi.

Według niemieckiej gazety, od 9 marca, pod wpływem „niezadowolenia USA z obrazów ostrzelanej szkoły dla dziewcząt w Minabie”, zdjęcia z działań wojennych w Iranie nie są publikowane. Spółka zakomunikowała swoim klientom o dobrowolnym zastosowaniu się do prośby rządu USA o „tymczasowe wstrzymanie (publikacji – PAP) materiałów wizualnych z określonego obszaru”.
28 lutego, w trakcie pierwszych ataków sił USA i Izraela na Iran, w ataku na szkołę w irańskim Minabie śmierć poniosło 156 osób cywilnych, w tym 120 dzieci. Eksperci potwierdzili, że użyto amerykańskiej rakiety Tomahawk. Brytyjski portal śledczy Bellingcat, którego analitycy korzystali z danych Planet Labs, odegrał istotną rolę w śledztwie.
Firma ta została utworzona w Kalifornii w 2010 roku z inicjatywy byłych pracowników NASA. Fotografie od Planet Labs były wykorzystywane między innymi do zbierania dowodów zbrodni rosyjskich wojsk w podkijowskiej Buczy, jak również przestępstw sił Izraela w Strefie Gazy.
Satellite imaging company Planet Labs says it will indefinitely withhold Iran war imagery after a request from the Trump administration https://t.co/NvttJacbF3 pic.twitter.com/5orYVRIuA5
— Al Jazeera English (@AJEnglish) April 5, 2026
„W chwili obecnej w przestrzeni kosmicznej funkcjonuje około 200 minisatelitów. Są one mniejsze od turystycznej lodówki i ważą zaledwie parę kilogramów” – informuje „FT”. Po umieszczeniu w przestrzeni kosmicznej przez rosyjskie i amerykańskie rakiety, przekazują one obrazy z niskiej orbity okołoziemskiej.
Jake Godin z Bellingcat przyznał w rozmowie z „FAZ”, że cenzura dotycząca Planet Labs komplikuje pracę. Analitycy portalu są teraz „zmuszeni do korzystania z innych źródeł danych”, jak unijny program obserwacji i monitoringu Ziemi Copernicus, czy Google Earth – relacjonuje „FAZ”. Często jednak są one mniej dokładne i aktualizowane rzadziej niż dane udostępniane przez Planet Labs.
Godin podkreśla jednak, że Bellingcat „jest zaznajomiony z omijaniem trudności”. Uzasadnia to, podając jako przykład, że przy pomocy danych z satelity Sentinel-2 programu Copernicus, niedawno udało się zadokumentować zniszczenie wiosek w Libanie przez armię izraelską.
Z Berlina Mateusz Obremski (PAP)
mobr/ akl/
