Gdyby Rihannie przyszło tworzyć jedno ze swoich ikonicznych dzieł, „Diamonds”, nie w roku 2012, lecz w 2026, refren z pewnością brzmiałby: „shine bright like an AI diamond”. Syntetyczne klejnoty produkowane w Chinach wyłaniają się jako nieoczekiwany beneficjent technologicznego rozkwitu. Wszystko to za sprawą tego, że zamiast na palcach entuzjastów biżuterii, coraz powszechniej trafiają do zaawansowanych procesorów wspierających sztuczną inteligencję.

Diamenty laboratoryjne, tradycyjnie kojarzone z rynkiem jubilerskim, znalazły kluczowe zastosowanie w przemyśle półprzewodnikowym. Producenci chipów AI wykorzystują je jako materiał chłodzący, co umożliwia tworzenie gęstszych i znacznie wydajniejszych układów scalonych.
Fala optymizmu zalała rynki finansowe po tym, jak kilka chińskich firm potwierdziło pomyślne testy swoich diamentów u klientów jako efektywnych rozpraszaczy ciepła i rozpoczęło pierwsze komercyjne dostawy – informuje agencja Bloomberga.
Giełdowa gorączka i trzycyfrowe odchylenia od normy
Reakcja inwestorów na giełdach w Państwie Środka była natychmiastowa. Według wyliczeń Bloomberga, akcje spółki Zhecheng Huifeng Diamond Technology wzrosły w minionym tygodniu o 51%, podczas gdy papiery SF Diamond zyskały 40%, kontynuując zwyżkę w kolejnych dniach. Dla porównania, szeroki indeks CSI 300 zyskał w tym samym czasie zaledwie 1%.


Wzrosty w tej niszowej gałęzi gospodarki pokazują, że kapitał desperacko poszukuje nowych, mniej kosztownych beneficjentów rewolucji AI. Dotychczasowi faworyci funduszy – od wytwórców płytek drukowanych, przez dostawców pamięci, po firmy produkujące moduły optyczne – po gigantycznych rajdach stały się dla wielu inwestorów po prostu zbyt drogie. Chociaż należy uczciwie przyznać, że jedynie w wymiarze nominalnym, ponieważ z punktu widzenia fundamentów stają się coraz tańsze. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj: Hossa na pamięć trwa. Akcje biją rekordy, a i tak stają się… coraz tańsze.
Wieczne kamienie kontra miedź i aluminium
Analitycy zwracają uwagę, że diament zaczyna być postrzegany jako zdecydowanie lepsza alternatywa dla tradycyjnych materiałów rozpraszających ciepło.
„Chłodzenie diamentowe staje się konsensusem branżowym, a jego zastosowanie ma się rozszerzyć na cały sektor AI oraz centra danych” – napisali w poniedziałkowej nocie analitycy Huayuan Securities.
Zmianę widać również w zachowaniu i przepływie kapitału. Spółki powiązane z tradycyjnymi surowcami, takie jak Aluminum Corp. of China czy Jiangxi Copper, które wcześniej zyskiwały na fali optymizmu wokół AI, zanotowały solidną korektę. Ich wyceny na giełdzie w Hongkongu spadły o około 25% i 28% od swoich styczniowych maksimów.
Produkcja i dostawy już ruszyły, a rynek rozpoczął zakupy
Z doniesień Bloomberga wynika, że rewolucja w chłodzeniu procesorów opuściła już fazę czysto teoretyczną. Spółka SF Diamond, po pomyślnych testach przeprowadzonych u zagranicznych partnerów, rozpoczęła wysyłkę pierwszych niewielkich partii diamentowych rozpraszaczy ciepła. Z kolei Henan Liliang Diamond poinformował o uruchomieniu pierwszej fazy projektu produkcyjnego, dedykowanego komponentom wysokiej mocy.
Według ekspertów, to dopiero początek głębszych przetasowań na rynku. Jak zauważa Duan Bing, analityk ds. technologii i telekomunikacji w Nomura, po dwóch lub trzech latach silnego pozycjonowania się funduszy w głównych sektorach powiązanych z AI, inwestorzy zaczynają szybko rotować kapitał w kierunku mikrosegmentów. Poszukują miejsc o najsilniejszych fundamentach, ograniczonej podaży i największej sile negocjacyjnej, a chińskie syntetyczne diamenty idealnie wpisują się w ten trend.
Gwałtowny rajd spółek produkujących sztuczne diamenty wywołuje jednak fundamentalne pytanie: czy to faktycznie genialne odkrycie nowej, technologicznej niszy, czy raczej klasyczny objaw zaawansowanej fazy rynkowej hossy?
Główni liderzy technologicznego wyścigu stają się powoli niewyobrażalnie drodzy, w związku z czym kapitał zaczyna nerwowo poszukiwać czegokolwiek, co da się jeszcze podpiąć pod motor napędzany hasłem „sztuczna inteligencja”. Kupowanie akcji producentów diamentów laboratoryjnych jako „spółek AI” może już ocierać się o lekki obłęd i desperackie łapanie się ostatnich wagonów odjeżdżającego pociągu. Z drugiej strony – dopóki gigantyczne centra danych faktycznie potrzebują przełomu w chłodzeniu potężnych procesorów, ten diamentowy błysk na giełdach wcale nie musi okazać się jedynie tanią błyskotką. Czy to przekręt, czy nie, czas pokaże.
Oprac. AO.
