
Termin „system walki” jest często używany w odniesieniu do sztuki walki. Mówiąc o sztukach walki ogólnie, używanie tych terminów jako synonimów jest uzasadnione. Wszystko jednak zależy od kontekstu.
Pozwólcie, że wyrażę mój czysto osobisty pogląd na temat tego, co stanowi „system walki” w wąskim znaczeniu. Od razu wyjaśnię, że każdy jest inny. Jeden uczy się w jeden sposób, drugi w inny. Nie chodzi o technikę, ale o metodologię. Nie o to, czego konkretnie się uczyć, ale o to, jak się uczyć, aby lepiej przyswajać informacje.
Porównajmy „system walki” i „zestaw technik” .
Różnica jest tu metodologiczna. Konwencjonalnie rzecz biorąc, można nauczyć się pewnego zestawu metod, które można zastosować w danej sytuacji. Metody te mogą dopuszczać pewną zmienność i być mniej lub bardziej sformalizowane, ale stanowią „wybór” konkretnych technik. W ten sposób, charakteryzując systemy sztuk walki, czasami podaje się liczbę technik w ich obrębie. Jest to istotna cecha, świadcząca o różnorodności arsenału technicznego danej sztuki walki.
Mówiąc prościej: im więcej technik znasz, tym bardziej jesteś zaawansowany i tym bardziej zróżnicowane są twoje działania.
Zaletą tego podejścia jest łatwość monitorowania procesu uczenia się. Gdy opanujesz (i oczywiście nie tylko zapamiętasz, ale nauczysz się, jak go stosować) zestaw działań, przechodzisz na kolejny poziom. Gdy opanujesz cały arsenał szkolny, kończysz proces uczenia się.
W zasadzie to wygodne. Oczywiście, nie chodzi tylko o zapamiętywanie technik. Uczysz się ich stosowania w różnych, specyficznych sytuacjach; gdy przeciwnik stawia opór; wypracowujesz wymagany schemat ruchu. Po opanowaniu programu przechodzisz na kolejny poziom techniki. I tak dalej.
To wygodne zarówno dla wielu uczniów, jak i dla instruktora. Stopniowość, podejście krok po kroku, przejrzystość. To ważne! Wielu uważa, że wygodniej jest uczyć się za pomocą technik. Nie bez powodu wyrażenie „pokaż sztuczkę” stało się tak popularne!
To również wygodne z komercyjnego punktu widzenia. Możesz „sprzedawać” techniki, przenosząc uczniów z jednego poziomu na drugi. I nawet jeśli nie uczysz się do certyfikacji, to i tak jest tak samo: jeśli chcesz nauczyć się nowych technik, musisz zapłacić!
Nie trzeba dodawać, że techniki są często sztucznie wrzucane do jednego worka? Do tego stopnia, że w niektórych szkołach „ich własni” uczniowie studiują zupełnie inne programy . Po prostu dlatego, że potrzebują czegoś konkretnego, a nie tylko dla pieniędzy.
Ale do pewnego momentu wygodnie jest uczyć się materiału w formie technik. A potem jest wygodnie, bo jest znany.
Moim bardzo subiektywnym zdaniem, takiej sztuki walki nie zawsze można słusznie nazwać systemem. Po prostu dlatego… co stanowi „systematyczność” w takim podejściu ? Przynajmniej system ten nie jest zbyt widoczny metodologicznie. A przynajmniej nie od razu. A może widoczny jest tylko dla instruktorów, bez których uczeń nie zrobi postępów.
Zasadniczo to normalne. Tak zawsze się uczyliśmy.
Istnieje jednak inne podejście . Daje ono uczniowi natychmiast znacznie lepsze „podwaliny na przyszłość”. Nie chodzi tu koniecznie o szkolenie mistrza sztuk walki. Często łatwiej i szybciej jest wyszkolić zaangażowanego praktyka w kilku prostych, uniwersalnych technikach, dopracowanych do perfekcji, pozwalających osiągnąć maksymalną siłę i szybkość. Aby jednak pójść dalej, potrzebny jest instruktor lub osoba z silną zdolnością do analizy i samodzielnej pracy.
Nie twierdzę, że nauka „technik” z instruktorem (a nie samodzielnie) nie wymaga inteligencji! Boks, jak to mówią, to nie szachy – wymaga myślenia! Myślicielowi łatwiej się uczyć i łatwiej go nauczać. Jednak nauka technik wymaga większego wysiłku ze strony instruktora. Mówiąc najprościej, zadaniem ucznia jest dokładne naśladowanie ruchów instruktora . Instruktor z kolei służy jako źródło informacji, czyli nowych technik.
W innym podejściu nie ma technik jako takich. Każda „nowa” technika nie jest aż tak nowa, ponieważ istnieje w ramach jednolitego systemu ruchów.
Istnieje podstawowa technika. Jak mogłoby być inaczej? Istnieją schematy taktyczne. I ograniczony zestaw podstawowych ruchów, koncepcji i schematów, na których opiera się większość konkretnych technik. Podstawowy zestaw to nie tylko zbiór ruchów. Choć może się to wydawać dziwne, idealnie byłoby, gdyby opierał się na jednym, fundamentalnym ruchu!
Na przykład na okręgu, do którego można sprowadzić cały fundament. Przykład: francuskie ogrodzenie z trzciny, zbudowane na nitce – okręgi, pętle, obroty w różnych płaszczyznach i przejścia między nimi. Poszczególne elementy są izolowane, ale ostatecznie stanowią wariacje koła. Ćwicząc liczne obroty, rozwijamy nie tyle techniki, co sposób poruszania się.
Albo podczas zwykłego chodu, najbardziej naturalnego ruchu. Ciosy i kopnięcia płynnie wypływają z chodu. Ruchy następują po sobie naturalnie, zgodnie z logiką znanego chodu.
I nie ma potrzeby zapamiętywania technik. Przyjdą same. Są one wpisane w logikę ruchu.
To ważne! Generalnie rzecz biorąc, „po prostu poruszamy się” w znany sposób, wdrażając go w ruchy bojowe. A przy takim podejściu musimy zapamiętywać – ale znacznie mniej. Zapamiętujemy „nasze” ulubione ruchy charakterystyczne; podstawowe elementy; ruchy trudne do opanowania; pojedyncze techniki, które nie pasują do całego systemu. Mogą nie istnieć, ale wciąż możemy coś do niego dodać. Kluczem jest dodawanie, a nie próba składania wszystkiego w całość z rozproszonych elementów w oparciu o zasadę „dobrego ruchu”.
Co to daje?
Powtórzę: „po prostu poruszamy się” tak, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni, nie próbując wykonywać technik. Po prostu się dzieją. Tam akcje obronne i ofensywne wyłaniają się w równym stopniu z jednego „silnika”.
Po drugie. Po opanowaniu podstaw, uczeń może rozwijać się samodzielnie. Jakość ruchów wymaga dopracowania, najlepiej pod okiem instruktora. Konkretne techniki są jednak zawarte w samym fundamencie. Pozostaje tylko to rozpoznać i aktualizować swoją wiedzę. Zasadniczo, po opanowaniu podstaw, opanowaliśmy już większość technicznego arsenału szkoły. Nawet jeśli jeszcze tego nie wiesz…
