
Jak niedawno obiecałem, wracamy do dyskusji o wykorzystaniu kół samochodowych w treningu. A konkretnie w treningu siłowym. I nie tylko kół.
Wyjaśnię od razu: nie „pompuję” się, zwłaszcza w sensie budowania masy mięśniowej. A nasze ćwiczenia są nastawione nie tyle na przyrost masy, co na rozwijanie siły.
Jak zwykle, podam przykłady ćwiczeń z różnych części szkolenia. To nie jest poradnik do działania, a raczej poradnik dla Twojej wyobraźni.
Nazwijmy to ćwiczenie „siekaniem” lub „kuciem”. Obie techniki polegają na zadawaniu potężnych i precyzyjnych uderzeń od góry do dołu. W zasadzie celność można na razie pominąć, choć praca nad nią jest ważna. Ale celność to osobny temat.
Uderzymy tym, co jest pod ręką i co się nie złamie. Powiedzmy, mocnym, ciężkim kijem. Najlepszym dostępnym celem jest opona. Jest łatwo dostępna i wytrzymała. Ale kij się złamie, chyba że to łom. A nawet on się zegnie, jeśli uderzysz wystarczająco mocno. I to jest w porządku! Pracujemy nad siłą!
Dlatego dodamy do naszego ekwipunku wszystko, czego będziemy używać do uderzania. I… przypominam o potrzebie rozgrzewki i ostrożności! Bo jeśli siła przekracza możliwości aparatu więzadłowo-stawowego, ten aparat cierpi podczas treningu uderzeń. I to znacząco!
Wybór sposobu ataku zależy od: tego, co masz pod ręką i swoich możliwości fizycznych.
Czy drugi punkt jest niejasny? Jeśli potrafisz uderzać grubym kijem, rurą, kłodą… a nawet kłodą – śmiało! Lżejszy „kij” można używać jedną ręką, cięższy, grubszy – obiema.
Maksymalna grubość „kija” zależy od Twojej zdolności do jego chwytu. Jeśli potrafisz chwycić i utrzymać „kij” o średnicy 30 centymetrów podczas uderzania, to dlaczego nie? Ten rodzaj treningu tylko wzmocni Twój chwyt.
Możesz wzmocnić ramiona takim kłodą lub rurą bez użycia ciosów. Trzymaj ją blisko jednego końca, „jak włócznię”. I… zacznij „boksować z cieniem”. Pamiętasz, jak „boksowaliśmy”, trzymając opony? Teraz zrób to samo, tylko symulujemy walkę z włócznią, bagnetem lub drągiem. Tak, nie ograniczaj się do dźgania wyimaginowanego wroga; rąb swojego!
Chyba już widać, że symulujemy walkę na miecze za pomocą krótszego kija/rury/pręta zbrojeniowego?
Ćwicząc „trafianie” w cele, nie ograniczaj się do uderzeń znad głowy. „Nad głową” nie oznacza jednak tylko uderzeń pionowych w dół. „Nad głową” obejmuje również uderzenia skośne z dowolnego możliwego kąta.
Tak, pamiętaj o kontrolowaniu „kija” na całej trajektorii uderzenia i staraj się nie wykorzystywać bezwładności. W końcu pracujemy nad rozwijaniem siły! Dlatego w tym przypadku użyj siły, aby sterować pociskiem, a nie samym pociskiem.
Jeśli masz siłę fizyczną (czyli jesteś wystarczająco silny), podnieś oponę samochodową. Postaw ją na krawędzi i chwyć za wewnętrzną krawędź. Możesz to zrobić jedną ręką lub obiema, jeśli to zbyt trudne. Unieś oponę nad głowę i mocno uderz nią w cel. Możesz też po prostu uderzyć nią lub rzucić o ziemię. Zrób wdech, podnosząc ją ponownie; zrób wydech, uderzając nią. Utrzymuj dobre tempo! I przy każdym uderzeniu używaj pełnej siły!
Nawiasem mówiąc, podobne ćwiczenia stosuje się w psychoterapii, aby rozluźnić blokady mięśniowe. I oczywiście w sztukach walki. Tak bokserzy uderzają w opony ciężkim młotem kowalskim, zaprojektowanym do chwytu oburącz. Spróbuj! Pamiętaj tylko, aby wykonywać ruchy całym ciałem. Chociaż nie da się utrzymać ciężkiego młota kowalskiego samymi rękami – bez użycia nóg i mięśni korpusu.
Celowo nie będę tu wnikał w szczegóły techniki ani prawidłowego wykonywania uderzeń. Na razie „po prostu” uderzaj mocno i, jeśli to możliwe, rozluźnij się. Powiem tylko tyle: znajdź optymalną metodę, która pozwoli ci uderzać z maksymalną siłą, przy minimalnym wysiłku.
A teraz wracamy do ćwiczeń siłowych. Jest tam jeszcze mnóstwo ciekawych rzeczy!
