Czy praktykowanie qigongu jest grzechem? Przyjrzyjmy się bliżej temu!

Czy praktykowanie qigongu jest grzechem? Przyjrzyjmy się bliżej temu! 2

Pojawiło się pytanie: czy chrześcijanie mogą praktykować qigong? Ten problem pojawia się dość często. Zazwyczaj osoby religijne zwracają się o poradę do władz kościelnych. Powołują się na demoniczny wpływ i duchowe szkody religii Wschodu. Innymi słowy, jest to zakazane!

Ale nie jesteśmy skłonni się w to zagłębiać i szukać gotowego rozwiązania. Mózg oszczędza energię i to normalne. Co więcej, istnieje opinia ekspertów (choć nie z qigong, a z teologii). Demoniczne. I sprawa rozstrzygnięta!

Ale praktykowanie qigongu lub jogi może pomóc niektórym osobom. I to nie tylko w kwestiach zdrowotnych! Błędem jest postrzeganie qigongu jedynie jako metody uzdrawiania. Wręcz przeciwnie, przyczynia się on do ogólnego rozwoju. Celem qigongu jest uczynienie nas silniejszymi i zdrowszymi. Aspekt „duchowy” jest bardziej obecny w rozwijaniu koncentracji, samokontroli i uważności na to, co dzieje się wokół nas. Jak można doszukiwać się w tym czegoś demonicznego?

Logika jest prosta: qigong jest częścią chińskiej kultury, wchłaniając wszystkie jej cechy. A ponieważ kultura chińska jest niechrześcijańska, qigong jest również kojarzony z obcą religią. Być może znajduje to odzwierciedlenie w ich poglądach na ludzkie ciało, układ meridianów itd. I oczywiście w samej idei „qi”! Chociaż w praktyce można go całkowicie pominąć, pracując nad strukturą ciała, blokadami mięśniowymi, wysiłkiem i innymi aspektami fizycznymi. Ważne jest, aby zrozumieć, że qi jest wygodnym, ułatwiającym obrazem. Jeśli jest to niewygodne, należy zastosować inne metody!

I nie ma czegoś takiego jak „qigong”. Istnieje niezliczona ilość różnych szkół i ruchów, a „qigong” może oznaczać cokolwiek.

I aura tajemniczości! W książce o qigongu spotykamy się z takimi pojęciami jak „potrójny ogrzewacz”, „dantiany”, „meridiany” i tak dalej. Dowiadujemy się o „łukach”, wysiłkach, spiralach, transformacjach… To wszystko jest zagmatwane i trudne do zrozumienia… ale jest możliwe! Dojdźmy do sedna, nie mnożąc znaczenia. Może jeśli zrozumiemy istotę, wiele pytań zostanie rozwiązanych, a niektóre w ogóle się nie pojawią?

A co najważniejsze, będziemy mogli działać sensownie. Osobiście nie rozumiem fascynacji Europejczyków wschodnią egzotyką, a tym bardziej wschodnim mistycyzmem. Z pewnością wiele można się nauczyć od Wschodu. Ale kto jest zainteresowany zgłębianiem zawiłości filozofii, kultury, buddyjskiej i taoistycznej psychoterapii? To zbyt poważne, wymaga dużo czasu i wysiłku, a my wolelibyśmy coś prostszego i bardziej angażującego. Coś interesującego… a coś zupełnie niezrozumiałego nie jest interesujące. Chociaż nawet to, co wydaje się jasne, jest w rzeczywistości iluzją. Wystarczającą, by wzbudzić zainteresowanie!

Feng shui służy do aranżacji wnętrz, chan (no cóż… kilka zabawnych paradoksalnych powiedzeń) to sposób na zaskoczenie rozmówcy, taoizm (bez zagłębiania się w niuanse) bywa przewodnikiem w życiu… To prawda, że otoczenie zazwyczaj nie jest zachwycone. A qigong to sposób na połączenie się ze starożytną tradycją i jednocześnie poprawę zdrowia. Choć to pierwsze często okazuje się iluzją. O jakim „połączeniu” z tradycją mówimy? W kulturze tak odmiennej od naszej trudno to zrozumieć pobieżnie! A w „qigongu dla każdego” brakuje tradycji… Ale wiara we własne iluzje jest o wiele wygodniejsza.

W qigong wyjaśnienia częściej dezorientują niż rozjaśniają. Objaśniają rzeczy w nieznanych terminach, opierając się na obcym nam światopoglądzie i sposobie myślenia. Nie przeszkadza nam to jednak w odczuwaniu zauważalnych efektów tych osławionych praktyk „energetycznych”. Mówią, że tak właśnie działa feng shui! Można przekonać samego siebie o wszystkim!

Poza tym, dla kogoś, kto nawet nie ćwiczy, każda aktywność fizyczna będzie miała korzystny wpływ. Ale ja mam ochotę na coś egzotycznego, nawet jeśli nie rozumiem, co robię. Zrozumienie wymaga wysiłku i zainteresowania. Ale wiele można wyjaśnić bardzo zrozumiałym językiem!

Czym jest „qi”? To energia naszego ciała. „Qigong” to zarządzanie qi. Nie ma w tym nic mistycznego, bo trudno zaprzeczyć, że energia jest zużywana na funkcje życiowe. Nawet kiedy się poruszamy, zużywamy energię. W rzeczywistości „zarządzanie qi” to harmonizacja ruchu. Optymalny ruch, wymagający minimalnej energii, jest maksymalnie efektywny – precyzyjny, mocny i szybki. Zasadniczo chodzi o poprawną technikę… i to wszystko! To „szaleństwo” można znaleźć w łyżwiarstwie figurowym, pływaniu, a nawet w pracy ładowacza. Musi on poruszać się poprawnie, inaczej natychmiast nadwyrężysz plecy!

Złożone i uciążliwe metody wielu rodzajów qigong mają na celu przywrócenie naturalnej struktury ciała . Mówiąc najprościej, chodzi o prawidłową postawę i koordynację. Uczymy się cech prawidłowej struktury; w miarę pracy uświadamiamy sobie własne zaburzenia postawy; staramy się przyjmować prawidłowe pozycje, zarówno statyczne, jak i dynamiczne… to znaczy poruszać się, zachowując optymalną strukturę. Idealnie byłoby, gdybyśmy teraz poruszali się łatwiej, silniej i szybciej, nie powodując sobie krzywdy ani bólu. Wiele chorób, które uważamy za nieuniknione, jest w rzeczywistości wynikiem zaburzeń równowagi w strukturze ciała. Poruszając się nieoptymalnie, uszkadzamy nasze stawy, kręgosłup, a nawet narządy wewnętrzne. Przewlekłe napięcie mięśni wymaga energii podwójnie: aby je utrzymać i aby je pokonać! W końcu napięty mięsień utrudnia ruch. Nie czujemy go i nie możemy go rozluźnić. I tak jesteśmy zmuszeni pokonać własny opór.

Może się wydawać, że to dużo wysiłku, prawda? Dużo! Bo blokad mięśniowych jest tak wiele! Po prostu ich nie zauważamy… Tak samo jak szkody spowodowane paleniem stają się widoczne po latach. Ale są widoczne od razu! Tak samo jest z blokadami mięśniowymi. Samo odczucie tych napięć nie jest trudne, ale wymaga to przynajmniej trochę wysiłku, a ludzie wolą otrzymać gotowe wnioski. Ale im nie ufają, woląc, przez bezwładność i leniwe myślenie, pozostać w wygodnym świecie znanych iluzji.

I niech im Bóg błogosławi! Osobiście piszę dla tych nielicznych, którzy są zainteresowani. Dla tych, którzy przynajmniej przeczytają coś innego i spróbują to zrozumieć.

A zatem! Ponieważ blokady wymagają energii (lub, prościej, wysiłku), oznacza to, że poziom energii w organizmie spada. Albo, prościej, szybciej się męczymy. Przywrócenie prawidłowej, zdrowej struktury (usunięcie blokad, rozluźnienie chronicznie napiętych mięśni) eliminuje niepotrzebny wydatek energetyczny. Energia wzrasta, albo, prościej, siła wzrasta.

To dla zdrowia. W walce efekt jest jeszcze bardziej zauważalny. Każdą dobrze wykonaną technikę można nazwać „qigongiem”, jeśli wyeliminujemy niepotrzebne napięcie i… nie stworzymy nowego (poprzez samą technikę). Rezultat: zwiększona siła, szybkość i precyzja ruchów przy jednoczesnym zmniejszeniu wydatku energetycznego. Zasadniczo wykonujemy to słabo, ale okazuje się, że jest to silne!

Ważnym wskaźnikiem jest piękno ruchu. Nawet osoba niezaznajomiona z tym sportem intuicyjnie wyczuje, że poruszasz się pięknie i energicznie. Prawidłowy ruch jest zawsze fizjologiczny i naturalnie pełen gracji.

A jednak ruchów nie uczy się, nakładając nowe napięcia na stare (to się zdarza). Każdy ruch staje się łatwiejszy, silniejszy i piękniejszy. Codzienne, codzienne ruchy. Przede wszystkim chód.

Istotą zarządzania qi jest zapewnienie niezakłóconego przepływu energii… czyli przeniesienie wysiłku (najbardziej zwyczajnego, mięśniowego). Wtedy mięśnie nie hamują się ani nie przeszkadzają sobie nawzajem, lecz angażują się w ruch w takim stopniu i w takim stopniu, w jakim jest to potrzebne. Niemal cały włożony wysiłek jest przenoszony na cel!

Oto sekret „supermocy”! I nie ma w tym żadnego mistycyzmu.

Tak, istnieją praktyki, które polegają na wyobrażaniu sobie energii w ciele. Wizualizacja, próba wyczucia qi, przepuszczanie jej przez kanały… I nawet to jest korzystne, ponieważ koncentrujemy się na doznaniach w ciele. Ale powtarzam: te praktyki nie są obowiązkowym elementem qigong… A sami mistrzowie twierdzą, że praca z „energiami” ma sens (i jest bezpieczna!) tylko wtedy, gdy struktura ciała została już przepracowana.

W każdym razie nikt mi o nich nie wspominał.

Powtórzę: nie ma czegoś takiego jak „qigong”; istnieje wiele różnych podejść. Jeśli naprawdę chcesz, znajdziesz tam wszystko! Możesz sobie zaszkodzić, ale nie tyle duszy, co ciału. Jeśli nie rozumiesz, co robisz, i nie rozumiesz tego tak szczegółowo, jak to możliwe, musisz wiedzieć, do czego dążysz i być świadomym swojego ciała. Tak jak w przypadku każdego ćwiczenia fizycznego, qigong należy postrzegać jako formę. Wtedy wszystko się ułoży! Przede wszystkim w twoim umyśle…

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *