Od dwunastu lat rodzice Pauliny Antczak sygnalizują, że ich córka poniosła śmierć z ręki zabójcy. Po zamknięciu postępowania dowiedli do ekshumacji jej ciała. Eksperci medycyny sądowej stwierdzili, że 25-latka mogła być zatruta medykamentem na zaburzenia rytmu serca. Niedawno sąd podjął decyzję, że sprawa będzie badana w kontekście morderstwa. Reportaż "Interwencji".

Paulina Antczak i jej matka Iwona Antczak
Paulina Antczak miała 25 lat. Wywodziła się z terenów w pobliżu Kalisza, lecz od paru lat przebywała we Wrocławiu. Kształciła się w dziedzinie filologii angielskiej. Rodzice nabyli dla niej tam niewielki apartament. Dzieliła go ze swoim partnerem – 29-letnim Dawidem Z.
– Określiłabym tego mężczyznę jako socjopatę. Parę razy dostrzegłam u córki różne zasinienia, wówczas tłumaczyła, że uderzyła się o umywalkę, innym razem, że gdzieś w autobusie o poręcz. Utrwaliłam w pamięci jeden ogromny obrzęk, miała go na udzie – relacjonuje Iwona Antczak.
W jej mniemaniu w kawalerce, gdzie odnaleziono zwłoki jej córki, doszło do zamachu, którego sprawcą był Dawid Z. – Nie było tam nikogo innego – uzupełnia.
– Opowiadała, że jest o nią zaborczy, w pewnym momencie przestała nawet uczęszczać na jakiekolwiek uroczystości, ponieważ się „zbyt wyzywająco ubiera”, nie odpowiadało mu to, tamto, zmieniła swój styl, taki zewnętrzny – stwierdziła znajoma Pauliny.
„Interwencja”. Powraca temat Pauliny Antczak
Jest 23 września 2014 roku. W relacji Pauliny i Dawida od dawna pojawiały się trudności. Po wielu sprzeczkach kobieta podejmuje decyzję o zerwaniu tej więzi. Niedługo potem Dawid znajduje w mieszkaniu jej ciało.
– Twarz jest fioletowa, z nosa wydobywa się krew… Wyraźnie widać, że została pobita – opisuje fotografie policyjne Kazimierz Antczak. Na jednym z nich widoczny jest ślad po wkłuciu na ręce Pauliny.
– Prokurator zakłada, że jest to pozostałość po reanimacji przez służby ratunkowe. Aczkolwiek jeżeli ona nie żyła w chwili dotarcia pogotowia, nie mogło dojść do wybroczyn. Na zdjęciach z miejsca zajśścia widzimy ponadto infuzię, która w niewyjaśniony sposób zniknęła i jak dotąd nikt nie wie, gdzie się ona znajduje – dodaje pan Kazimierz.
– Paulina posługiwała się prawą ręką, a nakłucie też było w prawej ręce. Zaś lewą ręką umiała jedynie pomalować sobie paznokcie – przypuszcza przyjaciółka Pauliny.
– Miała obtarcia skóry tu, gdzie biustonosz, duży siniak w rejonie splotu, była całkowicie poturbowana. Nie dało się tego nie dostrzec – akcentuje Iwona Antczak.
– Fakt, że nie doszło do zabezpieczenia tej kroplówki, jest bezsporny i trudno z nim dyskutować. Nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego tak się nie stało – mówi Anna Placzek-Grzelak z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
„Interwencja”. Prywatny akt oskarżenia w sprawie zgonu córki
W czerwcu 2015 roku postępowanie w kwestii śmierci Pauliny zostało umorzone. Rodzice dziewczyny nie zaakceptowali jednak tego werdyktu. Wnieśli do sądu subsydiarny akt oskarżenia. Dawid Z. został przez nich obwiniony o odmowę udzielenia pomocy i nieumyślne spowodowanie śmierci.
– Sąd nie dążył do wyczerpującego wyjasnienia tej sprawy. Czuliśmy się jak w spektaklu, w którym nie możemy się wypowiadać – wspomina Justyna Flankowska, reprezentant rodziców Pauliny.
A tak przebiegał fragment rozprawy:
– Wysoki sądzie, sąd otrzymał pocisk, jednak sąd nie zamierza odnaleźć pistoletu.
– Zabieram państwu możliwość zabrania głosu.
– Na jakiej podstawie?
– Mogę niezwłocznie nakazać opuszczenie przez pana sali.
– Proszę nakazać.
– Zatem proszę opuścić.
Po wielu latach zmagań rodzinie udało się doprowadzić do ekshumacji zwłok Pauliny. Z ekspertyzy biegłych ze Szczecina wynika, że w momencie zgonu posiadała w organizmie Amiodaron.
– Miała w sobie bardzo wysokie stężenie Amiodaronu. Akceptowalna dawka jest stukrotnie przekroczona. Po ośmiu latach od śmierci. Jakie było w chwili śmierci, nie wiadomo – stwierdza Kazimierz Antczak.
– Amiodaron to lek używany w przypadku zaburzeń rytmu serca, Paulina nigdy nie miała problemów z sercem, nigdy nie zażywała żadnych medykamentów na arytmię – dodaje Eliza Kuna, adwokat rodziców Pauliny.
Sprawa Pauliny Antczak. „Umyślne podanie lekarstw”
Kilka tygodni temu na temat śmierci Pauliny Antczak wypowiedzieli się kolejni eksperci – tym razem ze Śląska. W całości potwierdzili wnioski z wcześniejszej oceny. Według nich wiele wskazuje na to, że Paulina stała się ofiarą morderstwa.
– Biegły pisze, że „ilość Amiodaronu w ciele Pauliny Antczak wskazuje na umyślne podanie”. A więc zamierzone – relacjonuje drugą ocenę Wojciech Kasprzyk, obrońca rodziny Pauliny.
Dopytujemy, czy istnieje jakakolwiek możliwość, że Paulina sama sięgnęła po ten lek.
– I tu następuje kolejny fragment ekspertyzy: „Wymaga to wiedzy medycznej”. Z zebranego materiału dowodowego nie wynika, aby Paulina Antczak posiadała taką wiedzę – odpowiada Kasprzyk.
– Te wnioski sprawiły, że prokuratura włączyła się do postępowania – wyjaśnia Damian Pownuk z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu
A to znaczy, że sprawa dotyczy zabójstwa. Została skierowana do Sądu Okręgowego we Wrocławiu.
„Interwencja”. Kwestia śmierci Pauliny Antczak powróci na wokandę
O wyjaśnienia dziennikarze „Interwencji” zapytali Dawida Z.:
– Proszę opuścić mój dom…
– Dobrze, zostanę za progiem w takim razie.
– Nie, nie mam zamiaru z panem konwersować.
– Ma pan coś do ukrycia?
– Nie, nie mam.
– To w takim razie jak doszło do tego, że ten lek odnalazł się w organizmie Pauliny?
– Skąd mam to wiedzieć? Proszę spytać lekarzy.
– Oni twierdzą, biegli twierdzą, że osoby trzecie musiały jej go podać…
– A dlaczego pan sądzi, że to ja jestem ową osobą trzecią?
– Ponieważ pan jako jedyny przebywał w domu.
– A czy jest na to dowód, że wyłącznie ja byłem w domu?
– Pańskie zapewnienia o tym mówią…
– Nie, ale zeznania nie mówią o tym, że ja jej to podałem.
– A ta infuzja, która znajdowała się na półce?
– Nie wiem. To nie moja wina.
– Ale skąd się wzięła w waszym domu?
– Nie wiem. Nie wiem, skąd się wzięła.
– Nie wie pan…
– Nie wiem.
– Bo wie pan, nie każdy posiada infuzię w domu…
– Oczywiście, że tak. I nie każdy ma możliwość doprowadzenia do zorganizowania czegoś takiego. Pan zakłada i mi sugeruje, że to ja mogłem to załatwić.
– A co pan robił tej nocy?
– Nie wiem, a pan jest funkcjonariuszem policji, czy kim?
– No, taką mam pracę, do pewnego stopnia zbliżoną…
– Nie, ponieważ pan nie ma prawa skuwać kogoś w kajdanki, nie ma pan prawa napastować tak, jak mnie teraz. – Nie nachodzę, tylko przychodzę zadawać pytania, bo to jest moje zadanie…
– Obecnie jestem po pracy, jestem wyczerpany i dziękuję, do usłyszenia.
– Przyszedł na odczytanie zarzutów w sądzie, jego reakcja sprowadzała się do prośby o sprawiedliwy wyrok i łagodny wymiar kary. Co nasza adwokat odczytała: jak mi udowodnicie, to się przyznam – relacjonuje Iwona Antczak.
Sprawą śmierci Pauliny Antczak niebawem zajmie się Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Ustaliliśmy, że pierwsze posiedzenie odbędzie się za dwa miesiące. Tym razem postępowanie będzie prowadzone już w kierunku morderstwa. Doprowadzenie do tego zabrało rodzicom dziewczyny prawie dwanaście lat.
– To, co zaserwował nam wrocławski wymiar sprawiedliwości, to istne piekło. To jest zwyczajnie jak tortury – komentuje Iwona Antczak.
– Wierzymy w to, że teraz w końcu doprowadzimy osobę winną śmierci Pauliny do sądu i tam zostanie ona ukarana. Myślę, że sprawiedliwość powraca – komentuje Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodziny Pauliny.
Nagranie wideo na stronie „Interwencji”.
Byłeś świadkiem czegoś istotnego? Prześlij zdjęcie, film lub opisz, co się wydarzyło. Użyj naszej Wrzutni
WIDEO: Wipler atakuje Czarnka. "Niekiedy nie ma pojęcia, o czym mówi"
red./polsatnews.pl
