Pan Ignacy został uznany winnym i otrzymał wyrok 15 lat pozbawienia wolności za morderstwo małżonki. Obecnie mężczyzna ma 77 wiosen i po odbyciu wyznaczonej sankcji deklaruje zaciętą walkę o rehabilitację i przywrócenie dobrego wizerunku. – Nie jestem winien śmierci mojej żony. Daję słowo – zapewnia. Od początku nie przyznawał się do zarzucanego mu czynu, a okoliczności, na których oparto decyzję wymiaru sprawiedliwości, w niektórych aspektach budzą wątpliwości. Zapis wideo audycji "Interwencja".

Pan Ignacy spędził piętnaście lat w zakładzie karnym za przestępstwo, którego – jak twierdzi – nie popełnił
Pan Ignacy ma 77 lat. Rezyduje w jednej z miejscowości po Warszawą. Posiada trzech synów. Trzy dekady temu miał też żonę, w owym czasie 45-letnią panią Jadwigę.
– Byliśmy małżeństwem przez 25 lat. Teraz, spoglądając na nasze zdjęcie ślubne, ogarnia mnie wzruszenie, że jeszcze żyję. Bowiem mogłem już nie istnieć – relacjonuje pan Ignacy.
– W relacji małżeńskiej dochodziło do aktów przemocy fizycznej, oboje zawiadamiali się wzajemnie do prokuratury. Bez wątpienia sytuacja domowa była mocno niespokojna i bardzo konfliktowa. Jesteśmy świadomi, że współmałżonkowie doszli do porozumienia co do rozstania prawnego oraz co do faktu, że zasoby majątkowe zostaną upłynnione i podzielone na pięć równych części – zawiadamia Anna Ptaszek z Sądu Okręgowego w Warszawie.
– Z materiałów dowodowych i relacji osób postronnych wynika, że zdarzało mu się używać siły wobec żony. Takie incydenty miały miejsce. Niemniej jednak, z dokumentacji wynika również, że miała miejsce sytuacja, w której pani Jadwiga uderzyła pana Ignacego krzesłem. Powszechnie wiadomo, że syn pomógł jej sporządzić pozew o rozwód, a ona ten wniosek przekazała do sądu. W dniu swojej śmierci – przekazuje Bartłomiej Mostek, dziennikarz zajmujący się sprawami kryminalnymi.
Jest wczesny wieczór 13 lutego 1996 roku. Pan Ignacy i jego żona przebywają sami w mieszkaniu. Mężczyzna ogląda program telewizyjny. Pani Jadwiga pracuje przy komputerze. To, co następuje później, do dnia dzisiejszego pozostaje nierozwiązaną zagadką.
– Po przygotowaniu kolacji pani Jadwiga zasiadła do komputera, na którym układała grę pasjans. Wiemy również z ustaleń sądu, że na godzinę 18:00 został zaproszony do tego lokalu młody mężczyzna: Rafał M., znajomy jednego z synów – referuje Anna Ptaszek.
– On był traktowany jak czwarty syn. Przez całe dni, tygodnie przesiadywał u nas – zaznacza pan Ignacy.
– W swoim pierwszym zeznaniu zadeklarował, że był w tym domu, po czym go opuścił – dodaje Bartłomiej Mostek.
Brak odcisków na broni, zniknął tłumik
Około godziny 18 pan Ignacy wychodzi z domu. Udaje się do sąsiada i przez kolejne godziny spożywa z nim alkohol. Wracając do domu po drodze napotyka swojego potomka płci męskiej. Kiedy obaj wchodzą do środka, ich oczom ukazuje się zatrważający obraz.
– Sądziłem, że ona straciła równowagę, zemdlała. Chciałem zbliżyć się do głowy, sprawdzić tętno. Natomiast syn mówi: bo staniesz na broń. Spoglądam, istotnie leży pistolet. I się cofnąłem – wspomina pan Ignacy.
– To był pistolet gazowy przekonstruowany na broń ostrą. Po każdym strzale ta broń się blokowała. Można było z niej wystrzelić tylko raz. Na samym początku prokuratura wraz z policją zakwalifikowały tę śmierć jako samobójstwo. W rzeczywistości dopiero po dwóch dniach ta interpretacja uległa zmianie – wyznaje Bartłomiej Mostek.
Początkowo nikt z domowników nie złożył zeznań obciążających pana Ignacego. Zmienili treść swoich wypowiedzi dwa dni później. – Wygląda to w pewnym stopniu jakby doszło do konspiracji – komentuje Bartłomiej Mostek.
– Okazało się, że broń została wyczyszczona. Oznacza to, że na broni nie ma jakichkolwiek odcisków palców, co jest sprzeczne z koncepcją samobójstwa – zwraca uwagę Anna Ptaszek.
Oprócz tego do pani Jadwigi oddano strzał z broni wyposażonej w urządzenie tłumiące dźwięk wystrzału, którego nie znaleziono w pobliżu jej ciała.
– Na posesji biegał pies, który raczej nie wpuściłby do wewnątrz obcej osoby. W takim razie sprawcą musiał być ktoś znajomy – sądzi pan Ignacy.
Zwrot w śledztwie. Co zeznał Rafał M.?
Dwa dni po tragedii pan Ignacy zostaje aresztowany. Prokurator stawia mu oficjalny zarzut dokonania zabójstwa. Następnie na komisariat policji przybywa Rafał M. – kolega syna. Od tego momentu jego relacje przybierają zupełnie nowy ton. Oto ich fragment:
„Zeznania, które złożyłem uprzednio, nie odzwierciedlały całej prawdy, ponieważ odczuwałem strach, że pan Ignacy może się na mnie mścić. (…) Dwa miesiące wcześniej (…) zauważyłem, że na dłoniach ma założone rękawice. (…) W jednej dłoni dzierżył pistolet. (…)”
Mężczyzna oznajmił, że pan Ignacy wyjawił mu, iż ma w planach pozbawić życia żonę i zaoferował mu gratyfikację pieniężną za pomoc w tym.
– Rzekł, że wręczy mi 2 tys. złotych za to, że poproszę panią Jadwigę o napisanie mi jakiejś prośby, aby spokojnie siedziała i była czymś zajęta, a on w tym czasie wejdzie i ją zlikwiduje – relacjonował.
– Nigdy nie miały miejsca takie rzeczy! – komentuje pan Ignacy.
W dalszej części zeznań mężczyzna przyznał, że nie zgodził się na wspomnianą propozycję i podzielił się informacją o planowanym morderstwie z synem pani Jadwigi.
– M. miał przekazać wiadomość na ten temat matce, lecz o tym zapomniał. Umyślnie zataił przed własną rodzicielką, że jest planowany atak na jej życie – opowiada Bartłomiej Mostek.
Staramy się porozmawiać z synem pana Ignacego.
– Nie pragnę uczestniczyć w tej rozmowie. Zamordował moją matkę i tylko tyle mam do powiedzenia. Jak to nie powiadomiłem matki? Proszę jeszcze raz przeanalizować akta, dokładnie – stwierdza.
– Następnie do tych zeznań dołącza kolejny element: pan Rafał składa oświadczenie, że w zasadzie był bezpośrednim świadkiem zabójstwa, znajdował się w sąsiednim pomieszczeniu, oglądał telewizję. W tym czasie usłyszał świst, huk przypominający odgłos petardy, czyli dźwięk wystrzału z broni z tłumikiem, po czym przyszedł do niego do pokoju pan Ignacy i nakazał mu ulotnić się. Oddalił się, lecz nikomu o tych zdarzeniach nie wspomniał – opowiada Bartłomiej Mostek.
Skazany za zabójstwo żony. 15 lat więzienia
W marcu 1999 roku sąd uznaje pana Ignacego za winnego popełnienia zabójstwa. Orzeka wobec niego karę 15 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna jednak wnosi apelację od wydanego wyroku. Sąd apelacyjny ocenia dowody zupełnie odmiennie. Unieważnia wyrok skazujący. W uzasadnieniu sędzia podkreśla, że treści przekazywane przez Rafała M. ciężko traktować z całkowitym zaufaniem. Pan Ignacy odzyskuje wolność.
W kolejnym procesie pan Ignacy ponownie zostaje uznany winnym i skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Następne próby odwołań nie przynoszą pożądanego rezultatu. Mężczyzna odbywa orzeczoną karę. Dziś jest już na wolności. Pomimo to, nieustannie powraca pamięcią do tragicznych wydarzeniach.
– Zależy mi na odzyskaniu mojego dobrego imienia, na rehabilitacji – podkreśla.
– Ażeby uzyskać oczyszczenie z zarzutów, musialby pan doprowadzić do ponownego śledztwa, a do tego wymagane są nowe informacje. Jednak takowych brak… – zauważył sprawozdawca „Interwencji”.
– Być może się pojawią. Mam więcej do opowiedzenia, posiadam większą wiedzę. Dowody istnieją, niektórzy ludzie jeszcze egzystują – odparł pan Ignacy.
Relację Rafała Zalewskiego można obejrzeć na oficjalnej stronie programu „Interwencja”.
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni
WIDEO: Pełczyńska-Nałęcz w obronie prezydenta. Odpowiedziała Czarzastemu
mdb/polsatnews.pl/"Interwencja"
