Nie znaleziono winnych w związku z zawaleniem się konstrukcji w Sosnowcu, gdzie balkon runął pod ciężarem dwojga ludzi. W tym zdarzeniu śmierć poniosła małżonka pana Roberta, a jego samego stan zdrowia nie pozwala na pełny powrót do zdrowia. W postępowaniu oskarżono trzy osoby, lecz instancja sądowa orzeczeniem, które nie jest jeszcze prawomocne, zawiesiła sprawę. Budynek był regularnie kontrolowany przez inżyniera, który zgłaszał swoje obawy co do niepewnego stanu balkonów.

Balkon ustąpił pod ciężarem kobiety, która zmarła w wyniku doznanych obrażeń. Reportaż "Interwencji"
4 września 2023 roku życie pana Roberta i jego bliskich uległo dramatycznej zmianie. Taras na trzeciej kondygnacji, na który mężczyzna wyszedł wraz z partnerką, niespodziewanie się osunął.
– Ocknąłem się dokładnie w momencie upadku. Usłyszałem rumor, przeszedłem do pokoju dziennego i zobaczyłem, że podłoga balkonu jest oderwana. Spojrzałem w dół, zobaczyłem ojca, który leży, był nieprzytomny. Natychmiast pobiegłem na dół, tata nie mówił, jedynie jęczał. Mama krwawiła, miała ranę na głowie od kamienia, na który upadła. To był mój pierwszy dzień w szkole, miało być wspaniale, ponieważ to szkoła średnia, nowy etap życia – wspomina Kuba Stawiszyński.
– Mama odeszła na stole operacyjnym, doszło do pęknięcia śledziony, wystąpiły inne krwotoki wewnętrzne, nie zdołano jej ocalić – dodaje Weronika Stawiszyńska.
Przedstawiciele władz mieli świadomość złego stanu technicznego balkonu. Runął pod ciężarem dwóch osób
Rodzina zamieszkiwała w mieszkaniu należącym do gminy w zabytkowej kamienicy. Pan Robert twierdzi, że w obiekcie nie przeprowadzano jakichkolwiek prac remontowych.
– Mieszkaliśmy tam dziesięć lat. Otrzymaliśmy to lokum do gruntownego remontu, nie było nic, gołe ściany. Balkonu nie dotykałem, nie miałem pozwolenia – mówi Robert Stawiszyński.
Urzędnicy tłumaczą, że status prawny kamienicy nie był wówczas ustalony. Mimo to przydzielali mieszkania w budynku.
– To jest budynek, którego status prawny był nieuregulowany, proces komunalizacji zakończył się trzy miesiące temu. Jest to mienie pożydowskie i znalezienie spadkobierców jest skomplikowane, a komunalizacja długotrwała – wyjaśnia Rafał Łysy z Urzędu Miejskiego w Sosnowcu.
– To jest wymówka, że status prawny jest niejasny, ale odpowiedzialność za kondycję obiektu spoczywa na dysponencie, czyli gminie – odpowiada Ryszard Bafia, pełnomocnik osób poszkodowanych.
Zalecenie urzędników po tragedii. Nakazali likwidację balkonów
Niezwłocznie po incydencie urzędnicy zarządzili demontaż balkonów. Szczegółowych analiz nie wykonano. W tym czasie pan Robert walczył o życie w szpitalu.
– Niemal dwa miesiące byłem w stanie śpiączki. Kiedy się ocknąłem, myślałem, że miałem kolizję samochodową. Byłem cały poturbowany, w siedemdziesięciu procentach. Kilka dni później szwagier mnie poinformował, że żona zmarła – wspomina Robert Stawiszyński.
– Prowadzone dochodzenie wykazało, że na powierzchni balkonu powstały betonowe nadbudowy, co spowodowało zwiększenie obciążenia o 450 kg – informuje Damian Kabała z Prokuratury Rejonowej Sosnowiec-Południe.
– Nie wiadomo, kiedy i kto wykonał to wylanie. Nagle wszystkie dokumenty zniknęły, brakowało dokumentacji – dodaje Robert Stawiszyński.
Prokuratura oskarżyła trzy osoby: dwóch pracowników miejskiej jednostki odpowiedzialnej za lokale komunalne oraz inżyniera, który miał ocenić stan techniczny balkonów. Mężczyzna co prawda stwierdził ich zły stan, ale nie wyłączył z użytkowania. Możliwe, że dlatego, że oglądał je jedynie z zewnątrz. Bez użycia podnośnika.
– Oskarżonym postawiono zarzut bezpośredniego narażenia na uszczerbek życia i zdrowia. Natomiast zastępcy dyrektora postawiono zarzut niewłaściwego utrzymania obiektu w stanie technicznym, niedopełnienie obowiązków – informuje Damian Kabała z Prokuratury Rejonowej Sosnowiec-Południe.
Urzędnicy: Przegląd budynku odbywa się co roku
Sąd rejonowy w Sosnowcu jednak zawiesił postępowanie, uznając, że oskarżeni nie popełnili przestępstw.
– To orzeczenie zostało przez nas zaskarżone ze względu na brak przeprowadzenia dowodów, przesłuchania świadków. Zarzuciliśmy w nim błąd w ustaleniu stanu faktycznego – dodaje prokurator Kabała.
– Przegląd obiektu, w tym balkonów, odbywa się każdego roku. Biegły stwierdził, że należy zająć się balkonami, co planowaliśmy. Gdyby jednak istniała konieczność wyłączenia ich z użytkowania, to powinno to być zawarte w opinii, czego zabrakło – powiedział Rafał Łysy z Urzędu Miejskiego w Sosnowcu.
Urzędnicy: Oczekujemy na decyzję sądu
Śledczy uważają, że inżynier oceniający stan balkonów powinien bardziej dokładnie je skontrolować. Zanim wydał opinię, powinien oszacować ich stan między innymi z punktu widzenia mieszkań.
Reporter: Dlaczego te balkony były w tak opłakanym stanie?
Rafał Łysy, Urząd Miejski w Sosnowcu: Trudno mi powiedzieć, czy to był stan opłakany.
– Czy państwo, jako pracownicy urzędu zarządzający kamienicą, nie macie sobie nic do zarzucenia?
– Trudno jest mi się odnosić, poczekajmy na decyzję sądu. Osoby powiązane z tą sprawą w Miejskim Zakładzie Zasobów Lokalowych nie są już zatrudnione.
– Uważacie, że dopuścili się błędu?
– Sądzimy, że mogli wykazywać większą dbałość. Co do błędu, przekonamy się, co orzeknie sąd.
50-letni pan Robert obecnie mieszka w innym miejscu. Mężczyzna bardzo przeżył śmierć 42-letniej żony. Dotychczas nie był nawet na jej grobie. Wraz z ekipą „Interwencji” udał się na cmentarz pierwszy raz od tragedii.
– Byłem tym bardzo zszokowany, ponieważ sędzia nie rozpoczął przewodu sądowego, nie przesłuchano świadków. A do kogo mam największe pretensje? Do urzędników – podsumowuje.
Materiał wideo najnowszej „Interwencji” jest dostępny TUTAJ.
Zauważyłeś coś istotnego? Wyślij zdjęcie, film lub opisz, co się wydarzyło. Skorzystaj z naszej Wrzutni
WIDEO: "Czy to nie jest inspiracja ze strony USA?". Biejat o działaniach opozycji wokół SAFE
Mateusz Balcerek/red./polsatnews.pl
