Szron: Jak i dlaczego się pojawia?

Szron pojawia się cicho. Nie pada, nie lata, nie wiruje – po prostu osiada na gałęziach, drutach, dachach i wszystkim, co odważy się pozostać wystawione na działanie powietrza. Nie zapowiada się jak opady śniegu ani nie ujawnia swojego charakteru jak szron. Ale to właśnie ten szron potrafi z dnia na dzień odmienić krajobraz nie do poznania.

Świat staje się biały nie od góry, ale ze wszystkich stron naraz, jakby został ostrożnie wyjęty z rzeczywistości i włożony do zamrażarki.

Szron to nie śnieg ani szron, choć często się je myli. Powstaje nie przez opadanie, lecz przez osiadanie. Wilgotne, przechłodzone powietrze spotyka się z zimną powierzchnią – i w tym momencie woda postanawia przestać być wodą. Natychmiast staje się kryształem: bez stanów pośrednich, bez prawa powrotu. Dlatego szron zawsze wydaje się nieco nagły.

Uwielbia mgłę i ciszę; wiatr mu przeszkadza, a słońce jest jego wrogiem. Najlepsze warunki dla szronu to szare niebo, temperatury poniżej zera i wilgotne powietrze. Dlatego najczęściej pojawia się na nizinach, wzdłuż rzek, na skrajach lasów i w pobliżu zbiorników wodnych. Tam, gdzie powietrze jest cięższe i wolniejsze, zatrzymuje się, jakby rozważał, czy ruszyć dalej.

Istnieje wiele rodzajów szronu, jednak na co dzień rzadko je rozróżniamy.

  • Granulowany – gęsty, prawie chropowato-matowy.
  • Krystaliczny – puszysty, kruchy, podobny do białych igieł.
  • Czasami wygląda to tak, jakby każda gałąź była owinięta futrem.
  • Czasami wydaje się, że wszystko dookoła jest pokryte kolcami. Dekoracja, która nie ma zamiaru być piękna.

Najdziwniejszą cechą szronu jest jego kierunek. Nie pokrywa on obiektów równomiernie jak śnieg. Zawsze „zwraca się” w kierunku, z którego napływało wilgotne powietrze. Drzewa pokrywają się asymetrycznie, słupy energetyczne pokrywa jednostronna warstwa, a linie energetyczne pokrywa warstwa przypominająca grzywę. Szron dosłownie wskazuje kierunek, z którego napływało powietrze, gdy świat się ochładzał.

Ale mimo całego swojego piękna, szron jest zdradliwy. Jest ciężki, znacznie cięższy, niż się wydaje. Kiedy narasta warstwami, drzewa zaczynają się łamać, kable pękają, a konstrukcje zaczynają się walić. Szron przypomina, że piękno nie musi być bezpieczne.

Szron ma jeszcze jedną cechę: absolutną kruchość. Wystarczy lekkie muśnięcie, by się rozsypał, zniknął, przestał istnieć. To, co nocą wydawało się cudem, w dzień zmienia się w mokre gałęzie i szarą ziemię. Szron nie znosi niepokoju; istnieje tylko w ciszy – między nocą a słońcem, między zimnem a ruchem.

Śnieg można usunąć, ubić, uformować; lód można oczyścić, rozdrobnić i zmierzyć. Szron jest bezużyteczny; nie da się go dostosować, a co najwyżej można go zauważyć.

W literaturze i malarstwie mróz często staje się znakiem pauzy w czasie. Chwilą, w której wszystko zamarza, a jednak pozostaje żywe. Bliżej mu do oddechu w mrozie niż do prawdziwego zimna – śladu obecności, a nie nieobecności.

Co ciekawe, w mieście szron zawsze wygląda inaczej niż w naturze. Przywiera do anten, latarni i metalowych konstrukcji, czyniąc je dziwnie delikatnymi. Miasto nagle traci sztywność i staje się miękkie, jakby na chwilę godziło się na kruchość. Ale nie na długo: wraz z pierwszym ruchem ulicznym, pierwszym hałasem, pierwszym ciepłem, szron znika.

Szron to zima w najczystszej postaci, bez działania i intencji. Nie chodzi o walkę z zimnem ani o przetrwanie. Chodzi o stan, moment, w którym powietrze staje się widoczne, a czas niemal namacalny. Wiemy o nim niewiele, właśnie dlatego, że nie trwa wiecznie. Ale może to wystarczy: zobaczyć, zapamiętać i mieć czas, by zrozumieć, że świat może być inny – cichy i kruchy.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *