
„Sekretarka znowu przyszła do pracy w nowych butach. Ciekawe, jak udaje jej się kupić tyle nowych i drogich ubrań za swoją skromną pensję? A jest zadbana jak gwiazda Hollywood! Pewnie nigdy nie wychodzi z salonów kosmetycznych!”
Tak właśnie, albo jakoś tak, myślała Lenoczka, która zajmowała odpowiedzialne stanowisko w biurze i dostawała wyższą pensję, ale nie mogła sobie pozwolić nawet na dziesiątą część tego, co ta zarozumiała sekretarka.
Lena snuła się po biurze, z ponurym nastrojem, z głową pełną bezsensownych myśli: „Dlaczego ta bezmózga lalka ma wszystko, a ja pracuję od rana do wieczora i nie stać mnie na podstawowe rzeczy, które każda kobieta powinna mieć w swojej szafie? Wczoraj widziałam w butiku śliczny płaszcz z gronostaja! Futro jest takie śnieżnobiałe, miękkie jak puch łabędzia! Te buty, które sekretarka miała na sobie wczoraj, pasowałyby do tego płaszcza!”. Zazdrość trawiła Lenę…
Nie wiedziała, że Vika, jej sekretarka, pracowała w wolnym czasie dla agencji towarzyskiej, która obsługiwała klientów VIP. Pracownice – młode, atrakcyjne kobiety – w ciągu dnia siedziały w swoich biurach, a wieczorami i w weekendy mogły być zapraszane do domów VIP-ów, którzy chcieli się zrelaksować i odprężyć w towarzystwie atrakcyjnych kobiet. Zazwyczaj operator z podziemnej agencji dzwonił do Viki, a samochód z ochroniarzem odbierał ją, zawoził w wyznaczone miejsce, a po sesji odwoził do domu. Oczywiście Vika płaciła agencji część pieniędzy, które zarabiała „w pracy”, za tę usługę.
Kiedy Vika zdała sobie sprawę, że jej główna praca to marne grosze i nie jest w stanie zaspokoić pragnienia bycia piękną i posiadania mnóstwa modnych ubrań, postanowiła dorobić, dołączając do „nocnych motyli”. Zaczęła od pracy przed prestiżowym międzynarodowym hotelem, gdzie mogła poderwać klientkę z zasobnym portfelem. Konkurencja była jednak zacięta, a presja duża. Dziewczyny zazwyczaj dzieliły się zarobkami z „haraczem”. Wkrótce Vika zmęczyła się takim życiem i wraz z inną kobietą dołączyła do grupy „Escort”…
Zostawmy na chwilę na boku „sukcesowną” Vikę i zazdrosną Lenoczkę i porozmawiajmy o tym, jak zorganizowana jest praca motyli nocnych w Europie Zachodniej.
Byłam już wcześniej w Amsterdamie. I oczywiście odwiedziłam dzielnicę czerwonych latarni. Wieczorami tłumy turystów płci męskiej przechadzają się tam, podziwiając lokalny punkt orientacyjny. W końcu oglądanie jest bezpłatne. Prostytucja jest w Holandii legalna. Prostytutki zrzeszają się w związkach zawodowych, regularnie płacą podatki i przechodzą na emeryturę po osiągnięciu odpowiedniego wieku.
Wieczorem czerwone światła oświetlają witryny sklepowe w okolicy, w których kobiety stoją lub siedzą, prezentując się i przywołując klientów. Każda kobieta pracująca w nocy może wynająć prywatne biuro z łóżkiem i prysznicem. Kobieta w oknie ma prawo wybrać klienta. Jeśli z jakiegoś powodu jej się nie podoba, odmawia mu wstępu. Jeśli mężczyzna staje się agresywny podczas randki, kobieta naciska przycisk alarmowy, a w ciągu kilku minut przyjeżdża policja i wyrzuca nieszczęsnego Romea. Prawie wszystkie kobiety czują się bezpiecznie w swoim miejscu pracy. Ceny usług wahają się od 50 euro do 15 minut (!), w zależności od ustaleń z klientem.
Dzielnica Czerwonych Latarni to małe miasteczko o unikalnym charakterze i licznych lokalach nastawionych na zaspokajanie ludzkich potrzeb. W zależności od budżetu, można wynająć kabinę i obejrzeć na przykład film pornograficzny, albo odwiedzić „salon masażu”, gdzie oprócz wspomnianej usługi, klient otrzyma satysfakcję fizyczną od wybranej kobiety i będzie mógł się jej oddać. Kobieta ma obowiązek wysłuchać go i udzielić mu cennych rad… oczywiście za dodatkową opłatą.
W tym małym miasteczku jest wiele sex shopów. Ma nawet własny teatr, cieszący się ogromną popularnością. Fabuła jest zawsze taka sama: dwóch aktorów uprawia seks na scenie. To miejsce jest bardzo popularne, a wstęp jest dozwolony dla osób powyżej 16 roku życia. W miasteczku czerwonych latarni znajduje się również „Centrum Informacji o Prostytucji”, gdzie można uzyskać odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące tego biznesu. Jak w każdym miasteczku, są tu pomniki. Jeden z nich poświęcony jest tym, którzy trudnili się prostytucją. Prostytutka stoi prowokacyjnie w ramie okna, czekając na kolejnego klienta. Ten pomnik jest popularnie nazywany „Belle”.
A teraz przejdźmy do Niemiec. Kiedyś przejeżdżałem przez portowe miasto Hamburg i znajomy zasugerował mi spacer wzdłuż Reeperbahn, ulicy, na której w XII wieku narodziła się prostytucja. Ta ulica ma około kilometra długości i jest pełna barów, restauracji, klubów, teatrów erotycznych i wielopiętrowych domów publicznych. Prostytucja w Niemczech, podobnie jak w Holandii, jest legalna.
Reeperbahn ma swoją własną dzielnicę czerwonych latarni – małą, ogrodzoną ze wszystkich stron alejkę. Półnagie kobiety stoją zachęcająco w dużych oknach, dając mężczyznom jednoznaczne sygnały. Kobietom wstęp na tę ulicę jest surowo wzbroniony. Zbliżając się do dzielnicy czerwonych latarni, stoi zwarta kolejka aspirujących „nocnych motyli”. Uderzyło mnie to, że są ubrane niemal identycznie: legginsy, krótka skórzana kurtka, torba w pasie i kucyk na głowie. Wyglądają jak mundury wojskowe!
Wszystkie prostytutki na Reeperbahn należą do związków zawodowych, regularnie płacą podatki i mają doskonałe ubezpieczenie zdrowotne. Co ciekawe, na ulicy znajduje się wielopiętrowy komisariat policji, gdzie kamery monitorują każdy metr kwadratowy 24 godziny na dobę. Reeperbahn to najbezpieczniejsze miejsce w Hamburgu.
Wróćmy jednak do porzuconych dziewcząt, Leny i Viki. Prostytucja jest oficjalnie zakazana w Rosji, ale kwitnie w podziemiu. Zaradna Vika szybko dostosowała się do lokalnych warunków i znalazła sposób na zaspokojenie swoich pragnień, sprzedając swoje ciało. Zazdrosna Lena stoi na rozdrożu. Ma kilka możliwości, by prześcignąć odnoszącą sukcesy sekretarkę: znaleźć lepiej płatną pracę, zawrzeć udane małżeństwo albo znaleźć sponsora, który kupi jej wszystko w zamian za uwagę i uczucie.
Istnieje jednak inne rozwiązanie: żyć zgodnie z zasadą „według dochodów i wydatków” i nie zaglądać do cudzych portfeli. Innymi słowy, każdy musi prawidłowo ustalić własne „priorytety w życiu”, które są różne dla każdego…
