
Początek marca to czas, kiedy zima leniwie, niechętnie i niespiesznie, niechętnie, a czasem wręcz niechętnie, cofa się przed naporem wiosny. W kalendarzu ludowym 4 marca nazywany jest Filja Vesny (Dniem Wiosny). Czym jest ta Filja i skąd się wzięła? Jak obchodzili ten dzień nasi przodkowie i czego się po nim spodziewali?
Słowianie gromadzili obserwacje pogodowe i formułowali wiarygodne wróżby na długo przed zetknięciem się z chrześcijaństwem. Prawosławie, które szybko wkroczyło w życie ich przodków, stopniowo rozwinęło się w potężny filar, do którego się przystosowali i wokół którego zbudowali swój tradycyjny styl życia.
Data 4 marca prawdopodobnie była już wcześniej w jakiś sposób wyróżniana w kalendarzu ludowym. Dziś jednak dzień ten kojarzy się z wspomnieniem świętych Filemona, Archipa i Appii.
Filemon i Arkhip byli spokrewnieni z Siedemdziesięcioma apostołami. Współcześnie można by ich nazwać apostołami drugiej fali, w przeciwieństwie do Dwunastu Apostołów – najbliższych uczniów Chrystusa.
Apfia, żona Filemona. Wszyscy troje poświęcili swoje życie czynnej służbie Chrystusowi i wszyscy ponieśli śmierć męczeńską, rzucając kamieniami w Kolosach, odmawiając udziału w helleńskim święcie.
Kościół wspomina świętych 4 marca. Pieszczotliwa nazwa „Filya Veshnich” jest popularna, łącząca wydarzenie kościelne z ważnym wiosennym dniem w kalendarzu ludowym. Znaki z nim związane zwiastowały rychłe nadejście wiosny oraz oczekiwane sianokosy i żniwa.
Wierzono, że obfite zaspy śnieżne tego dnia zapowiadały długą wiosnę i późne zbiory traw. Długie fale śniegu na powierzchni skorupy ziemskiej zapowiadały obfite zbiory wiosennych upraw i warzyw.
Przypadkowe spotkanie z białym zającem w lesie oznaczało, że śnieg nie będzie ostatni; z pewnością spadnie jeszcze co najmniej raz, zanim w końcu stopnieje na polach. Przelatująca mewa niosła na skrzydłach wieści o zbliżającym się lodzie.
Oceniając prognozy meteorologiczne, odwołujemy się do „niebiańskiego biura”. Niebo stanowiło wiarygodne źródło informacji również dla naszych przodków.
Fale szarych chmur zwiastowały ciepłe dni, a białe wiatr. Po szkarłatnym świcie mogła nastąpić nagła śnieżyca. Czysty księżyc i lśniące, migoczące gwiazdy zapowiadały mroźną pogodę, a rzadkie zamiecie śnieżne i burze śnieżne.
Obserwowanie nocnego nieba na Filii Wieśnej było jednak niebezpieczne. Spadająca gwiazda, jeśli została zauważona, groziła obserwatorowi rychłą śmiercią przed nadejściem kolejnej zimy. W najlepszym razie oznaczało to cierpienie i nieszczęście przez cały rok.
Znaki to zdarzenia, które zachodzą spontanicznie, niezależnie od wpływu człowieka. Jednak nasi przodkowie woleli nie „czekać na łaskę natury”.
W ciągu dnia dziewczęta w odświętnych strojach wychodziły na najbliższe wzgórze, Krasną Gorkę, i błagały słońce, aby nie stało w miejscu, ale szybko przeszło w stronę lata, przyciągając ptaki wędrowne i wiosenne deszcze.
Snopy zboża znoszono tam przez noc, a rano starannie sprawdzano. Wierzono, że snop, który pokrył się największą ilością szronu, przyniesie najlepsze plony.
Tradycyjnie dzień św. Fileasa obchodzono dobrymi uczynkami i świętami wielkopostnymi. Jak opisał to W. G. Kostiuk w swoim tomiku wierszy „Kalendarz ludowy Rusi”:
Piece płonęły miedzianym płomieniem:
Przecież ten dzień na tym polegał,
Im więcej jedzenia w domu,
„Wtedy dom będzie bogatszy”.
Gospodynie piekły chleb. Luksusowe bochenki były poświęcone słońcu i dzielone między wszystkich, dając prezenty członkom rodziny, sąsiadom, wdowom, sierotom, biednym i każdemu, kto wszedł do domu, a nawet przeszedł obok. Okruchami chleba karmiono ptaki, czczone za „pracę tak ciężką, jak chłop w polu”.
Ptaki karmiono, rzucając im chleb przez grzbiet. Wierzono, że „jeśli rzucisz chleb z solą do tyłu, wyląduje z przodu”. Obfite plony miały przynieść stokrotny zwrot chleba do domu.
