Jacy mężczyźni boją się feministek?

Jacy mężczyźni boją się feministek? 3

Wokół feminizmu narosło więcej mitów i okropności niż wokół jakiegokolwiek innego ruchu.
Czym właściwie jest ten feminizm?

F. to ruch społeczno-polityczny, którego celem jest zapewnienie kobietom pełni praw obywatelskich. W szerokim ujęciu dąży do równości kobiet z mężczyznami we wszystkich sferach życia społecznego. W węższym ujęciu jest to ruch kobiecy, którego celem jest wyeliminowanie dyskryminacji kobiet i zrównanie ich praw z prawami mężczyzn.

Nie jest tajemnicą, że do początku XX wieku, nawet w krajach rozwiniętych, kobiety były spychane do roli czegoś pomiędzy rośliną doniczkową a zwierzęciem pociągowym. Nie mogły głosować, posiadać majątku (nawet własnego, odziedziczonego po przodkach), nie mogły się uczyć, nie mogły wybrać męża ani żyć niezależnie, nawet jeśli to bardziej im odpowiadało. Kobieta była jak koń weselny: twarz pokryta kokardami, zad w mydle, a co gorsza – przynajmniej koń nie powinien ozdabiać się kokardami i uśmiechać do właściciela. I tylko dzięki feminizmowi kobiety zyskały prawa człowieka. Z pewnością normalny człowiek (nawet mężczyzna) nie wahałby się powiedzieć, że to źle?

Do czego dążyły feministki i co osiągnęły?

Danie kobietom prawa głosu (sufrażyzm)? – Normalne i rozsądne.
Dać kobietom możliwość posiadania własnej nieruchomości? Brzmi normalnie i rozsądnie.
Zapewnić równość w pracy – być może z pewnymi wyjątkami związanymi z siłą fizyczną.
Równe szanse w edukacji? – Tylko naprawdę zagorzały obskurant mógłby się temu sprzeciwić.
Równe prawa w małżeństwie? – Mężczyźni prawdopodobnie bardzo chcieliby im tego zaprzeczyć, ale niektórzy są na tyle rozsądni, by to zrozumieć i odczuwać wstyd.
Prawo do rozwodu? Normalne i rozsądne.
Prawo do decydowania o własnym ciele? Cóż, ci, którzy odmawiają kobietom tego prawa, nie są nawet warci rozmowy.
Równe wynagrodzenie za TAKĄ SAMĄ wykonaną pracę – wydawałoby się to sprawiedliwe, ale nie zostało jeszcze osiągnięte.

W Związku Radzieckim feminizm nie odniósł wielkiego sukcesu. Ponieważ równe prawa kobiet zostały zagwarantowane zarówno w prawie, jak i konstytucji, formalnie rzecz biorąc, nie było o co walczyć. W praktyce oznaczało to równe prawa z całkowitą nierównością obowiązków: kobiety w ZSRR miały oczywiście pełne prawo do wycinki drzew, układania podkładów kolejowych i pchania pod górę wagonów z węglem, co zresztą robiły, ale nikt nie zamierzał zwolnić ich z wyłącznej odpowiedzialności za prace domowe i kuchenne po pracy, nie mówiąc już o opiece nad dziećmi i wychowaniu. Biorąc pod uwagę całkowitą dezorganizację życia w ZSRR, pozbawiało to kobiety czasu wolnego i energii.

Co więcej, kolosalna nierównowaga płci odegrała ogromną rolę – rewolucje, represje, wojny i pijaństwo przyczyniły się do tego, że znacznie mniej mężczyzn niż kobiet było zdolnych do założenia rodziny. W takiej sytuacji matki oczywiście uczyły córki chwytać za wszystkie spodnie, jakie wpadły im w ręce, bo „lepszy zły mąż niż żaden”, i starać się go zadowolić, „bo inaczej odejdzie”, co sprzyjało i podtrzymywało pogardliwy stosunek do kobiet, nawet wśród samych kobiet. Jak więc nazwać to feminizmem? Wiele kobiet nadal uważa, że normą jest równy podział obowiązków między mężczyzn i kobiety, podczas gdy obowiązki kobiet spoczywają wyłącznie na kobietach. Właśnie to nazywano równością w czasach sowieckich .

Nasz artykuł nie dotyczy jednak tego, czym jest feminizm i co osiągnął – to zostało całkiem sensownie wyjaśnione w artykule „Co osiągnęły kobiety w ciągu ostatnich stu lat?” (autorstwa K. Filonowej). Nasz temat jest inny: dlaczego ich całkowicie rozsądne i w dużej mierze zrealizowane żądania powodują u niektórych mężczyzn coś na kształt skrzyżowania paraliżu ze świerzbem ?

To wielki błąd sądzić, że feministka chce być szefową – w rodzinie, w małżeństwie, w pracy. Takie kobiety istnieją i nie są rzadkością, ale nie ma to nic wspólnego z feminizmem ani z jakąkolwiek dyskusją o RÓWNYCH prawach. W rzeczywistości można być szefową w związku, nawet w obliczu najbardziej brutalnie antyfeministycznych praw w społeczeństwie. To czysta psychologia, ale feminizm nie ma z tym absolutnie nic wspólnego. Można by nawet posunąć się do stwierdzenia, że Stara Kobieta z „Opowieści o rybaku i rybie” była feministką. Ale czy dbała o prawa wszystkich kobiet? Interesowały ją tylko jej własne możliwości i nic więcej.

Istnieje również obraz feministek jako brzydkich, owłosionych kobiet, które ciągają każdego do sądu za ustąpienie im miejsca w komunikacji miejskiej lub otwarcie drzwi. Ale nigdy nie spotkałam nikogo, kto osobiście by tego doświadczył, zostałby postawiony przed sądem i ukarany milionową grzywną. To zawsze jest powtórzenie czegoś, co przeczytali w Bashorg, na Anekdoty.ru lub na forum dla podrywaczy zatytułowanym „Jak pozbyć się pryszczy i zdobyć wszystkie kobiety świata w trzy minuty”. W najgorszym razie historia jest przedstawiana jako coś, co przydarzyło się znajomej znajomej, która osobiście była świadkiem takiej ofiary. Logiczny jest więc wniosek, że są to miejskie legendy , rozpowszechniane przez niepewnych siebie mężczyzn, aby zdyskredytować feminizm.

W końcu, czego tak naprawdę boi się niepewny siebie mężczyzna, który wątpi w swoją wartość na rynku matrymonialnym? Boi się wolnego wyboru kobiet – bo boi się, że go nie wybiorą. Chce więc sam wybierać, a przynajmniej podtrzymywać złudzenie, że to on. Musi jakoś podsycić swoje ego. Jego strategia jest prosta: świadomy, że są kobiety, które nigdy go nie wybiorą, rzuca się na swoje „kwaśne winogrona”: „Ja sam takiej nie chcę, wszystkie są brzydkie i owłosione, a ja jestem niesamowicie fajny i potrzebuję spokojnej kobiety z haremu ze Wschodu (najlepiej takiej, która pracuje jak traktor), która doceni mój spokój”.

To ewidentnie nie są feministki. Nie zrobiłyby tego. Więc nasze zadufane w sobie, egocentryczne ja są zmuszone – w akcie agresywnej samoobrony – oskarżać feministki o to, że są brzydkie, głupie, impulsywne, kłótliwe i tak dalej. Ale co one tak naprawdę chcą osiągnąć – jaką to dla niego robi różnicę?

Zawodowo niekompetentni mężczyźni boją się konkurencji w sferze zawodowej , głośno głoszą model „kobieta powinna siedzieć w domu, wychowywać dzieci i zapewniać mi komfort”, ale jakoś zapominają dodać, że sami nie są w stanie zapewnić sobie tego wszystkiego finansowo…

Ale najbardziej zdumiewającą rzeczą w tej sytuacji jest ogromna liczba kobiet, które w piekielnym pośpiechu deklarują: „Nie jestem feministką, nie, nie!” – chociaż w pełni korzystają ze wszystkich korzyści i praw wymienionych powyżej.

Jak to wytłumaczyć? Po pierwsze, tymi samymi miejskimi legendami o odrażających, brzydkich i nieokrzesanych potworach, które biją mężczyzn parasolami za każdą próbę pomocy im w niesieniu walizki. Po drugie, głęboko zakorzenionym przekonaniem, wpojonym im przez matki i babcie, że rzekomo „WSZYSCY mężczyźni boją się inteligentnych i niezależnych kobiet” – boją się, że zostaną uznani za głupców , a zatem „inteligentna kobieta ukrywa swoją inteligencję”. Więc nawet jeśli kobieta jest błyskotliwą administratorką systemów lub programistką, w obecności tzw. silniejszej płci musi głośno trzepotać sztucznymi rzęsami i pisnąć: „Och, kochanie, jak ciekawie opowiadasz o tych okropnych komputerach, nigdy bym tego nie opanowała”. Żeby mężczyzna się nie przestraszył i nie uciekł.

Ci sami niepewni siebie i niepewni siebie mężczyźni pocieszają się bajkami, że feministki to brzydkie kobiety, które po prostu nie znalazły mężczyzny. Niech to poprawi im humor – nie kłóćcie się z nimi. Zawsze bardziej interesuje mnie pytanie tych kobiet: dlaczego, moje drogie przyjaciółki, potrzebujecie mężczyzny , który BOI SIĘ, że jesteście od niego mądrzejsze?

Po co ci ten niepewny siebie, niepewny siebie palant? Żeby mógł leżeć na kanapie i głaskać swoje ego? A ty „ukrywasz przed nim swoją inteligencję” i udajesz, że jesteś „taka uroczo głupia”, żeby nie odszedł?!

Inteligentny i rozsądny mężczyzna powinien się cieszyć, że jego żona nie jest idiotką ani plastikową Barbie – nie powinien się obawiać, że jeśli przestanie udawać głupią, wpadnie w poważne, hm… kłopoty. Bo sam jest inteligentny. To jak w tym dowcipie o zwierzętach, kiedy lew mówi do byka: „Więc twoja żona jest krową, a moja LWICĄ!”.

Jacy mężczyźni boją się feministek? 4

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *