Czy powinniśmy wierzyć w ludowe znaki, takie jak na przykładzie końca maja?

Czy powinniśmy wierzyć w ludowe znaki, takie jak na przykładzie końca maja? 2

Słyszy się tylko: kwiaty czeremchy na zimną pogodę, a jarzębina na ciepłą. Czy to prawda i na czym opierają się te przekonania? Spróbujmy to wspólnie ustalić.

Maj to miesiąc szczególny w naszym kalendarzu, miesiąc przejściowy, na styku wiosny i lata, stąd przysłowie: „Maj żegna zimę i wita lato”. Pogoda jeszcze się nie ustabilizowała, a fale zimnego arktycznego powietrza przetaczają się przez kraj, po czym cofają się, by zaraz powrócić. Meteorolodzy nazywają to zjawisko „nawracającymi falami zimna”. Podoba mi się ta definicja; to rzeczywiście są nawracające fale zimna – pojawiają się i znikają, by potem powrócić i zniknąć całkowicie, jak fala z przepływającego statku uderzająca o brzeg rzeki.

Istnieje wiele przysłów i powiedzeń o maju: „Majowy mróz łez nie wyciska”, „Zimny maj oznacza urodzajny rok”. Albo te wzajemnie się wykluczające: „Maj to raj pod krzakiem” i „W maju dawaj koniowi siano, ale sam właź na piec”. Zawsze słucham ludowej mądrości i od dawna zauważyłem, że wiele przysłów ma też inne, o przeciwnym znaczeniu, najlepszym przykładem jest to przytoczone powyżej.

Ludzie zauważyli zmienność majowej pogody i porównali ją do kwitnienia pięknych i popularnych drzew, co okazało się wręcz cudowne. Chłód „czeremchy” ustępuje miejsca ciepłu „jarzębinowego jesionu”, po czym nadchodzi kolejna fala chłodu, tym razem ostatnia – chłód „dębowy”.

Zacznijmy od mrozów związanych z „czeremchą ptasią”. Dlaczego tak się dzieje – czy kiedy kwitnie czeremcha, robi się zimno? Istnieje niezliczona ilość teorii, zarówno ściśle naukowych, jak i mało prawdopodobnych. Przyjrzyjmy się kilku najczęstszym, a zatem pozornie mniej lub bardziej wiarygodnym, wyjaśnieniom.

„Kiedy kwitnie czeremcha, zimno zawsze trwa” – to fundamentalna mądrość ludowa charakteryzująca majową pogodę. Meteorolodzy tłumaczą to zjawisko bliskością wielkiej naturalnej chłodziarki – Arktyki. Zimą panuje tam noc polarna, wszystko zamarza, a powietrze również się ochładza. I tak, gdy zaczyna się tu ocieplać, zimne, ciężkie arktyczne powietrze napływa do regionów południowych. Na jego drodze nie ma wysokich gór, więc się rozprzestrzenia.

Natychmiast nasuwa się zasadne pytanie: dlaczego dzieje się to zrywami, a nie nieustannie? Odpowiedź jest całkiem logiczna. Okazuje się, że hamuje to zasłona tworzona przez ciepłe wiatry wiejące znad Atlantyku, a ta zasłona jest dość potężna, sięgając dziewięciu kilometrów wysokości. Ale dlaczego te okresy chłodu, przypominające „czeremchę”, występują z zadziwiającą regularnością? Ponieważ wiatry antarktyczne nie są stałe; czasami słabną, a to właśnie wykorzystuje arktyczny chłód.

Ale najważniejsze pytanie pozostaje: jaki jest związek między tą falą ochłodzenia a kwitnieniem czeremchy?

Jedna dość kontrowersyjna, ale bardzo atrakcyjna teoria wyjaśnia to magicznym wpływem, jaki czarujący zapach śnieżnobiałych kwiatów wywiera na arktyczny chłód: przyciąga go, rozumiecie, dlatego właśnie napady zimna następują właśnie wtedy, gdy kwitną czeremchy. Piękne, prawda?

Innym wyjaśnieniem jest to, że młode, świeżo wyrośnięte liście aktywnie uwalniają do atmosfery duże ilości tlenu, co zmniejsza względną ilość dwutlenku węgla, co powoduje tzw. „efekt cieplarniany”, a tym samym obniża temperaturę powietrza. Wydaje się to logiczne, ale moim zdaniem mało prawdopodobne.

Kwiaty czeremchy ptasiej porównuje się do wrzącej wody, z mnóstwem białych kwiatów. Biały kolor rzekomo odbija promienie słoneczne i zapobiega ich ogrzaniu. A bujne liście blokują promienie słoneczne przed dotarciem do ziemi, co oznacza, że znów nie będzie wystarczająco dużo ciepła. Cóż, to pewnie kompletna bzdura, ale taka teoria naukowa istnieje.

I takich wersji nagromadziło się całkiem sporo, często zupełnie sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem.

Uważam, że opinia botaników jest najbardziej wiarygodna – kto lepiej zrozumie tę kwestię niż oni? Czeremcha ptasia potrzebuje zatem niskich temperatur, aby zakwitnąć i zaowocować; w cieple zawiązuje pąki kwiatowe, a następnie cierpliwie czeka na przełamanie arktycznego chłodu, po czym natychmiast kwitnie. Samo kwitnienie rozpoczyna się dość długo – czasami na początku maja, a czasami dopiero w połowie maja, więc wydaje się, że rzeczywiście czeka na nagły przypływ mrozów. Co prawda, czasami czeremcha ptasia nie czeka, kwitnąc w ciepłe dni, ale wtedy jej plony są niewielkie, prawdopodobnie z powodu różnych szkodników, które łakną słodkiego nektaru. Jeśli czeremcha ptasia kwitnie w niższych temperaturach, szkodników jest znacznie mniej.

Zatem stwierdzenie, że „kwiaty czeremchy ptasiej przynoszą chłód”, jest błędne. Powinno być odwrotnie: „chłód powoduje kwitnienie czeremchy ptasiej”. A kiedy kwiaty więdną, mówi się, że „kwiaty czeremchy ptasiej kwitną jak śnieg”, pokrywając wszystko białymi płatkami.

Pod koniec sezonu kwitnienia czeremchy następuje gwałtowne ocieplenie – ciepło „jarzębinowe” – ponieważ słońce zaczyna intensywnie nagrzewać ziemię i właśnie w tym czasie zaczyna kwitnąć ulubieniec Rosji, jarzębina. Powód jest taki sam, jak opisany powyżej, z tą różnicą, że jarzębina wymaga ciepłej pogody, ponieważ zapylające ją owady rozmnażają się aktywniej w cieplejszym klimacie. Wraz z kwitnieniem jarzębiny spodziewane są ustanie silnych mrozów, stąd ludowe przysłowie: „Kiedy jarzębina zaczyna kwitnąć, czas sadzić pomidory i ogórki”. Wiele przysłów również odnosi się do sezonu kwitnienia jarzębiny, na przykład: „obfite zbiory jarzębiny oznaczają mokrą jesień i mroźną zimę”.

Gdy jarzębiny kończą kwitnienie, a pąki zaczynają twardnieć, nadchodzi kolejna fala chłodu, zwiastująca nadejście potężnego dębu, który jako ostatni otwiera pąki. Powody są te same: dęby dobrze znoszą lekkie mrozy, trafnie nazywane „dębowymi przymrozkami”. Dęby zazwyczaj unikają zimna, dlatego ich soki zaczynają krążyć później niż u innych roślin, ale lekki chłód jest niezbędny dla zachowania kwiatów.

„Nie wierzę w długoterminowe prognozy pogody; w tym względzie bardziej ufam mądrości ludowej”. Zapożyczyłem to sformułowanie od profesora Bielajewa, popularnego komentatora pogody w naszej telewizji, i całkowicie się z nim zgadzam. Odpowiedź na pytanie zawarte w tytule jest bez wątpienia twierdząca.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *