Czego ci potrzeba, piękna panno? Czekam na 8 marca.

Czego ci potrzeba, piękna panno? Czekam na 8 marca. 2

Cokolwiek by nie mówić, nadejście wiosny w naszym kraju to nie śpiew ptaków, zmiany pogody, ani nawet wahania sezonowe czy niedobory witamin. To nadejście Dnia Kobiet. 8 marca. Od lat widuję ten sam baner nad główną ulicą z napisem: „Moskale, jesteście tacy piękni wiosną! Miłość, życzliwość i szczęście!”. Kilka lat temu rymowany napis „Mer Moskwy” zniknął z tego hasła. Ale niepokój i zapał pozostały.

Aby zilustrować bogate przesłanie wiosennego transparentu, kobiety tańczą w eleganckich kręgach w działach kosmetycznych sklepów, zapełniając salony fryzjerskie, sklepy odzieżowe i siłownie. Ileż wiary, nadziei i miłości lśni w oczach naszych rodaków, którzy dużo podróżują! Ileż nieprzewidywalnych, przewidywalnych i przypadkowych dramatów przeżywa się w tym świątecznym zgiełku! Ileż nadziei nie przetrwa do rana w dzień powszedni! I ile nieśmiałych oczekiwań spełnia się w najodważniejszy możliwy sposób. Nasz dzień…

Nie wiem jak Wy, drodzy czytelnicy, ale ja osobiście nadal nie rozumiem: czy 8 marca to święto kobiet czułych i wrażliwych, czy wręcz przeciwnie, pracowitych i niezależnych? Przecież tak naprawdę nie świętujemy tego, że od dzieciństwa przechodzimy przez drzwi z napisem „Ż”! Pomysł świętowania osobnego dnia musi mieć swoje korzenie, ale skąd?

Kilka dni temu dwunastoletnia córka mojej przyjaciółki opowiedziała mi zaskakującą, ale interesującą historię o początkach tego święta. Pewnego dnia, u zarania ubiegłego wieku, opowiadała, kobiety z małej wioski poszły nad staw, jak nakazywał ich zwyczaj, aby wypłukać koszule swoich mężów. Zbliżając się do stawu z koszami, odkryły, że woda zamarzła na kość i jedyne, co mogły zrobić, to walić młotkiem i młotkiem albo wracać do domu. Kobiety były w dobrym humorze i zabrały się do pracy, podwijając rąbki, śpiewając i tańcząc.

I tak oto, statek z męską załogą, naturalnie, przepłynął obok, rozstępując lód. Widząc radosne praczki, marynarze zaprosili je na pokład, poczęstowali alkoholem ze skórek mandarynek, wznieśli toast za piękne damy, urządzili tańce i quizy. Statek płynął do Islandii z ładunkiem mimoz z Batumi. A kiedy kobiety wróciły do domu z koszami pełnymi żółtych kwiatów, pięknych i tajemniczych, ich mężowie zdali sobie sprawę, że coś subtelnie zmieniło się w ich życiu. Nadeszła wiosna.

Osobiście wolę tę legendę od mrocznej historii o Klarze Zetkin. Moja przyjaciółka obawia się jednak, że przy takim podejściu do życia jej córka będzie miała trudności z mężczyznami. Obie jednak z zapartym tchem oczekują 8 marca. Dlaczego?

Bo tego dnia oczekujemy, że ktoś pokaże nam, jak bardzo jesteśmy kochane i pożądane, w jakiejś materialnej formie. Przyjaciele, bądźmy szczerzy! Tego dnia oczekujemy niespodzianek i prezentów od mężczyzn. A raczej oczekujemy więcej prezentów i mniej niespodzianek. I są ku temu powody.

W oczekiwaniu na święta przeprowadziłam krótką ankietę wśród znajomych na temat: „Niespodzianki i prezenty od moich mężczyzn na 8 marca”. Wyłonił się z niej dramatyczny obraz. Żółte kwiaty i perfekcyjnie dobrane, niekochane perfumy, te same co roku – nawet nie będę o nich wspominać; to po prostu część życia. Podzielę się kilkoma osobistymi historiami.

Moja przyjaciółka była w Paryżu ze swoim chłopakiem 8 marca. Zwiedzili muzeum perfum Fragonard. Chłopak kupił perfumy w sklepiku muzealnym, zapłacił przy kasie i dostał gratis kostkę mydła zapachowego. Potem podszedł do lady i kupił sobie kolejne perfumy. Moja przyjaciółka promieniała z radości. Wrócił do kasy i zapłacił.

A potem moja przyjaciółka była świadkiem rozdzierającej serce sceny: jej chłopak tłumaczył coś kasjerce, sprowadził tłumacza, zadzwonił do kierownika i ogólnie zachowywał się wylewnie i groźnie. Ostatecznie incydent został wyjaśniony. Mężczyzna po prostu chciał kolejną kostkę mydła do swoich zakupów. Pół godziny później, w sposób bardziej bolesny, niż moja przyjaciółka pamięta, wręczył jej mydło w formie trofeum, mówiąc: „Proszę, oto niespodzianka dla ciebie. Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet!”.

No dobrze. Można powiedzieć, że wszędzie jest pełno palantów, ale są też romantycy. Opowiem wam romantyczną historię. Moja znajoma poznała interesującego mężczyznę i miała z nim długofalowe plany. 8 marca zaprosił ją na randkę. Nałożyła swój najlepszy makijaż, założyła swoją najwspanialszą sukienkę i najlepsze rajstopy i przygotowała się na tajemniczy związek. Atrakcyjny mężczyzna wsadził ją do samochodu i odjechał, by spotkać niespodzianki.

Najpierw minęli obwodnicę Moskwy, potem wyjechali z miasta. W końcu gdzieś się zatrzymali. Wysiadając z samochodu i wyładowując torby z szampanem i jedzeniem, zasugerował, żeby zawiązać jej oczy dla dodatkowej ekscytacji. Zgodziła się, zaintrygowana. Potem wspięła się na coś, usłyszała trzask, poczuła, jak ziemia zapada się pod jej stopami, poczuła nagły chłód, usłyszała trzask korka od szampana, zerwała opaskę z oczu i – straciła przytomność. Lecieli balonem na ogrzane powietrze. Moja przyjaciółka panicznie boi się wysokości od dzieciństwa… Od tamtej pory, 8 marca, zamyka się w domu i na wszelki wypadek zakłada dwie wełniane skarpetki.

Dość romantyzmu, wróćmy do doświadczeń par małżeńskich. Mąż mojej przyjaciółki, zapytawszy ją o idealne wakacje, zarezerwował dla grupy pół dnia w luksusowej saunie. Rano odkurzał dom, zmywał naczynia i gotował obiad. Pozostali mężowie w grupie robili to samo. Każde wykonane zadanie celebrowali lampką czegoś. Po dotarciu do sauny i rozgoszczeniu się w niej, zadowoleni mężczyźni zaczęli swobodnie rozmawiać i żartować.

Moja znajoma postanowiła skorzystać z ciszy i pójść sama na saunę. Położyła się na górnej pryczy. Chwilę później łaźnia parowa zapełniła się mężczyznami, wciąż rozmawiającymi. „Co tu się dzieje z temperaturą?” – uśmiechnęli się szeroko. „Chodźcie, podkręćmy parę!”. I tak zrobili. Jakimś cudem nie zauważyli kobiety na górnej pryczy. Problem w tym, że była bardzo nieśmiała i czekała, aż wyjdą. Ale mężczyźni nie mieli zamiaru wychodzić; dobrze się bawili, po prostu podkręcając ogrzewanie. W końcu wstała z pryczy i nieśmiało powiedziała: „Chłopaki, proszę się odwrócić, muszę iść…”. Ruszyła w dół i upadła, uderzając czołem o szyberdach pieca… Potem świętowali w Szpitalu Pierwszego Miasta. Tam też było fajnie, swoją drogą.

Dlaczego więc my, piękne dziewczyny, wciąż jesteśmy tak niespokojne, niewyspane, podekscytowane i radosne z powodu zbliżających się świąt? Czy to nieuniknione oczekiwania, które skrywamy w sobie rok po roku i z których nie zrezygnujemy, nie zrezygnujemy, nawet jeśli wszyscy wokół upierają się, że uwaga powinna być poświęcana codziennie, że na Zachodzie nie ma na to nawet jednego dnia i dlatego nie ma sensu zawracać sobie głowy takimi bzdurami? Czego nam potrzeba, dziewczyny?

Moja przyjaciółka spędziła 8 marca z przyjaciółkami. Rankiem 9 marca wyszła z domu i zobaczyła na masce samochodu napis „KOCHAM CIĘ”, nabazgrany palcem na świeżym śniegu. Nadal nie wie, kto to napisał. Z zapartym tchem czeka na zbliżający się 8 marca…

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *