Robert Raczyński: Podrobione zapisy i domniemana akcja służb. Śledztwo prokuratury

Sensacyjne odkrycia śledczych w Legnicy: tysiąc stron transkrypcji, które miały pogrążyć Roberta Raczyńskiego, to wyrafinowany falsyfikat. Eksperci wykluczyli ingerencję AI, wskazując na „własnoręczne” dzieło osób z bliskiego kręgu polityka. Kto i dlaczego dążył do politycznej likwidacji włodarza Lubina na sześć tygodni przed głosowaniem?

Robert Raczyński: Podrobione zapisy i domniemana akcja służb. Śledztwo prokuratury 2

Prezydent Lubina Robert Raczyński

Foto: PAP/Rafał Guz

Izabela Kacprzak

Reklama

Z niniejszego tekstu wywnioskujesz:

  • Jak organy ścigania oceniają prawdziwość stenogramów przypisywanych włodarzowi Lubina?
  • Co wyjawiła opinia oraz ekspertyza kryminalna w kwestii wiarygodności nagrań konwersacji?
  • Z jakiego powodu oraz w jaki sposób utworzono spreparowane stenogramy rozmów prezydenta Lubina?

Dwa lata temu arenę polityczną poruszyła informacja na temat tego, że prezydent Lubina, Robert Raczyński, oraz szef referatu edukacji w tamtejszym Urzędzie Miejskim, Andrzej Pudełko, wyciągają korzyści z zanieczyszczania otoczenia i składowania śmieci na Dolnym Śląsku. Potwierdzeniem tego miały być upublicznione przez media transkrypcje z rozmów obu panów – rzekomo sporządzone w nielegalnej akcji ABW. Pojawił się w nich ponadto wątek czynów pedofilskich. Obecnie, w ocenie legnickiej prokuratury, która prowadzi w tej sprawie dochodzenie, stenogramy są nieautentyczne. Niedawno prokuratura zakomunikowała o zamknięciu dochodzenia w sprawie pedofilii, uznając, iż przypisywane czyny nie miały miejsca.

Reklama Reklama

Dochodzenie z doniesienia Andrzeja Pudełki, do którego dołączył Raczyński, zainicjowała prokuratura w Legnicy. Transkrypcje zostały przekazane do ekspertyzy kryminalistycznej oraz oceny biegłego z obszaru informatyki śledczej. Biegły przedstawił opinię, a po pytaniach doprecyzowujących prokuratora – opinię uzupełniającą (w grudniu 2025 r.). Co z niej wynikało?

Polityka Prezydent Lubina Robert Raczyński: Zostałem zohydzony

„To nie były podsłuchy, a fotografie spreparowano” – Robert Raczyński pozywa dziennikarzy za publikacje z domniemanej inwigilacji ABW.

„Sumiennie przeprowadzone czynności dowodowe doprowadziły do ustalenia, że tak zwane stenogramy zostały podrobione. (…) Bezsprzecznie ustalono także, iż stenogramy nie są odzwierciedleniem autentycznych konwersacji między osobami, które zostały w nich wymienione” – oznajmiła jakiś czas temu prokuratura. W stenogramach widniały również mylne terminy oraz nieistniejące lokalizacje. Nie zgadza się m.in. nazwa oraz umiejscowienie obiektu o nazwie „Rusałka” przy ul. Zamojskiej w Lubinie, o którym miał rozmawiać Raczyński z Pudełkiem. Taki obiekt istnieje, lecz w Lublinie, nie w Lubinie. „Mieszkańcy Lubina nigdy nie popełniliby takiego błędu” – zaakcentowała prokuratura. Daty niektórych wydarzeń okazały się datami publikacji informacji na ich temat w mediach, a nie momentem, kiedy miały miejsce.

Reklama Reklama Reklama

„Analiza zawartości wszystkich »pakietów« tak zwanych stenogramów dołączonych do akt wykazała, że pojawiają się w nich aż trzy wersje rozmowy z 13 września 2021 r. oraz dwie wersje rozmowy z 21 września 2021 r.”.

Ponad wszelką wątpliwość ustalono też, iż stenogramy nie są zapisem autentycznych rozmów pomiędzy osobami, które zostały w nich wymienione

prok. Lilianna Łukasiewicz, rzeczniczka legnickiej prokuratury

Transkrypcje z rozmów zostały ujawnione w lutym 2024 r. we wspólnym tekście oraz reportażu Onetu oraz „Superwizjera” TVN. Miały one zostać pozyskane przez funkcjonariuszy ABW w tajnej operacji o kryptonimie Lizbona. Dziennikarze przytoczyli swoje źródło w ABW, które twierdziło, że nielegalną inwigilację prowadzili na zlecenie swojego przełożonego z ABW, kapitana Marcina P. o prorządowych przekonaniach. Materiały ujrzały światło dzienne na półtora miesiąca przed wyborami samorządowymi, w których o reelekcję ubiegał się Raczyński, lider Bezpartyjnych Samorządowców, którzy byli koalicjantami PiS na Dolnym Śląsku. „Rzeczpospolita” poprosiła autorów tekstu o komentarz, lecz nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

„Operacja Lizbona” i tysiąc stron fałszu. Czy ktoś posłużył się sztuczną inteligencją? 

Zapisy rozmów poddano również analizie kryminalistycznej i zlecono ekspertyzę biegłego z zakresu informatyki śledczej.  Czy stenogramy stworzono za pomocą sztucznej inteligencji? Mogłyby na to wskazywać trywialne pomyłki – np. wspomniane mylenie lokalizacji w Lubinie i Lublinie, czy czerpanie wiedzy o czasie zajść z mediów, kiedy tymczasem miały one miejsce wcześniej. Nawet sama rozległość materiału – ok. tysiąca stron – mogłaby prowadzić do takich wniosków. 

Biegły z zakresu informatyki śledczej z Pomorza stwierdził, że nie i że „są to dialogi stworzone przez człowieka”, bazujące na sposobie wysławiania się Raczyńskiego i Pudełki (wykazała to tzw. analiza stylometryczna). – Oprócz tego, w czasie, kiedy powstawały pierwsze transkrypcje – w 2021 r. – nie było jeszcze sztucznej inteligencji (ChatGPT w Polsce jest dostępny od końca 2022 r. – red.) – powiedziała „Rz” prokurator Lilianna Łukasiewicz, rzeczniczka legnickiej prokuratury.

Jakiś czas temu Radosław Gruca z portalu Goniec.pl, powołując się na tę właśnie ekspertyzę biegłego, poinformował, że uznał on, że stenogramy są autentyczne. Przytoczył m.in. taki fragment: „Przeprowadzona analiza wskazuje, że stenogramy są wewnętrznie spójne i wiarygodne jako zapis rzeczywistych rozmów (RR i AP), a nie są efektem fałszerstwa czy twórczości innych osób. (…) Kolejne dni i miesiące rozmów układają się w logiczną, ciągłą całość stylistyczną oraz kontekstową. Osoby zachowują się językowo konsekwentnie, tematy wracają w różnych okresach (…)” – opisuje biegły. 

Reklama Reklama Reklama Prawo karne Afera Pegasusa. Są zarzuty dla byłych szefów ABW i SKW

Były Szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Piotr P. oraz były Szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Maciej M. usłyszeli zarzut niedopełnienia obow…

Zatem dlaczego prokuratura twierdzi dzisiaj, że jest wręcz przeciwnie i dlaczego biegły w głównej opinii stwierdził, że „są to dialogi stworzone przez człowieka”? – Odnosił się do „profili językowych”, a nie konkretnych osób. W opinii uzupełniającej biegły objaśnił, co miał na myśli – wyjaśnia „Rz” prok. Łukasiewicz. Biegły, posługując się w opinii głównej nazwiskami rozmówców jako rzekomych autorów, nie miał na myśli osób fizycznych, a więc prezydenta Lubina i naczelnika, lecz „jedynie profile językowe rozmówców oznaczone takimi etykietami w badanych tzw. stenogramach”. 

Prokuratura twierdzi, że łączono wpisy na czacie z logowaniami telefonów prezydenta i urzędnika. I ustalono, że spotkania, o których rzekomi rozmówcy wspominają (czas i miejsce), nie znajdują odzwierciedlenia w logowaniach ich telefonów. 

Błędy geograficzne zdemaskowały twórców fałszerstwa

Jak to interpretować? Z analizy kryminalnej wynika, że „stenogramy zostały wytworzone przez osobę lub grupę osób, które w pewnym stopniu znały rozmówców i miały wiedzę o wydarzeniach lokalnych, a także posiadały rozeznanie w świecie polityki”. Robert Raczyński, prezydent Lubina, który w dochodzeniu ma status pokrzywdzonego (podobnie jak Andrzej Pudełko) w rozmowie z „Rz” wyznaje, że domyśla się, kto za tym stoi, lecz czeka na dowody oraz ustalenia prokuratury. W oświadczeniu po publikacji rzekomych stenogramów wspomniał, że „jest to odwet firm powiązanych z odpadami, którym uniemożliwił budowę spalarni odpadów w Lubinie”.

Skala tych obrzydliwości była taka, że gdybym był słabszą psychicznie osobą, to bym tego nie wytrzymał

Robert Raczyński, prezydent Lubina

– Wnioski z opinii dotyczących tych „stenogramów” przyjąłem z ulgą, choć wiedziałem, że prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. Była to wobec mnie podłość. Przypisano mi okropne rzeczy, wyczekiwałem linczu, że ktoś mnie lub mojej rodzinie za to „odpłaci” na ulicy – przyznaje. Mimo to zwyciężył w wyborach samorządowych. – Uzyskałem wynik 60 proc. w pierwszej turze, co dla mnie było dowodem, że moi mieszkańcy nie „kupili” tych absurdów w przeciwieństwie do dziennikarzy. Wiem, że skala tych obrzydliwości była taka, że gdybym był słabszą psychicznie osobą, to bym tego nie zniósł. 

Reklama Reklama Reklama

Raczyński wniósł autorom tamtych publikacji pozew cywilny – żąda po pół miliona zł na cele charytatywne od każdego z wydawnictw. Został on zawieszony do czasu rozstrzygnięcia sprawy karnej. Robert Raczyński na konferencji w ten sposób tłumaczył złożenie pozwu: – Z opisu, który został tam zaprezentowany, wynika, że jestem człowiekiem wstrętnym, zdegenerowanym, alkoholikiem, narkomanem, notorycznym kłamcą, złodziejem oraz bandytą.

Jak ujawniła „Rz”, już po publikacjach w mediach kontrola w ABW nie potwierdziła, że „czynności sprawdzające jednoznacznie wykazały, że funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie uczestniczyli w działaniach opisanych w artykule serwisu Onet oraz reportażu stacji TVN”. 

Jeżeli w opinii prokuratury, stenogramy były nieprawdziwe, to kto podjął się trudu „wytworzenia” tysiąca stron rzekomych rozmów, które miały „wyeliminować” prezydenta Raczyńskiego przed wyborami? Prokuratura jest na tropie ich twórców i mocodawców, a dochodzenie jest zaawansowane. – W sprawie jak dotąd nikomu nie przedstawiono zarzutów – zaznacza prok. Łukasiewicz. 

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *