Ingo Pfennings, pełniący funkcję włodarza miasta, zamierza wnieść swoje umiejętności menedżerskie w sytuacjach kryzysowych do Bundeswehry. Niemniej jednak, jego wniosek o dołączenie do rezerwy okazuje się nadzwyczaj zawiły — wbrew jednoznacznym zapewnieniom ministra obrony.

- Artykuł publikujemy dzięki uprzejmości „Die Welt”
Słowa Borisa Pistoriusa (SPD) cechowała, jak zwykle, stanowczość. Na początku stwierdził: obrona Niemiec to nie tylko obowiązek Bundeswehry. To „zadanie całego społeczeństwa” — zaznaczył minister obrony w listopadzie zeszłego roku. Landy i samorządy nie są „podrzędnymi uczestnikami, lecz filarami systemu”. Trzeba „przyspieszyć współdziałanie” — nawoływał Pistorius, apelując o likwidację barier i doprecyzowanie zakresów odpowiedzialności: „Sama retoryka nie buduje odporności”.
Druga kwestia dotyczyła rozbudowy rezerw. „Brak sprawnej rezerwy uniemożliwia Niemcom obronę” — akcentował minister. W związku z tym konieczne jest pozyskanie nowych rezerwistów i przywrócenie do służby tych, którzy są nieaktywni. Kluczową rolę odgrywa tempo, ponieważ istnieje element, którego nie można zwiększyć: „czas”.
Ingo Pfennings w pełni się z tym zgadza. Ten 41-latek od 2018 r. piastuje urząd burmistrza Schleiden, miasta liczącego 13 tys. mieszkańców, położonego w Eifel. Latem 2021 r. osobiście przekonał się, jak istotna jest odporność państwa. Niewielkie rzeki Urft i Olef, po kilku dniach intensywnych opadów deszczu, zmieniły się w gwałtowne strumienie. Powódź doprowadziła do śmierci dziewięciu osób, zrujnowała domy i zniszczyła mosty. „Wyglądało to tu jak na polu bitwy” — wspomina Pfennings. Burmistrz stał na czele zespołu zarządzania kryzysowego, a jedną z najważniejszych decyzji było zwrócenie się o pomoc do Bundeswehry. Pomimo problemów biurokratycznych, pomoc została udzielona, a wojsko wsparło lokalne władze personelem i specjalistycznym sprzętem. Do dziś mieszkańcy Schleiden są za to wdzięczni.
Pfennings dostrzegł jednak również, że „w dziedzinie współpracy cywilno-wojskowej brakuje gruntownej wiedzy o specyfice drugiej strony”. W teorii wiele kwestii jest uregulowanych, „ale w praktyce mało kto zna te zasady”. Ponadto, przepisy nie zawsze są dostosowane do realnych warunków — podobnie jak w wojsku: „Żaden plan nie przetrwa konfrontacji z rzeczywistością”. Dodatkowym problemem przy odbudowie obrony cywilnej jest to, że samorządy „przez 30 lat praktycznie się nią nie zajmowały”. „Przy wsparciu przerzutu wojsk NATO lub wdrażaniu planu operacyjnego dla Niemiec, poziom lokalny niemal wszędzie logistycznie by się załamał” — obawia się włodarz.
- Czytaj też: Kanclerz Niemiec krytycznie o USA. Oto jego słowa
„Perspektywa szefa administracji samorządowej”
Pfennings wyciągnął z tego dwa wnioski. Po pierwsze, bierze udział w ogólnokrajowej grupie roboczej ds. zarządzania administracją i obroną cywilną na szczeblu lokalnym. Po drugie, aplikował — jako były żołnierz, który podczas służby zasadniczej przeszedł przeszkolenie na żandarma wojskowego — do rezerwy. „Uważam, że uwzględnienie perspektywy szefa administracji samorządowej w planowaniu Bundeswehry ma sens” — podkreśla.
Okazało się jednak, że wbrew ministerialnym postulatom o przyspieszeniu, procedura ta jest czasochłonna. Rok temu burmistrz złożył wniosek do odpowiedniego centrum rekrutacyjnego, dołączając m.in. życiorys, akt urodzenia, zaświadczenie o niekaralności, prawo jazdy, akt urodzenia syna, dokumenty ze służby wojskowej, receptę na okulary, a nawet świadectwo dojrzałości. Odpowiedź była odmowna.
Po uzyskaniu dodatkowych informacji poznał przyczynę: jego wynik maturalny z 2005 r. nie spełnia wymagań dla kandydatów na oficera rezerwy. Fakt, że od ośmiu lat kieruje ponad 200 pracownikami jako szef administracji, nie miał znaczenia. Podobne przypadki są powszechne — można je znaleźć w mediach społecznościowych. Z informacji uzyskanych z administracji wojskowej wynika, że liczba stanowisk w rezerwie jest ograniczona, zwłaszcza wśród oficerów występuje nadmiar kandydatów, natomiast poszukiwani są głównie szeregowi. W efekcie wielu zmotywowanych osób traci zapał.
Pfennings jednak się nie zniechęcił i zapytał o alternatywne opcje, które mu przedstawiono. Mógłby rozpocząć karierę jako podoficer lub szeregowy rezerwista. Jest otwarty na „kreatywne rozwiązania”. „Nie zależy mi na odznakach — chcę służyć mojemu państwu. Moim zamysłem było wykorzystanie praktycznego doświadczenia w zarządzaniu kryzysowym i współpracy cywilno-wojskowej na ważnych stanowiskach w wojsku. Wątpię, czy jest to możliwe w stopniu starszego szeregowego” — tłumaczy.
Jego zdaniem system rezerw opiera się na zasadach, które nie odpowiadają dzisiejszym wyzwaniom: „Nawet jeśli obie strony wykazują dobrą wolę, brakuje elastyczności, a dominują sztywne reguły. W ten sposób Bundeswehra nie jest w stanie pozyskać osób, które mogłyby wnieść realny wkład, ale mają nietypowe ścieżki zawodowe — niezależnie od mojej sytuacji”.
Wydaje się, że minister obrony jest świadomy tego problemu. „Wszyscy wiemy, że jeszcze nie jesteśmy tam, gdzie powinniśmy być” — powiedział Pistorius, mówiąc o szybszym rozwoju rezerwy. Nie dodał jednak jednego: to jego ministerstwo musi opracować odpowiednie przepisy, które to umożliwią.
Artykuł jest tłumaczeniem z niemieckiego wydania „Die Welt”
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
