Działania USA w Wenezueli: Wpływ na Polskę? Dwa możliwe kierunki [OPINIA]

Ujęcie Nicolasa Maduro i atak w Wenezueli – tak Stany Zjednoczone po raz kolejny zademonstrowały, że są zdolne do przeprowadzenia precyzyjnej, ekspresowej operacji militarnej. W tej dziedzinie USA wciąż pozostają bezkonkurencyjne – i to korzystne dla Polski. Kiedy Twój sprzymierzeniec prezentuje swoją potęgę, możesz odczuwać większe bezpieczeństwo. Niestety, interwencja ta może wplątać Donalda Trumpa w kilka spraw niekorzystnych dla Warszawy.

Donald Trump zdecydował się na bezpardonową akcję w Wenezueli. Może mieć ona skutki dla Polski
Donald Trump zdecydował się na bezpardonową akcję w Wenezueli. Może mieć ona skutki dla Polski | Foto: Adam Burakowski/East News, Doug Mills/Associated Press/East News / East News

Czy Polska może czerpać radość z możliwości sił specjalnych USA? Z całą pewnością. Czy powinna odczuwać zadowolenie z tego, w jaki sposób i gdzie zostały one użyte? Niekoniecznie już.

Zobacz też: Zarzuty wobec Maduro już w poniedziałek. O co go oskarżą?

W odniesieniu do interesów USA na kontynentach amerykańskich, Donaldowi Trumpowi nie można odmówić zaciętości. Tak było już w wypadku wsparcia Javiera Mileia przez amerykański resort finansów, a o tym, że w tej części globu będzie licytował wysoko, sugerował od początku swojej kadencji prezydenckiej – zarówno wyrażając chęć do nadzorowania Grenlandii, jak i wszczynając konflikt handlowy z władzami Kanady i Meksyku. Wenezuela to najbardziej efektowny, bezpośredni przypadek, ale jednocześnie druga strona tego samego medalu. Potwierdzająca moc amerykańskich sił specjalnych.

Można mówić o różnorakich trudnościach i ograniczeniach mocarstwa, lecz tylko Waszyngton jest w stanie realizować tego typu działania. W liczbie mnogiej, ponieważ w minionym roku, równie widowiskową operacją okazało się zrzucenie bomb na irańskie obiekty nuklearne przez samoloty B-2 po co najmniej kilkunastogodzinnym locie przez Atlantyk i Morze Śródziemne.

Dalsza część artykułu pod wideo:

Hubert Stojanowski o napięciach między Chinami a USA. "Eskalacja ma charakter systemowy"

W takich momentach prawo międzynarodowe ustępuje na dalszy plan nawet dla amerykańskiego „obrońcy demokracji”. To stwierdzenie równie bolesne i przykre, co powszechne. Choć można dopatrywać się także aspektów, które dla Warszawy mogą być korzystne.

Donald Trump nie przebiera w środkach, gdy chodzi o terytoria położone najbliżej USA
Donald Trump nie przebiera w środkach, gdy chodzi o terytoria położone najbliżej USA | Chip Somodevilla / Getty Images

Scenariusz pozytywny

Teoretycznie taka demonstracja powinna odstraszać przeciwników i umacniać pozycję sojuszników Waszyngtonu. Amerykański pokaz siły militarnej to coś, czego rywale nie mogą pominąć. Choć znów narzekają na amerykański imperializm, to śmiałość nocnej akcji w Caracas musi wywierać wrażenie. Stanowi prezentację zdolności operacyjnych USA.

O tym, jak ciężko przeprowadzić tego typu akcje, wie Władimir Putin – jego próby szybkiej operacji w Ukrainie w 2022 r. zakończyły się spektakularną klęską i przekształciły w przewlekły konflikt.

Akcja Trumpa może mieć również jeszcze jeden dobry aspekt dla Polski w przyszłości. Zreformowanie zanurzonej obecnie w kryzysie Wenezueli mogłoby skutkować zniesieniem sankcji i w ten sposób zredukować ceny na rynkach ropy naftowej. A to również w długofalowej perspektywie szłoby na przekór interesom Rosji Władimira Putina. Moskwa już w minionym roku dotkliwie odczuła spadki cen na globalnych rynkach. Zbyt wcześnie jednak na przesadny optymizm, ponieważ w tle rysują się znacznie mniej optymistyczne scenariusze.

Nicolasa Maduro na pokładzie USS Iwo Jima
Nicolasa Maduro na pokładzie USS Iwo Jima

„Ostry izolacjonizm” USA. Co oznacza w praktyce?

Działania Trumpa z ostatniego weekendu to izolacjonizm określany niegdyś jako doktryna Jamesa Monroe’a w pełnej okazałości – gdy USA w XIX w. rezygnowały z ingerencji w sprawy świata, kontrolowanie wydarzeń na kontynentach amerykańskich staje się najważniejszą kwestią ich bezpieczeństwa. A współcześnie, w dobie globalnych napięć, widać, że Waszyngton nie zamierza już stosować półśrodków.

Akcja w Wenezueli jest także praktycznym potwierdzeniem przedstawionej niedawno amerykańskiej strategii – Ameryka Południowa jest kluczowym zapleczem do rywalizacji o hegemonię na Pacyfiku. Demonstracja siły i przewagi w regionie świadczy o tym, że Ameryka ów zarysowany podział wpływów na świecie traktuje niezwykle poważnie.

Przeprowadzenie samej operacji to jednak tylko początek – decydujące będą kolejne miesiące ustanowienia nowych władz w Wenezueli. Ameryka ma już bowiem za sobą demonstrację nawet bardziej spektakularnej operacji militarnej w Iraku i zajęcie Bagdadu. Nie udało się jednak stworzyć wówczas modelowej, stabilnej bliskowschodniej demokracji, a uwikłanie USA w długotrwały i kosztowny konflikt do dziś jest interwencją obnażającą słabość amerykańskiej soft power i zakończyła się swoistą traumą amerykańskiego społeczeństwa.

Rosja i Chiny w Wenezueli

Ameryka Południowa jest dziś zresztą miejscem intensywnej rywalizacji mocarstw. Kierujący się zaledwie tydzień temu do Wenezueli chiński tankowiec był symbolicznym dowodem ambicji Pekinu tuż pod nosem USA. China Concord Resources Corp. zaczęła zagospodarowywanie dwóch wenezuelskich złóż ropy naftowej i planuje zainwestować ponad 1 mld dol. w projekt, którego celem jest produkcja 60 tys. baryłek ropy naftowej dziennie do końca 2026 r. – podawał w sierpniu Reuters, powołując się na swoje źródła.

A dowodem na strategiczny charakter kontynentu jest też dążenie Komisji Europejskiej do zawarcia kompleksowego porozumienia handlowego z państwami Mercosur, w którym istotną rolę odgrywa m.in. kwestia eksportu strategicznych metali.

Deal Trumpa z Putinem? Wariant negatywny. Również dla Polski

Przejdźmy zatem do wariantów negatywnych. Pogrążająca się w chaosie Wenezuela będzie czynnikiem mogącym pośrednio destabilizować inne rejony świata. Zniszczenie tamtejszych instalacji naftowych będzie dodatkową presją na globalny rynek ropy i może sprzyjać poszukiwaniom przez inwestorów bezpiecznych aktywów i ograniczeniu apetytu na ryzyko, co może jeszcze bardziej podnosić ceny kruszców.

Co więcej, nie można wykluczyć, że akcja USA w Wenezueli może być fragmentem szerszej (pośredniej) rozgrywki z Władimirem Putinem. Moskwa wspierająca reżim Maduro chociażby poprzez wspólne projekty naftowe, będzie musiała zaakceptować teraz przykrą rzeczywistość utraty dotychczasowych wpływów – przynajmniej na razie. W zamian za co? W negatywnym wariancie postrzegający politykę przez pryzmat „dealów” Trump może stać się jeszcze mniej stanowczy wobec rosyjskich planów na Ukrainie.

Zobacz też: USA przejmują kontrolę nad Wenezuelą. Czy największe złoża globu uratują portfele kierowców?

Postrzeganie poszczególnych obszarów przez pryzmat stref wpływów, które lokalny hegemon może kształtować całkowicie według własnego uznania, to postulat od lat zgłaszany przez Rosję Władimira Putina. Rytualne narzekania Rosji na amerykańską akcję nie zmieniają faktu, że Moskwa w gruncie rzeczy jest prekursorem myślenia o świecie przez pryzmat w pełni podległych stref wpływów kontrolowanych za pomocą użycia siły.

Dostosowanie się USA do tej antydemokratycznej wizji świata byłoby wiadomością złą dla Warszawy – ponieważ, nawet jeśli znaleźliśmy się tym razem po „właściwszej stronie” podzielonego świata, to jesteśmy niejako skazani na egzystowanie tuż obok nieprzyjaznego imperium, które będzie mogło powiększać swe wpływy.

Ważna lekcja dla liderów z całego świata

Wbrew pozorom wejście Amerykanów nie pokazuje, jak kończą dyktatorzy. Ukazuje jednak, jak kończą dyktatorzy państw słabych, bez trwałych, mocnych sojuszy. I to lekcja, wobec której nie można przejść obojętnie. Niezależnie od finalnego scenariusza w Wenezueli.

Grzegorz Kowalczyk, dziennikarz Business Insider Polska

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *