Wojtek, inwestor: lekcje z krachu na srebrze

W świat finansów ekscytujące jest to, że niekiedy stajemy się świadkami doniosłych wydarzeń. Bez wątpienia takowym był piątkowykrach na metalu srebrnym. Osobiście nie lokuję kapitału w kruszce, ale była to dl amnie wartościowa nauka.

Czego nauczył mnie krach na srebrze?

Pomimo że nie mam w swoim składzie aktywów metali szlachetnych – ani w formie materialnej, ani „wirtualnej” – to ostatnie wypadki na rynkach złota i srebra śledziłem z zapartym tchem. W ostatnich tygodniach i miesiącach trudno mi było pojąć, co takiego dzieje się na świecie, że „bezpieczne porty” zyskują na wartości tak, jakby nie miało być jutra. 

Przecież tylko od początku roku do zeszłego czwartku srebro podrożało o ponad 70% po tym, jak w minionym roku wzrosło o 142%. To jeszcze byłem w stanie jakoś pojąć. Wiadomo, srebro też kiedyś pełniło rolę pieniądza, ale od kilku dekad to raczej spekulacyjny metal przemysłowy, niżeli skarbnica wartości. Ale złoto?! Styczniową podwyżkę o 30% poprzedził ubiegłoroczny wzrost o 65% w górę. Czegoś takiego nie obserwowaliśmy od kresu lat 70. XX stulecia. Czyli czasów, gdy w Polsce powstawała „Solidarność”, rosjanie wchodzili do Afganistanu, a mnie jeszcze nie było na świecie.

Zobacz także

Postaw pierwsze kroki ku bezpiecznym inwestycjom — przeczytaj nasz poradnik o Obligacjach Skarbowych!

Tak wygląda prawdziwy krach

Poprzednie powiększenia notowań na rynkach metali (gdyż drożało nie tylko złoto i srebro, ale także platyna, pallad czy miedź i cynk) można było jeszcze jakoś uzasadnić. Co zresztą analitycy wytrwale próbowali robić, przywołując motyw oddalenia się od dolara i amerykańskich obligacji państwowych, zaostrzenie ryzyka geopolitycznego przez prezydenta USA Donalda Trumpa (który niespodziewanie zażądał Grenlandii) lub po prostu mówiąc o „niestabilnych czasach”. A później zjawił się krach.

W piątek, 30 stycznia wyceny kontraktów na srebro runęły o 28%, a złota o niemal 11%. Podobno w obu przypadkach były to największe dobowe spadki w dziejach. W wypadku złota podobnej skali załamanie widzieliśmy wcześniej tylko w roku 2013 i 1983. Srebru nie tak rzadko zdarzały się dzienne spadki o 10-20%, ale -28% jednego dnia nie było jeszcze nigdy. To znaczy tak długo, jak istnieje rynek nowojorskich kontraktów terminowych na oba metale – czyli od lat 60. XX wieku. Zresztą, trudno by się spodziewać, aby złoto mogło tak bardzo tracić w czasach, gdy po prostu było pieniądzem lub monetarną kotwicą dla walut fiducjarnych.

Przeczytaj także

To był mój najlepszy miesiąc na giełdzie

Wyznaję, że sama obserwacja tak obszernych zmian cen, wzbudzała we mnie ciekawość i emocje. A przecież nie miałem na tych rynkach żadnej pozycji! Gdybym ją miał, to z pewnością doskonale zrozumiałbym emocje owładające inwestorami, którzy w takim rynku mają ulokowane własne fundusze. A tym bardziej tych, którzy robią to przy użyciu dźwigni finansowych – czyli cudzych środków. Ci w zeszły piątek stracili majątek i na rynek nie bardzo mają już z czym wracać.

Sześć lekcji z rynkowego upadku

Styczniowy krach na rynkach kruszców nauczył mnie kilku rzeczy. Po pierwsze, do takich upadków zazwyczaj dochodzi po dłuższym okresie mocnych zwyżek. Ceny spadają, dopiero gdy zbyt wielu inwestorów uległo euforii i postawiło duże pieniądze (niekoniecznie własne, o czym za chwilę) na jednego faworyta. Bowiem nawet najszybszy rumak kiedyś się potknie.

Po drugie, przy tak intensywnych spadkach wszystko dzieje się bardzo szybko i w nieprzewidywalnych momentach. Wystarczyło dosłownie na parę minut oderwać wzrok od wykresu, aby ceny złota i srebra stały się o kilka procent niższe. Co więcej, ruch ten wcale nie przebiegał liniowo! W ciągu dnia zdarzały się kilkuprocentowe odbicia, po których rynek znów powracał do spadków.

Przeczytaj także

Zapisz się na mój newsletter>>

Po trzecie, na rynkach finansowych nagle wszystko zaczęło spadać. Bitcoin – w dół. Ropa naftowa – proszę bardzo: -5%. Akcje w dół. Co więcej, początkowo nawet amerykańskie obligacje rządowe traciły na wartości. Zyskiwał tylko dolar. Trudno było mi pojąć, dlaczego przecena z jednego tylko sektora tak szybko rozlewała się na inne rynki. Analitycy pointowali to taką oto maksymą: gdy zmienność wzrasta, korelacja wszelkich klas aktywów zmierza do jedynki – zabrzmiało trochę jak cytat z filmu „Fightclub”.

Okazało się, że gwałtowne ruchy na "rozległych, płynnych" rynkach potrafią przelewać się na inne kategorie aktywów. – Metale są powszechnie posiadane i aktywnie handlowane, często z wykorzystaniem dźwigni finansowej. Gdy ceny szybko spadają, może to wywołać wezwania do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego, wymuszoną sprzedaż i redukcję ryzyka. Gdy inwestorzy pilnie potrzebują gotówki, sprzedają to, co można najszybciej spieniężyć, niekoniecznie to, co chcieliby, co wywiera presję także na inne płynne rynki (akcje, waluty, a nawet niektóre segmenty rynku obligacji) – objaśniła to Charu Chanana, główny strateg inwestycyjny SaxoBanku.

Słowa „dźwignia” i „depozyt zabezpieczający” są tu fundamentalne. Kiedy inwestujesz cudze (czyli pożyczone) fundusze, to każdy spadek ma spotęgowane konsekwencje dla Twojego portfela. Przy -20% wystarczy dźwignia 5:1, aby stracić cały kapitał. A zwykle inwestorzy posługują się jeszcze większymi lewarami, gdzie zmiana nawet o parę procent może „oczyścić” depozyt zabezpieczający. Jeśli wtedy nie dołożysz gotówki, to broker zamknie ci pozycję. Dlatego musisz spieniężyć nawet te aktywa, których sprzedać akurat nie chciałeś. Proste?

Po czwarte, nawet rzetelna dywersyfikacja nie zniweluje zmienności portfela. Zawsze mi powtarzano, że złoto nabywa się po to, aby zróżnicować portfel akcji i obligacji. Przecież szlachetny metal zwykle zyskuje w niepewnych czasach, kiedy to na giełdach papierów wartościowych dominują spadki. Słówko „zwykle” jest tu kluczowe. Bowiem okazało się, że są takie dni, gdy spada wszystko. I nawet jeśli jesteśmy zabezpieczeni złotem, obligacjami czy „defensywnymi” akcjami, to nasz portfel i tak się kurczy. I nic z tym nie możemy uczynić. Nawet gdy nie masz srebra w portfelu, to krach na tym rynku może cię uszczuplić finansowo.

Po piąte, warto wtedy trzymać nerwy na wodzy. Dla długoterminowego inwestora – czyli takiego jak ja – najważniejsze jest, aby nie dać sobie wmówić, że „wszystko się wali” i trzeba się natychmiast ewakuować z rynku. Gdy widzi się takie spadki, łatwo o panikę. A ta na rynku zazwyczaj jest najgorszym doradcą. Dlatego koniecznie trzeba sobie zadać jedno pytanie: co takiego się zmieniło i czy będzie to miało znaczenie za rok albo za dwa? Jeśli odpowiedź brzmi „nic”, to także nic powinieneś robić. Tylko zaczekać i zaobserwować, jak rozwinie się sytuacja. A może nawet dokupić tak mocno przeceniony walor.

Traktowanie dużego ruchu jako długoterminowej prawdy jest powszechnym błędem numer jeden. Ostre zmiany cen wyglądają jak informacja. Ale szybkość nie równa się znaczeniu – wyjaśnia Charu Chanana z SaxoBanku.

To trudna sztuka odróżniania szumu wywołanego mechaniką rynku (efekt wymuszonego zamykania lewarowanych pozycji) od dźwięku wydawanego przez uderzenie o rzeczywiste „fundamenty” danego waloru. 

Po szóste, nie podejmuj decyzji pod wpływem wysokiej zmienności. Podobno wielu długoterminowych inwestorów podczas takich spadków podejmuje decyzję o sprzedaży nie dlatego, że zmieniły się ich plany i oczekiwania, ale z powodu psychicznego dyskomfortu wywołanego tak znacznymi stratami. Tacy inwestorzy opuszczają rynek nie dlatego, że uznali, że się pomylili, tylko po to, aby nie musieć myśleć o księgowych stratach, jakie właśnie notują. To jeden z tych momentów, gdy przestaje być ważne, czy mamy rację, tylko czy zarobiliśmy pieniądze.

– Wyjdę z rynku i wejdę ponownie, gdy sytuacja się uspokoi – tak mogło pomyśleć wielu fanów złota i srebra. Trudno było o większy błąd. Prawdopodobnie wyszli oni w poniedziałek rano, gdy ceny osiągnęły minimum, a weszli po (albo w trakcie) wtorkowego odbicia, gdy srebro zyskiwało 15%. Prawdopodobnie trudno było to wszystko rozegrać gorzej i zrealizować większe straty.

Konkludując, jeśli inwestujesz w horyzoncie wieloletnim, to tego typu rynkowe wstrząsy w ogóle nie powinny cię obchodzić. Są takie dni, gdy nawet wzorowa dywersyfikacja portfela nie uchroni cię przed księgowymi stratami. Ważne tylko, aby nie ulec emocjom i nie zrealizować strat licząc na „przechytrzenie” rynku. Tego w praktyce nikt nie potrafi zrobić. Nawet jeśli poprawnie przewidzi nadchodzący krach, to jest skrajnie nieprawdopodobne, aby przewidział moment jego wystąpienia.

– Inwestorzy osiągający długoterminowy sukces to nie ci, którzy uniknęli każdego załamania, lecz ci, którzy uniknęli zamiany obsunięcia na decyzję, których nie mogą już odwrócić – spointowała Charu Chanana.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *