Rynek metali szlachetnych w korekcie. Gwałtowny zjazd notowań złota i srebra.

To nie mogło się potoczyć inaczej. Po spektakularnych wzrostach cen złota i srebra od kilkunastu godzin obserwujemy bardzo nagłą deprecjację. Po raz kolejny potwierdziła się stara giełdowa zasada: co szybko zyskuje na wartości, to potem gwałtownie traci.

Korekta na rynku kruszców. Ostre spadki cen złota i srebra

/ Shutterstock

Już od kilku (a może nawet kilkunastu dni na rynkach metali szlachetnych rejestrujemy nadzwyczaj dużą zmienność. Dziś ta zmienność uwidoczniła się gwałtownymi spadkami. Do 10:49 notowania srebra obniżyły się o 15,8%, zjeżdżając do 96,35 USD/oz. To ruch o ponad 15 USD/oz w porównaniu do czwartkowego kursu odniesienia. Sytuacja jest bardzo dynamiczna i ceny potrafią zmienić się o kilka procent w przeciągu zaledwie paru chwil.

Zresztą bardzo nerwowe wahania na rynkach kruszców widzieliśmy już wczoraj, gdy biały metal pokonał trasę od 114 USD/oz przez prawie 122 USD/oz, by następnie doświadczyć zjazdu do niespełna 108 USD/oz i kończyć dzień blisko poziomu 116 USD/oz. W piątek rano było to już mniej niż 100 USD/oz.

To samo – aczkolwiek w mniejszym zakresie – odnosi się do złota, które w piątek o poranku straciło 6,8%, czyli aż 362 USD za uncję. To rekordowy nominalny spadek notowań żółtego metalu. W efekcie kurs złota znalazł się poniżej 5 000 USD za uncję, schodząc do 4 992,81 USD/oz.

Rynek jest w tej chwili bardzo niestabilny. Kieruje nim panika i najprawdopodobniej również wymuszone automatyczne likwidowanie lewarowanych długich pozycji otwartych na rynku terminowym. Spanikować może też inwestor indywidualny, który bez dogłębnego zrozumienia sytuacji przez ostatnie dni i tygodnie „ładował się” w instrumenty dające ekspozycję na rynek metali szlachetnych (ETF-y, CFD i inne lewarowane twory).

Jakie wzrosty, taka deprecjacja

Warto też umiejscowić piątkowe spadki w szerszym ujęciu. Przez ostatnie tygodnie i miesiące notowania metali szlachetnych piął się po wznoszącej paraboli, rejestrując potężne stopy zwrotu. Jeszcze w czwartek tegoroczny wynik srebra dochodził do +70%, a złota +30%. A to wszystko działo się po tym, jak w 2025 roku królewski metal zyskał 65%, a jego „mniej zamożny krewniak” dał zarobić aż 142%.

Przy tym nawet tak gwałtowne korekty po silnych wcześniejszych wzrostach to na rynkach finansowych zjawisko całkowicie normalne. Zdarzają się one regularnie na „rozgrzanych” rynkach znajdujących się w mocnych trendach wzrostowych. Co więcej, tego rodzaju spadki nie muszą oznaczać kresu hossy. Zwykle tak intensywne ruchy wzrostowe nie kończą się po pierwszej, choćby nie wiadomo jak ostrej, korekcie.

Przeczytaj także

Złoto w górę o 100 USD na uncji! Wykuwa się nowy porządek świata

Tym bardziej, że argumenty stojące za ostatnim rajdem cen złota były i pozostają solidne. Świat finansów odchodzi od dolara i nie mając za bardzo innego wyjścia dywersyfikuje się w kierunku złota. Czyli tradycyjnego pieniądza, wolnego od ryzyka kredytowego i niezależnego od rządów, banków centralnych i systemu finansowego. To także gra na postępujący wzrost znaczenia Chin i innych rynków wschodzących oraz trwający upadek Zachodu i Stanów Zjednoczonych.

Trend ten trwa od dobrych kilkunastu lat, a zintensyfikował się po roku 2022. Jest zatem możliwe, że jeszcze parę lat potrwa, zanim zmiana światowego ładu monetarnego zostanie zrealizowana.

Kolany: Możliwe, że czeka nas korekta na złocie przez wielkie "K"

Mamy rok 2026. Gdyby ktoś dekadę temu powiedział, że uncja złota będzie kosztować ponad 4650 dolarów, zostałby uznany za szaleńca. Dziś to rynkowa rzeczywistość. Miniony rok nie był po prostu pomyślny dla metali szlachetnych – był absolutną anomalią. W tle tych wzrostów nie ma jednak tylko chciwości inwestorów, lecz fundamentalna przebudowa światowego porządku finansowego. Jaki był ubiegły i jaki będzie nowy rok? O tym wszystkim w najnowszym odcinku "GPW".

czytaj dalej »

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *