Reprywatyzacja znów uderza w Wolę. Do 1500 mieszkańców zagrożonych utratą mieszkania.

Mieszkańcy osiedla na Kole oraz przedstawiciele zarządu dzielnicy Wola wystosowali apel do ministra sprawiedliwości, prosząc o interwencję w kwestii żądań dotyczących terenów, na których znajdują się bloki spółdzielcze i placówki oświatowe należące do miasta. Minister analizuje zaistniałą sytuację i deklaruje chęć pomocy.

Reprywatyzacja wraca na Wolę. 1,5 tys. osób może stracić dach nad głową

fot. Krikof971 / / Shutterstock

"Kolekcjonerskie akcje"

W centrum zainteresowania jest obszar osiedla spółdzielczego Koło na Woli, położonego przy ulicach Górczewskiej i Księcia Janusza. W tym rejonie znajdują się budynki mieszkalne wzniesione w latach 70. Zamieszkuje je blisko 1,5 tys. osób. W latach 50. utworzono spółdzielnię, a lokatorzy dokonywali wpłat pieniężnych, by w latach 90. nabyć mieszkania na własność. W innych okolicznościach mieszkania te stanowiły zadośćuczynienie za majątek utracony w trakcie wojny.

Ten obszar Ulrychowa został włączony do granic miasta w roku 1951. Wcześniej, w oparciu o reformę rolną, ziemia należąca do przedwojennej firmy C. Ulrich, utworzonej w 1805 r. w Warszawie z siedzibą w Gdyni, została znacjonalizowana.

W roku 1994, na podstawie dawnych udziałów (przez niektórych uważanych za o charakterze kolekcjonerskim), pojawiły się roszczenia majątkowe do części gruntów, na których od lat 70. XX wieku wznoszą się m.in. budynki mieszkalne, szkoła, placówka przedszkolna oraz drogi publiczne.

Odrzucono wniosek Skarbu Państwa dotyczący zasiedzenia

W konsekwencji m.in. postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie z roku 2025, w którym odrzucono wniosek o zasiedzenie terenów przez Skarb Państwa, reprezentowany przez prezydenta Warszawy, sytuacja stała się bardziej złożona, stwarzając możliwość dochodzenia roszczeń o wypłatę rekompensat za użytkowanie tych terenów.

Burmistrz Woli, Krzysztof Strzałkowski, podkreślił, że zarząd dzielnicy nie akceptuje takiej sytuacji, podważając m.in. prawidłowość reaktywacji firmy C. Ulrich, jak również prawidłowość wydania decyzji o zwrocie przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi w 2012 roku.

– Podejmowaliśmy również działania w obszarze zasiedzenia terenów publicznych, tj. dróg oraz terenów placówek edukacyjnych na spornych obszarach. W granicach prawa współpracujemy z osobami ze spółdzielni Koło, przekazując im wszelkie potrzebne informacje dotyczące ich statusu prawnego. Zwróciliśmy się również do podmiotów, które mogą wnieść zgodnie z prawem tzw. skargę nadzwyczajną na uprawomocnione już wyroki sądów w tej materii – oznajmił Strzałkowski.

Wyjaśnił, że chodzi m.in. o prokuratora generalnego, rzecznika praw obywatelskich oraz rzecznika praw dziecka.

Mieszkańcy udają się do ministra sprawiedliwości

W środę pod gmachem Ministerstwa Sprawiedliwości zebrali się mieszkańcy osiedla, którzy przekazali ministrowi Waldemarowi Żurkowi petycję w swojej sprawie. Apelowali, aby włączył się w sprawę i objął nadzorem ministerialnym trwające postępowania sądowe.

– To sprawa bezprecedensowa, gdy na podstawie papierów o wartości numizmatycznej, posiadających jedynie znaczenie historyczne i kolekcjonerskie, próbuje się przejąć całe osiedle na warszawskiej Woli. Setki mieszkańców są zagrożone utratą mieszkań, zagrożony jest żłobek, szkoła, drogi publiczne, bezpieczeństwo setek osób i tysięcy rodziców uczniów – mówił aktywista miejski Jan Śpiewak.

Reprezentujący mieszkańców mecenas Piotr Pałka poinformował, że udało się uzyskać zabezpieczenia sądowe wstrzymujące pierwsze uchwały powołujące organy przedwojennej spółki.

– Jest to rozwiązanie tymczasowe, gdzie już sąd uchylił się od argumentacji prawnej, wskazując, że te żądania nie mają uzasadnienia, a więc podzielił nasze argumenty na tym etapie – dodał.

Chcą od lokatorów 55 mln zł

Mieszkanka Urszula Przybylska oznajmiła, że zgodnie z obliczeniami mieszkańców, firma Lokaty Budowlane domaga się od członków spółdzielni 55 mln zł odszkodowania wraz z należnymi odsetkami.

Radna dzielnicy Śródmieście z ramienia partii Razem Zofia Piotrowska zaznaczyła, że zdumiewające jest, że ktoś może na podstawie papierów kolekcjonerskich rościć sobie prawo do własności gruntów, lecz niedorzeczne jest również to, że od 37 lat, od transformacji ustrojowej, nie mamy żadnej kompleksowej regulacji procesów reprywatyzacyjnych.

Poseł Sebastian Kaleta (PiS) podkreślił, że dzika reprywatyzacja nie może powrócić do Warszawy.

– Włożyliśmy wiele wysiłku, reprezentanci różnych środowisk, aby najpierw zlikwidować i rozliczyć patologię dzikiej reprywatyzacji oraz zapobiec jej odrodzeniu. Niestety, na naszych oczach setki mieszkańców Warszawy ponownie z obawą obserwują, czy nie stracą dachu nad głową, ponieważ ktoś pragnie realizować niemoralne, niesprawiedliwe i podejrzane interesy, być może naruszając przy tym obowiązujące prawo – powiedział.

Waldemar Żurek odpowiada

Głos zabrał również minister sprawiedliwości, który w rozmowie z PAP wyjaśnił, że chciał spotkać się z mieszkańcami, jednak niestety miał już wcześniej zaplanowane spotkanie wyjazdowe, którego nie mógł przełożyć.

Zaznaczył, że w pierwszej kolejności musi przeanalizować wszystkie decyzje, które zapadły w tej sprawie.

– Wiemy także, że prowadzone było postępowanie prokuratorskie. Nie posiadam jeszcze kompletnej informacji od prokuratury, dlaczego zakończyło się umorzeniem. Nie wiem nawet, czy to umorzenie jest prawomocne. Z pewnością postaramy się przyjrzeć tej sprawie z perspektywy prokuratorów – dodał.

Podkreślił, że nie bagatelizuje tej sprawy, lecz jej stan prawny jest bardzo złożony. Przypomniał, że miały już miejsce przypadki, gdy przedwojenne firmy wznowiły swoją działalność i prokuratura dostrzegała w tym nieprawidłowości, jak np. próby wyłudzenia ziemi.

Przekazał, że przyjrzy się sprawie również pod kątem sądowym.

– Zwrócimy się m.in. do sądu administracyjnego, aby uzyskać informację, w jakim terminie mogą zostać te sprawy rozstrzygnięte – zaznaczył.

Podkreślił, że jeden z wyroków w tej sprawie, który zapadł w Sądzie Najwyższym, został wydany w niewłaściwym składzie, w którym zasiadali tzw. neosędziowie.

– To również istotne z punktu widzenia faktu, że dysponujemy już orzeczeniem jednej z legalnych izb Sądu Najwyższego, zgodnie z którym orzeczenia wydawane przez neosędziów w SN należy uznać za niebyłe – powiedział.

Podkreślił, że w przedmiotowej sprawie cały czas gromadzone są informacje.

– Nie jestem zwolennikiem składania obietnic bez pokrycia, ponieważ zdaję sobie sprawę, że te stany prawne z minionej epoki są niezwykle skomplikowane. Mogę zapewnić, że na pewno przyjrzymy się temu i sprawdzimy, jakie działania prawne można podjąć. Czy jest to standardowa sprawa, w której konieczne jest uregulowanie stanów prawnych, czy też kryje się za tym drugie dno, które jest potencjalnie niebezpieczne – zaznaczył.

Minister polecił Prokuraturze Krajowej przeprowadzenie szczegółowej analizy sprawy, wystosował pismo do prezesa NSA z zapytaniem o termin rozpoznania toczącego się postępowania oraz zapowiedział analizę wyroku Sądu Najwyższego z 7 lutego 2024 r. pod kątem prawidłowości powołania składu sędziowskiego.

Reaktywowana przedwojenna firma ma roszczenia do około 160 ha gruntów na Woli. W 2015 r. zbyła tereny pod osiedlem spółce Lokaty Budowlane, która we wrześniu 2025 r. złożyła wniosek o dokonanie wpisu do ksiąg wieczystych.

W sprawach gruntów zapadły dla miasta wyroki niekorzystne, a prokuratura odmówiła wniesienia skargi kasacyjnej, argumentując to brakiem realnych przesłanek do skutecznego podważenia wspomnianych wyroków. (PAP)

mas/ joz/

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *