Trump może zatęsknić za swoim „iberyjskim zwrotem”.

Donald Trump zyskał nowego przeciwnika — rząd Królestwa Hiszpanii. Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki ogłosił zamiar „porzucenia wymiany handlowej” z tym państwem. Zastanawiamy się, czy jest to w ogóle wykonalne — i jakie mogą być tego następstwa. Czołowy ekonomista ING Banku Śląskiego utrzymuje, że gospodarka USA zmierza w stronę „modelu K”, gdzie niektóre sektory prężnie się rozwijają — a inne równie szybko upadają.

Donald Trump ma kolejnego wroga. To władze Hiszpanii
Donald Trump ma kolejnego wroga. To władze Hiszpanii | Foto: Mark Schiefelbein/Mikhail Nilov / East News/Pexels

Władze hiszpańskie nie zgodziły się, aby amerykańskie siły zbrojne używały ich baz wojskowych do działań powiązanych z atakiem na Iran. Odpowiedź Donalda Trumpa była gwałtowna — prezydent oznajmił, że zachowanie tego kraju było „straszne” i ogłosił koniec kontaktów handlowych z nim. Premier hiszpańskiego rządu na razie jednak nie obawia się wojowniczego tonu w odniesieniu do prezydenta USA. Później Biały Dom zaczął sugerować, że Madryt jednak przystał na współpracę z wojskiem USA w tej operacji, ale Ministerstwo Spraw Zagranicznych Hiszpanii prędko temu zaprzeczyło.

Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo

Co, jeśli Trump straci Kongres? "Sytuacja byłaby dla niego tragiczna"

USA kontra Hiszpania. Jakie będą następstwa?

Czy zatem Ameryka rzeczywiście zerwie relacje handlowe z Hiszpanią? Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, stwierdza w wywiadzie dla Business Insider Polska, że Hiszpanii „ciężko jest przypisywać wybiórczo cechy” — to w końcu kraj, który przynależy do Unii Europejskiej, z którą przecież Stany stosunkowo niedawno wynegocjowały umowy handlowe.

— Jak takie wstrzymanie wymiany handlowej mogłoby wyglądać? Zazwyczaj wprowadzano embarga na państwa o wątpliwej reputacji — lecz przecież Hiszpania do tej grupy nie należy i podlegają jej umowy odnośnie do handlu USA z całą UE — komentuje Rafał Benecki.

Niewątpliwie Donald Trump — który umie nieszablonowo podchodzić do reguł międzynarodowych — mógłby obmyślić jakiś sposób, by powstrzymać związki handlowe USA i Hiszpanii. Jennifer Hillman, profesor prawa handlowego na Uniwersytecie Georgetown, cytowana przez agencję Reuters, zaznaczyła, że Donald Trump mógłby to uczynić, lecz musiałby uznać Hiszpanię za „niezwykłe i nadzwyczajne” zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych. Ekspertka dodała, że taki krok wykraczałby daleko poza wszelkie dotychczasowe stany nadzwyczajne.

Być może bardziej realny jest inny wariant — że prezydent USA po prostu szybko zapomni o incydencie.

— Wstrzymanie handlu z Hiszpanią przez Trumpa może być przykładem jego kolejnego zwrotu, który będzie trudny do zrealizowania w praktyce. Tak jak jest teraz z cłami — komentuje ekspert z ING Banku Śląskiego.

Lecz napięcie między Waszyngtonem a Madrytem wcale nie jest nowinką. Donald Trump wywierał presję na kraje europejskie, aby te podwyższyły nakłady na obronę. Ogólnie rezultat tych nacisków był dobry, lecz Hiszpania jest krajem, który akurat mocno się temu sprzeciwia. Chce wydawać na obronność nieco ponad 2 proc. PKB, a nie 5 proc. „Dla Hiszpanii nie ma sensu wygospodarowywać 5 proc. PKB. Hojne rozdawanie miliardów euro nie uczyniłoby nas lepszymi sprzymierzeńcami” — mówił w minionym roku premier Pedro Sanchez. Ukazują się więc w USA opinie, że może warto nawet pozbyć się tego państwa z Sojuszu. W rzeczywistości byłoby to jednak nadzwyczaj trudne.

Premier Hiszpanii Pedro Sanchez
Premier Hiszpanii Pedro Sanchez | BORJA PUIG DE LA BELLACASA / East News

„Gospodarka na K”. Ekspert objaśnia

Rafał Benecki sądzi, że nawet jeśli z zapowiedzi „wstrzymania” niewiele wyniknie, to i tak taka retoryka szkodzi Stanom i ich interesom gospodarczym.

— Z pewnością takie niespodziewane zmiany i zwroty szkodzą — i to nie tylko Hiszpanii, lecz również samym Stanom Zjednoczonym. Zresztą znamy to dobrze z Polski, gdzie przecież zdarzały się nagłe zmiany w przepisach dotyczących prowadzenia biznesu oraz w podatkach. Amerykańskie przedsiębiorstwa żyją w coraz większym nieładzie — nie wiedzą, jakie tak naprawdę obowiązują cła, z kim mogą prowadzić handel, a z kim nie — opowiada ekspert.

— Nic zaskakującego, że mówi się coraz częściej o amerykańskiej „K-Shaped Economy” (gospodarka w kształcie litery K), gdzie jedne, wybrane działy rosną, lecz inne gwałtownie spadają. Oczywiście w USA wzrasta sektor IT, napędzany szałem na AI. Lecz inne branże mają się gorzej, co pokazują ich inwestycje, które maleją — dodaje Rafał Benecki.

O co chodzi z „gospodarką na K”? To ma obrazować wykres, na którym jedno ramię pędzi mocno do góry, a drugie — mocno w dół. Kolejne zmiany Donalda Trumpa niespecjalnie szkodzą branży IT, która nieprzerwanie w USA idzie w górę. Moda na AI jest globalna i ogromna, więc ruchy Donalda Trumpa niespecjalnie krzywdzą ten sektor. Ale następne zapowiedzi prezydenta USA w kwestii ceł i „wstrzymywania” zauważalnie szkodzą tradycyjnym gałęziom przemysłu, które w Stanach wcale nie prosperują tak dobrze.

Dalszy chaos i nieprzewidywalność po prostu nie służą amerykańskiemu „tradycyjnemu” biznesowi, który przecież w ogromnej mierze opiera się na eksporcie. Lecz również patrząc na czyste dane liczbowe, trzeba przyznać, że „zerwanie” z Hiszpanią Waszyngtonowi się po prostu nie kalkuluje. Zgodnie z danymi amerykańskiego urzędu statystycznego w 2025 r. USA zanotowały czwarty rok z rzędu nadwyżkę handlową z Hiszpanią w wysokości 4,8 mld dol. — przy wywozie sięgającym 26,1 mld dol. i przywozie wynoszącym 21,3 mld dol.

W ostatnich latach zwłaszcza wzrastał wywóz ropy naftowej oraz skroplonego gazu ziemnego ze Stanów Zjednoczonych do Hiszpanii. Hiszpanie natomiast wywożą do Stanów Zjednoczonych głównie leki, oliwę, maszyny, osprzęt elektryczny oraz przetworzoną ropę naftową.

Autor: Mateusz Madejski, dziennikarz Business Insider Polska

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *