W trakcie wystąpienia w Davos Trump odniósł się do kwestii energii odnawialnej. Nazwał ją „projektem iluzorycznym”. W pierwszym roku piastowania urzędu zablokował wiele subwencji na rozbudowę alternatywnych źródeł energii, a teraz pragnie do tego przekonać świat, zwłaszcza Europę. W uzasadnieniu posłużył się przy tym danymi, które są dalekie od faktów.

— Intensywnie angażujemy się w energetykę nuklearną. Nie byłem jej gorącym zwolennikiem, ponieważ nie akceptowałem ryzyka i zagrożenia, jednak progres, jaki osiągnęli w sferze energetyki nuklearnej, jest niebywały, a postęp w kwestii bezpieczeństwa jest zdumiewający — oznajmił Trump w Davos.
Czytaj też: Pierwsze tego typu Davos. Globalna społeczność wyczekuje trzech przełomowych decyzji [ANALIZA]
— Jesteśmy żywo zainteresowani energią atomową i obecnie możemy ją pozyskać po korzystnych stawkach i w sposób bardzo, bardzo bezpieczny — dodał.
Wkrótce potem ponowił swoją regularną krytykę energetyki „ekologicznej”, a przede wszystkim wiatrowej. — Podobnie jak w Europie, zaobserwowaliśmy, że radykalna lewica usiłowała narzucić podobny los Ameryce. Niemcy wytwarzają obecnie o 22 proc. mniej energii elektrycznej niż w 2017 r. To nie jest wina obecnego kanclerza, on rozwiązuje problem — stwierdził Donald Trump.
Tu nawet lekko umniejszył rozmiar spadku, ponieważ w 2017 r. niemieckie elektrownie wyprodukowały 650 TWh energii elektrycznej (w tym OZE 38 proc.), a w 2025 r. 499 TWh (w tym OZE 59 proc.), co oznacza spadek o 23 procent.
Czytaj też: Sektor OZE krytykuje reformy rządowe. Nowy koncept transformacji energetycznej stawia na gaz i atom
Trump skrytykował także energetykę w Wielkiej Brytanii. — Zależy mi, żeby Europa się rozwijała — zaakcentował Trump. Krytykuje również Brytyjczyków za to, że nie realizują odwiertów ropy naftowej i gazu ziemnego na Morzu Północnym.
— Zależy mi, zależy mi, żeby Europie się poszczęściło. Chcę, żeby Wielka Brytania prosperowała. Siedzą na jednym z najobfitszych zasobów energetycznych na świecie, a z niego nie czerpią — oburzał się w Davos.
Wiatraki „to porażka”
— Wiatraki są wszechobecne w Europie. I to jest klęska. Zauważyłem, że im większa ilość wiatraków w danym państwie, tym bardziej ten kraj traci i słabiej funkcjonuje — powiedział Trump. Przekonywał, że Chiny produkują „niemal wszystkie wiatraki”, „a ja nie zdołałem zlokalizować choćby jednej farmy wiatrowej w Chinach”. — Chiny są bardzo sprytne. Wytwarzają te wiatraki i sprzedają je naiwnym ludziom. Ale ich nie wykorzystują — twierdzi Trump.
W tym miejscu słowa prezydenta w znacznym stopniu rozmijają się z prawdą. Nie chodzi o to, że OZE dostarczyło tanią energię, ponieważ Europa ma ją aktualnie najdroższą na świecie, aczkolwiek jest to spowodowane cenami gazu, a nie wiatrakami. Jeśli jednak chodzi o Chiny to niewątpliwie, najwięcej energii elektrycznej wytwarzają z węgla kamiennego i stanowiło to w ubiegłym roku około 56 proc. miksu energetycznego (około 5800 TWh). Na drugim miejscu uplasowała się energia wodna z udziałem 14-procentowym (1400 TWh), lecz na trzecim jednak wiatraki z 13 proc. (1300 TWh). Znaczący udział ma również fotowoltaika — 12 proc. (1200 TWh). Atom to zaledwie 5 proc. (500 TWh) a gaz 4 proc. (400 TWh).
Co więcej, jeśli chodzi o wytwarzanie turbin wiatrowych to rzeczywiście, w czołowej dziesiątce najpotężniejszych wytwórców na świecie pierwsze cztery pozycje zajmują firmy chińskie. Ale zaraz za nimi znajdują się: duński Vestas (będzie produkować również w Polsce) i hiszpańsko-niemiecka Siemens Gamesa. W czołowej dziesiątce są jeszcze dwie inne niemieckie firmy: Nordex i Enercon. A amerykańska jest tylko jedna (GE Vernova). Być może świadomość tego, jakie wiatraki stawia się w USA, wpłynęła na wiedzę Donalda Trumpa i sądził, że tak jest też w Europie.
Nie „wiatraki”, a „fotowoltaika”
W Europie chińskie wiatraki to marginalna część rynku, aczkolwiek europejscy producenci z mozołem znoszą konkurencję cenową — zobacz: problemy Siemens Gamesa. Za to w fotowoltaice chińskie produkty dominują z udziałem powyżej 90-procentowym w Europie, a w mikroinstalacjach w Polsce — niemal 100-procentowym. Gdyby ktoś zamienił słowo „wiatraki” na „fotowoltaikę” w wystąpieniu Donalda Trumpa, to byłoby ono już całkiem zbliżone do prawdy.
Z drugiej strony, jak donosił niedawno „The Financial Times” przytłaczająca większość z 439 projektów jednostek energetycznych konstruowanych w Chinach to elektrownie węglowe. Ma być ich 104, spośród których w bieżącym roku uruchomionych zostanie 85. Twierdzenie Trumpa, że Chińczycy kładą zasadniczy nacisk na energię inną niż ekologiczna, ma zatem już uzasadnienie.
W Państwie Środka powstaje aktualnie 212 GW mocy węglowych z 256 GW łącznej nowej mocy w budowie w energetyce — przekazał „FT”. W 2026 r. Chiny planują uruchomienie 85 bloków węglowych, co da 55 GW nowych mocy z 63 GW nowych elektrowni węglowych łącznie na całym globie — według danych Global Energy Monitor. Bez podatku ETS ta energia ewidentnie traktowana jest jako najtańsza i najszybsza pod względem rozbudowy mocy. Tak dużej liczby bloków węglowych w Chinach nie budowano od 2016 r. — podał „FT”. Rywalizacja o tanią energię dla centrów obliczeniowych sztucznej inteligencji trwa i poza Europą nie wygrywają jej wiatraki.
Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
