Szybszy zysk, wyższe oszczędności: prawdziwe koszty i korzyści inwestycji solarnej

Energia słoneczna stała się jednym z fundamentów polskiej przemiany energetycznej. Jej wkład w całkowitej wytwórczości energii elektrycznej w państwie wzrósł z 0,4 proc. w 2019 r. do przeszło 23,3 proc. w 2023 r. Pomimo tego, spora część z nas wciąż waha się przed inwestycją w panele, z uwagi na odległy czas zwrotu kosztów i inne legendy, jakie wokół nich się nagromadziły.

Szybszy zwrot, większe oszczędności: jak naprawdę wygląda inwestycja w fotowoltaikę
Szybszy zwrot, większe oszczędności: jak naprawdę wygląda inwestycja w fotowoltaikę | Foto: Halfpoint / Getty Images

W sondażu towarzyszącemu raportowi „Portret Energetyczny Polaków, który opracował serwis Business Insider wraz z Polską Grupą Energetyczną, blisko połowa pytanych zaznaczyła, że zasadniczą przeszkodą powstrzymującą ich przed inwestowaniem w fotowoltaikę są spore wydatki początkowe oraz zbyt wydłużony okres amortyzacji. Natomiast tego rodzaju przekonanie mogło znajdować odzwierciedlenie w rzeczywistości parę lat wstecz, gdy instalacje były kosztowne, a energia elektryczna względnie tania. Obecnie sytuacja wygląda inaczej. Ceny energii elektrycznej wzrastają z roku na rok, natomiast koszt paneli zredukował się o ponad połowę.

Czytaj też: Energetyczna rewolucja Polaków: tempo zmian, wyzwania i scenariusze przyszłości

Fotowoltaika tanieje, oszczędności rosną

Standardowa instalacja o mocy pięciu kilowatów wynosi obecnie około 25-30 tys. zł, lecz dzięki subsydiom i preferencjom podatkowym faktyczny wydatek bywa o wiele niższy. W zamian zyskujemy rocznie od czterech do pięciu megawatogodzin energii — to ilość, która umożliwia przeciętnej familii pokryć większą część domowego zużycia. A zatem, przy aktualnych cenach energii, oznacza to redukcję wydatków rzędu 5-6 tys. zł rocznie, a więc amortyzacja inwestycji następuje po blisko 6-7 latach. Po upływie tego czasu panele zaczynają naprawdę przynosić zyski, a każdy kolejny rok działania to czysty zysk.

Należy zaznaczyć, że im większe jest nasze bieżące zapotrzebowanie na prąd, tym szybciej instalacja się zwraca. Posiadacze zasobników energii są w stanie podnieść zużycie energii wytwarzanej przez ich własną instalację nawet dwukrotnie, co oznacza, że więcej energii zostaje spożytkowane w domu, a mniejsza część trafia do sieci. Dla takich użytkowników czas zwrotu skraca się nawet do pięciu lat. W sytuacji, gdy wydatki na energię produkowaną z węgla i gazu wzrastają z powodu cen surowców i opłat za emisje CO₂, inwestycje w odnawialne źródła energii stają się coraz bardziej rentowne.

Nie zapominajmy też, że po wprowadzeniu nowego modelu rozliczeń zmienił się jedynie system ewidencji energii, a nie efekt ekonomiczny. Rynek nie spowolnił. Wręcz przeciwnie, liczba mikroinstalacji w Polsce wzrasta w rekordowym tempie — na koniec 2024 r. w Polsce funkcjonowało przeszło 1,54 mln mikroinstalacji OZE, a ich całkowita moc wynosiła niemal 12,75 GW. Zdecydowaną większość stanowią instalacje fotowoltaiczne.

Co oznacza nowy model rozliczeń?

Od 1 kwietnia 2022 r. wszedł w życie nowy system rozliczeń — net-billing. Dla większości prosumentów — czyli osób, które jednocześnie produkują i konsumują energię — oznacza on, że nadwyżki prądu trafiają do sieci, ale nie są zbywane w taki sposób, jak wyobraża to sobie wielu posiadaczy paneli. Ich wartość jest wyliczana po średniej miesięcznej cenie z Rynku Dnia Następnego, to jest giełdy, na której ustalane są hurtowe ceny energii w Polsce. Kwota ta zostaje zapisana na wirtualnym koncie prosumenckim, prowadzonym przez sprzedawcę energii. Nagromadzone środki można wykorzystać w celu obniżenia przyszłych rachunków, ale nie zostaną one nigdy przelane na rachunek bankowy. W praktyce prosument nie sprzedaje energii, a jedynie uczestniczy w rozliczeniu na zasadzie „oddaj i odbierz” — przekazuje nadwyżki do sieci, a później z nich korzysta, gdy słońce nie świeci.

Niestety, w okresach największej produkcji — latem, w godzinach południowych — sieć bywa obciążona. W momentach, gdy tysiące instalacji jednocześnie oddają prąd, operatorzy zmuszeni są czasami tymczasowo odłączać prosumentów od odbioru nadwyżek, aby zapobiec przegrzaniu lokalnych transformatorów. Oznacza to, że w najbardziej słoneczne dni, gdy panele wytwarzają rekordowe ilości energii, część prądu po prostu się traci.

Rentowność całego przedsięwzięcia jest zależna od poziomu zużycia energii na własne potrzeby. Przeciętny poziom autokonsumpcji w Polsce wynosi około 25 proc., lecz jeśli zainwestujemy we własny zasobnik energii, będziemy wówczas mogli przechować w nim prąd z dnia i wykorzystać go wieczorem lub w pochmurne dni, zamiast przekazywać go do sieci.

System net-billingu można więc porównać do konta oszczędnościowego na prąd. Wpłacasz energię, gdy masz jej za dużo, a potem „wypłacasz”, gdy jej potrzebujesz. Jest to raczej rozsądny model oszczędzania, a nie sposób na zarabianie.

Nieuzasadnione obawy barierą inwestycyjną

Z ekonomicznego punktu widzenia instalacja fotowoltaiczna staje się więc coraz bardziej opłacalna, jednak pozostają jeszcze kwestie psychologiczne. Ankietowani biorący udział w badaniu jako jeden z głównych lęków związanych z instalacją wskazywali ryzyko pożaru. Czy słusznie?

Eksperci odpowiadają wprost — fotowoltaika to po prostu instalacja elektryczna, która — jak każda instalacja — wymaga dobrze przygotowanego projektu, solidnego montażu i inspekcji. Jeśli dochodzi do pożaru, to przeważnie przyczyną jest wadliwe złącze, okablowanie lub zabezpieczenie. Zagadnienie to przeanalizował brytyjski Building Research Establishment i doszedł do wniosku, że pożary związane z fotowoltaiką stanowią niewielki odsetek wszystkich instalacji, a typową przyczyną jest błąd wykonawczy, a nie sam panel. Podobne dane publikuje SolarPower Europe, czołowe stowarzyszenie europejskiego sektora fotowoltaicznego: ogień wywołany przez fotowoltaikę to marginalna część pożarów budynków. Warto zatem zadbać o certyfikowany montaż i serwis oraz o profilaktykę.

Należy pamiętać, że jeśli instalacja jest projektowana przez uprawnionego wykonawcę, używa certyfikowanych podzespołów, a przewody są prowadzone zgodnie z normami, zaś właściciel dba o regularne przeprowadzanie okresowych przeglądów — tak samo jak np. w przypadku instalacji gazowej czy wentylacyjnej — to ryzyko pożaru będzie znikome.

Eksperci podkreślają także, że nowoczesne urządzenia mają wbudowane zabezpieczenia: wykrywają zwarcia, przepięcia, a nawet tzw. łuk elektryczny i odłączają obwód. To standard w sprzęcie oferowanym w ostatnich latach. Tak więc, decydując się na panele fotowoltaiczne, zadbajmy o to, aby montowała je certyfikowana firma, która oferuje markowe moduły, okablowanie, zabezpieczenia oraz falownik. Pamiętajmy również, aby dokonać odbioru instalacji z listą punktów do odhaczenia: ciągłość uziemienia, zgodność złącz, trasy kablowe, zabezpieczenia nadprądowe/pożarowe. Koniecznie pilnujmy też corocznych przeglądów i szybko reagujmy na ostrzeżenia z aplikacji falownika, ponieważ większość z nich sama zgłasza anomalie.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *