Karol Nawrocki odrzuca unijny plan SAFE. Aby wyjaśnić obywatelom swoją decyzję, prezydent nagrał siedmiominutowe przemówienie. Analizujemy, na ile jego argumentacja zgadza się z treścią zapisów dotyczących SAFE oraz opiniami ekspertów.

Prezydent Nawrocki zawetował projekt ustawy o SAFE, mimo zapewnień rządu, że zamierza ubiegać się o te fundusze. Uważnie przeanalizowaliśmy wystąpienie prezydenta w tej kwestii. Badamy, ile zawiera faktów, a ile tez oraz wizji politycznej.
Prezydent twierdzi, że SAFE przypomina kredyt we frankach. To błędne stwierdzenie
Karol Nawrocki utrzymuje, że koszt oprocentowania programu SAFE może sięgnąć nawet 180 mld zł. Prezydent poszedł jednak krok dalej. Stwierdził, że Polacy będą musieli zwrócić „dwukrotność wartości otrzymanego finansowania”. Jego zdaniem, „zachodnie banki i instytucje finansowe” na tym zarobią. Przyrównał SAFE do kredytów frankowych, gdzie „wszystko miało być bezpieczne”, co ostatecznie wywołało poważne problemy i kryzys.
Prezydent słusznie zauważa, że pożyczki trzeba będzie spłacić. Jednak zestawianie SAFE z kredytami frankowymi jest już bezpodstawne. Przede wszystkim, państwo dysponuje innymi możliwościami finansowymi niż osoby, które zaciągały kredyty frankowe na zakup mieszkań. Jak objaśniali analitycy Citi Handlowego, SAFE jest podobny do programów kredytowych, z których już korzystamy, np. w ramach KPO.
Wygląda na to, że prezydent dąży do stworzenia obrazu zachodnich instytucji, które chcą wykorzystać polskiego podatnika w celu osiągnięcia zysku. Ta teza nie znajduje odzwierciedlenia w faktach.
Ideą programu jest umożliwienie krajom takim jak Polska zaciągania pożyczek na korzystniejszych, „unijnych” warunkach, niż gdyby robiły to samodzielnie. Dlatego też Niemcy nie przystąpiły do programu. Z uwagi na siłę swojej gospodarki, kraj ten może pozyskiwać środki na rynkach po niższych kosztach niż Bruksela. Gdyby celem SAFE były zyski dla banków lub instytucji finansowych, to ten program by nie istniał. A państwa słabiej rozwinięte w UE musiałyby pożyczać pieniądze drożej, co przyniosłoby korzyści bankom.
Dalsza część tekstu pod materiałem wideo
Nie uciekniemy od wyższej składki zdrowotnej bądź wyższych podatków – Łukasz Kozłowski w Onet Rano Finansowo
„Główną zaletą SAFE są jego dogodne warunki finansowe. Koszt pożyczek SAFE będzie porównywalny z kosztem, po jakim Komisja Europejska pożycza pieniądze na rynkach finansowych, co w przypadku obligacji dziesięcioletnich przekłada się na różnicę niemal 60 punktów bazowych poniżej oprocentowania polskich obligacji w tej samej walucie” – zaznaczali eksperci z Citi.
„Osoba pełnoletnia będzie spłacać zadłużenie przez całe życie zawodowe”. Jest w tym sporo racji, ale i wiele manipulacji
Eksperci podkreślają, że SAFE jest programem pożyczkowym, a nie dotacyjnym. Zatem Karol Nawrocki ma rację, mówiąc, że będziemy musieli spłacać te zobowiązania. Kwota 180 mld zł odsetek robi wrażenie, podobnie jak słowa o osiemnastolatku wywołują silne emocje.
Jednak w rzeczywistości trudno przewidzieć, jak wysokie będą odsetki i jaka będzie ich ostateczna wartość. Warunki spłaty są zasadniczo dla Polski bardzo korzystne, obejmując np. 10-letnią karencję, 45-letni okres spłaty i niski procent. Trudno stwierdzić, czy kwota do spłaty osiągnie 180 mld zł, biorąc pod uwagę zmienne oprocentowanie. Nawet te 180 mld zł nie jest kwotą astronomiczną w porównaniu z naszym długiem publicznym, który już obecnie wynosi ok. dwa biliony zł.
Prezydent nie wspomniał, że zamawiając uzbrojenie np. z Korei Płd., rząd PiS również negocjował kredyty. Prawdopodobnie miały one gorsze warunki, a z pewnością były mniej transparentne niż SAFE. Pożyczki zaciągamy także na zakup broni ze Stanów Zjednoczonych.
„Przedstawiłem alternatywę”. Prezydent ma rację, ale jest to alternatywa o charakterze politycznym
W swoim wystąpieniu prezydent odniósł się do swojego pomysłu, czyli tzw. SAFE 0 proc. Głowa państwa nazywa ten program „alternatywą” dla unijnego SAFE. Jednak wiele kwestii dotyczących tego projektu pozostaje niejasnych. Dodatkowo, jak wynika z projektu w tej sprawie, nowy fundusz miałby pochodzić nie tylko z NBP, ale również być finansowany ze środków pochodzących z kredytów, pożyczek, emisji obligacji oraz innych źródeł finansowania.
Zobacz: Karol Nawrocki odsłania karty. Jest projekt „SAFE zero”
Dlatego wielu postrzega tę propozycję bardziej jako alternatywę polityczną, a nie jako realny plan finansowania zbrojeń. Minister Domański uważa, że cały program SAFE 0 proc. jest jedynie uzasadnieniem prezydenta dla weta.
„Bruksela może wstrzymać finansowanie”. Obawy prezydenta mogą być w tym przypadku uzasadnione
Prezydent wyraził obawę, że urzędnicy KE mogą w pewnym momencie zawiesić wypłatę środków z SAFE dla Polski. Jest to częsta obawa wśród prawicy. Politycy PiS i innych ugrupowań obawiają się, że Bruksela może wywierać polityczną presję na ich przyszły rząd, jeśli wrócą do władzy. Teoretycznie Bruksela ma takie możliwości, co pokazała sytuacja z wstrzymywaniem funduszy KPO dla Polski.
To wszystko ma charakter teoretyczny. Politycy prawicy zakładają, że powrócą do władzy, będą prowadzić politykę wywołującą niezadowolenie w KE i że Bruksela będzie chciała ich za to ukarać. Rzecz jasna, to nie musi się wydarzyć, choćby dlatego, że partie prawicowe zyskują na znaczeniu w krajach takich jak Francja czy Niemcy. Przyszłe władze instytucji UE mogą być sojusznikami politycznymi ewentualnego rządu PiS, a nie jego zagorzałymi wrogami.
SAFE może być niezgodny z Konstytucją? W tym przypadku wypowiedzi prezydenta są niejasne
Słowa z wystąpienia są mocne – prezydent Karol Nawrocki sugeruje, że program… ogranicza kontrolę Polski nad jej siłami zbrojnymi, co może być niezgodne z ustawą zasadniczą. Trudno to uzasadnić. Każda pożyczka w pewnym stopniu ogranicza swobodę działania pożyczkobiorcy i wiąże go zobowiązaniami. Ale to samo można powiedzieć o pożyczkach na zbrojenia z USA czy Korei.
Inną kwestią jest to, że alternatywny, „prezydencki” projekt SAFE 0 proc. również budzi obawy o zgodność z Konstytucją.
Co ciekawe, w wystąpieniu nie pojawił się popularny do niedawna argument, że na SAFE skorzystają głównie niemieckie firmy zbrojeniowe. Być może doradcy prezydenta przemyśleli to i doszli do wniosku, że takie obawy były nieuzasadnione.
Autor: Mateusz Madejski, dziennikarz Business Insider Polska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
