Wskutek konfliktu na Bliskim Wschodzie i wywołanego nim załamania, kontynent europejski może analizować opcję powiększenia krajowej produkcji ropy naftowej i gazu ziemnego. Nie będzie to jednak łatwe zadanie.
Czy brytyjska Partia Pracy pożałuje swojego nastawienia proekologicznego? Takie ostrzeżenie pod adresem aktualnie rządzących laburzystów wystosowała właśnie Sharon Graham, sekretarz generalna Unite — jednego z najliczniejszych związków zawodowych w Wielkiej Brytanii.
Jak informują media znad Tamizy, aktywistka oznajmiła, że partia „odczuje” w majowych wyborach lokalnych brak akceptacji dla podniesienia poziomu wydobycia ropy i gazu na Morzu Północnym. Nieprzychylny temu jest minister ds. energii w gabinecie Keira Starmera, Ed Milliband, orędownik idei neutralności klimatycznej.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Czy stać nas na zieloną transformację? | Onet Rano Finansowo
Czytaj też: Tych technologii pilnie potrzebujemy. Bez nich ochrona klimatu jest niemożliwa
Kryzys paliwowy wynikający z wojny w Iranie zwiększa jednak presję na polityka, a oprócz bezpieczeństwa energetycznego, stronnicy intensywniejszego wykorzystania zasobów wspominają również o tworzeniu nowych etatów. Największa kontrowersja dotyczy zgody na eksploatację złoża Jackdaw, usytuowanego niedaleko wybrzeża angielskiego.
Po zielonym świetle od poprzedniego rządu konserwatywnego, została ona zablokowana przez sąd, który zarządził konieczność wykonania ponownej oceny oddziaływania na środowisko. Pomimo obietnic brytyjskiej lewicy przed wyborami w 2024 r. o wstrzymaniu wydawania nowych pozwoleń, sprawa pozostaje otwarta i niepewna. Eskalacja konfliktu zbrojnego i zwyżka cen energii wywierają dzisiaj coraz większy nacisk na Labour i samego Millibanda.
Pozyskiwanie ropy i gazu w Europie. Prym wiedzie północ
Zgodnie z danymi Energy Institute, w 2024 r. w Europie — razem z Wielką Brytanią, Norwegią i Ukrainą — wydobyto 197,5 mld metrów sześciennych gazu naturalnego. Rok wcześniej było to 203,9 mld m sześc., a w 2014 r. 265,1 mld m sześc. W ciągu 10 lat krajowa produkcja zmalała o 2,9 proc. Jeśli chodzi o ropę, w 2024 r. wydobycie wyniosło 2 999 tys. baryłek dziennie, a w 2023 r. 3 299 tys. W 2014 r. liczba baryłek pozyskiwanych dziennie była co prawda wyższa niż dziewięć lat później, lecz niższa niż w 2024 r. — wynosiła 3460 tys. Dziesięcioletni spadek produkcji sięgnął 7,1 proc.
| Rok | Wydobycie gazu ziemnego w Europie (mld m sześc.) |
|---|---|
| 2014 | 265,1 |
| 2023 | 203,9 |
| 2024 | 197,5 |
Jednocześnie, jak informuje Eurostat, wskaźnik zależności UE od importu — innymi słowy, udział surowca sprowadzanego z zagranicy — w przypadku gazu w 2024 r. oszacowano na 85,6 proc. W odniesieniu do ropy i produktów ropopochodnych, zależność importowa wyniosła 94,8 proc. Lokalne pozyskiwanie i przetwarzanie obu paliw nie przekracza zatem kilkunastu i zaledwie kilku procent.
| Rok | Wydobycie ropy naftowej w Europie (tys. baryłek dziennie) |
|---|---|
| 2014 | 3460 |
| 2023 | 3299 |
| 2024 | 2999 |
Które europejskie kraje przodują w produkcji tych surowców? Dane Energy Institute wskazują, że w 2024 r. najwięcej, bo 113,2 mld metrów sześc. gazu ziemnego, wydobyła Norwegia. Drugą lokatę zajęła Wielka Brytania, z produkcją na poziomie 30,7 mld m sześc., a trzecią Ukraina, gdzie pozyskanie gazu osiągnęło 18,1 mld m sześc. Na czwartym miejscu uplasowała się Rumunia z wydobyciem rzędu 9 mld metrów sześc. Pierwszą piątkę z rezultatem 8,1 mld metrów sześc. zamknęła natomiast Holandia. Według Eurostatu w UE w 2024 r. największym producentem była Rumunia.

Dwie pierwsze pozycje w czołowej piątce powtarzają się także w przypadku europejskiego wydobycia ropy. Najbardziej aktualne dane Energy Institute za 2024 r. wskazują Norwegię z produkcją na poziomie 1833 tys. baryłek dziennie, następnie Wielką Brytanię, gdzie było to 653 tys. baryłek, a potem Włochy, wydobywające 93 tys. baryłek dziennie. Na dalszych lokatach ex aequo znalazły się Rumunia i Dania z wydobyciem 60 tys. baryłek dziennie.

Pozyskiwanie ropy i gazu. Wojna jako moment przełomowy?
Wydobycie, mimo iż maleje, jest naturalnie krytykowane z uwagi na szkodliwy wpływ spalania tych surowców na klimat. Organizacja Oil Change International, której celem jest „ujawnianie rzeczywistych kosztów paliw kopalnych”, w raporcie z marca 2024 r. zwraca uwagę na historyczną odpowiedzialność pięciu państw obszaru Morza Północnego (Norwegii, Wielkiej Brytanii, Holandii, Danii i Niemiec), które razem mogłyby stanowić siódmego największego producenta ropy i gazu na świecie. Ich łączny wpływ na globalne ocieplenie ma być trzykrotnie większy niż 47 najmniej rozwiniętych krajów razem wziętych. Aktywiści krytykują także przedstawianie się tych państw jako liderów działań na rzecz klimatu i zielonej transformacji.
Czy wojna w Zatoce Perskiej i spowodowany nią kryzys okażą się momentem zwrotnym w europejskim postrzeganiu własnej produkcji ropy i gazu, a argumenty klimatyczne i środowiskowe ustąpią przed dążeniem do większej niezależności od importu? Agata Łoskot-Strachota, koordynatorka projektu Energia w Europie w Ośrodku Studiów Wschodnich, twierdzi, że kryzys nakłania do rozważenia „wszystkich możliwych rozwiązań”.
— Pokazały to już skutki poprzedniego kryzysu energetycznego po wybuchu wojny na Ukrainie. Europa uświadomiła sobie znaczenie bezpieczeństwa dostaw surowców, ale także ponoszonych z tego tytułu kosztów, dlatego rozpoczęto starania o zmniejszenie zależności od węglowodorów w ogóle, jak i o dywersyfikację oraz rezygnację z importu z Rosji. Dziś jednak coraz głośniej mówi się o nowych zależnościach od importu LNG z USA, a punktowo, w przypadku niektórych państw, także od dostaw z Zatoki Perskiej (Kataru). Wojna jedynie wzmacnia obawy o nadmierny charakter tych zależności i ich konsekwencje. Debata o powrocie do podniesionego wydobycia własnego jako — oprócz rozwijania np. czystych źródeł energii — panaceum zapewne będzie się zatem intensyfikować — prognozuje ekspertka.
Pozyskiwanie ropy i gazu. Gdzie notowano spadki, a gdzie wzrosty
W gronie państw, które analizowały albo rozważają zwiększenie eksploatacji własnych zasobów ropy i gazu, Agata Łoskot-Strachota wymienia Danię i Holandię, jak również nienależącą do UE Wielką Brytanię, której relacje z USA za prezydentury Donalda Trumpa również stają się coraz bardziej napięte.
— W ostatnich dekadach Brytyjczycy znacznie zredukowali własne wydobycie i w dużym stopniu są dziś zależni od importu m.in. ze Stanów. Rodzi to pytania o możliwe koszty, w tym o charakterze strategiczno-politycznym, i w takim kontekście oraz przy malejących alternatywach dla innych dostaw, własne wydobycie posiada swoje atuty — twierdzi.
Tendencja ograniczania wydobycia ze złóż ropy i gazu w Europie dotyczyła przede wszystkim regionu Morza Północnego, czyli właśnie Wielkiej Brytanii, Holandii i państw skandynawskich z Norwegią.

— Nie wszędzie jednak wyglądało to tak samo. Pozyskiwanie gazu wzrosło w ostatnich latach na Morzu Czarnym, gdzie złoża na własnych wodach eksploatuje Rumunia, będąca obecnie de facto największym producentem gazu w UE. Prace poszukiwawcze prowadzono także w Bułgarii, produkcję na szelfie czarnomorskim rozwija Turcja, a gdyby nie wojna, z własnych złóż w tym samym akwenie w większym stopniu korzystałaby również Ukraina — mówi Łoskot-Strachota. Wydobycie jest również prowadzone we wschodniej części Morza Śródziemnego niedaleko Cypru.
Pozyskiwanie ropy i gazu. „W Europie niektóre inwestycje są trudniejsze”
Trend ograniczania wydobycia ropy i gazu w Europie był potęgowany nie tylko przez kurs na neutralność klimatyczną, w którym paliwa kopalne mają być stopniowo eliminowane, ale także przez powiązane z nim restrykcyjne obostrzenia środowiskowe.
— W Europie niektóre inwestycje są zwyczajnie trudniejsze i droższe w realizacji, ponieważ dużą wagę przykładamy do jakości środowiska i jego wpływu na nasze życie. Rezygnację z eksploatacji złóż Groningen w Holandii uzasadniano np. podwyższonym ryzykiem trzęsień ziemi, które zagrażałyby lokalnym społecznościom (po wybuchu wojny w marcu tego roku holenderska prawicowa partia JA21 opowiedziała się za utrzymaniem Groningen jako strategicznej rezerwy zamiast definitywnego zamknięcia „raz na zawsze” — przyp. red.) — zaznacza ekspertka. Jak dodaje, również tutaj nie są wykluczone próby pewnego rozluźnienia przepisów, wpisujące się w szerszą tendencję rewizji całej polityki klimatyczno-środowiskowej w imię konkurencyjności.
— Przykładem jest rozporządzenie metanowe, które nakłada pewne wymogi m.in na import ropy i gazu, tak żeby minimalizować ilość emisji metanu związanych z wydobyciem czy transportem sprowadzanego surowca. Rząd Friedricha Merza w Niemczech już dzisiaj wspomina o tym, że w obecnej wersji i w kontekście międzynarodowym regulacje te podnoszą koszty importu LNG i utrudniają podpisywanie nowych kontraktów. Ponadto w Niemczech, jak bumerang, powróciła dyskusja o gazie łupkowym i szczelinowaniu hydraulicznym, jednak nie wydaje się, by istniała tu przestrzeń do realnych zmian i działań — mówi Agata Łoskot-Strachota.

To samo dotyczy innych wymogów zrównoważonego rozwoju, czyli ESG, które dla biznesu, w tym instytucji finansowych, mają dziś mniejsze znaczenie niż jeszcze parę lat temu.
Czytaj też: Wieści o końcu ESG są przedwczesne. „Unia nie zmieniła drastycznie kursu” [WYWIAD]
„Nie da się zaspokoić wszystkich potrzeb w jednakowym stopniu”
— Po raz kolejny wraca tutaj znany trilemat, czyli potrzeba zachowania równowagi między bezpieczeństwem dostaw energii i paliw, ograniczeniem ich negatywnego wpływu na klimat i środowisko oraz zapewnieniem przy tym akceptowalnych kosztów. Niestety nie zawsze da się szybko zaspokoić wszystkie te potrzeby w jednakowym stopniu — dodaje specjalistka.
Barierą dla wydobycia mogą być także protesty społeczne, często wynikające zresztą z kwestii środowiskowych. Nasza rozmówczyni diagnozuje tutaj szerszy problem; Europa odzwyczaiła się nie tylko od pozyskiwania emisyjnych paliw kopalnych, ale od przemysłu wydobywczego w ogóle.
— Tymczasem górnictwo jest przecież niezbędne w zielonej transformacji. Unia w rozporządzeniu Critical Raw Materials Act zobowiązała się do zwiększonego pozyskiwania u siebie surowców krytycznych, wykorzystywanych w zielonych technologiach. Również tutaj chodzi o podnoszenie niezależności od importu, co wiąże się z koniecznością inwestycji, do których społecznie nie jesteśmy jeszcze w pełni gotowi. Nowe wyzwania i niepewność co do geopolitycznej stabilności wymagają jednak nowego, albo przynajmniej skorygowanego podejścia — podsumowuje ekspertka.
Pozyskiwanie ropy i gazu. „Europejski renesans jest mało prawdopodobny”
W wizję znacznego zwiększenia wydobycia ropy i gazu w Europie wątpi Leszek Wiwała, prezes Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), do której należą takie firmy jak Orlen, Shell czy Unimot.
— Europejski renesans w tej dziedzinie jest mało prawdopodobny. Pewien potencjał mają przede wszystkim Wielka Brytania i Norwegia, jednak większość nadających się do eksploatacji złóż ropy i gazu na świecie znajduje się w innych miejscach — mówi i wskazuje m.in. na USA, Kanadę, Brazylię, Wenezuelę czy Gujanę.
— Duży potencjał ma też nadal Libia, a istotnym graczem jest Kazachstan — dodaje. Nawiązując do głośnego latem ubiegłego roku odkrycia złóż ropy i gazu na polskich wodach Bałtyku niedaleko Świnoujścia, Leszek Wiwała stwierdza także, że nowe inwestycje wydobywcze byłyby zazwyczaj bardzo czasochłonne i kosztowne, a ze względu na relatywnie niewielką skalę zasobów efekt mógłby być znikomy.
Czytaj też: Ropa z Bałtyku spełni wymogi polskich rafinerii? „Nie da się opróżnić całego złoża”
„Europa ma w tym interes strategiczny”
Czy również branża naftowa dostrzega ograniczenia w dostępie do surowców, którymi się zajmuje i na których zarabia? — Europa ma strategiczny interes w odchodzeniu od paliw kopalnych — mówi prezes organizacji branżowej, zastrzegając jednocześnie, że całkowita dekarbonizacja transportu zajmie nie tyle lata, co dekady.
— Elektryfikacja zapewni nam większą niezależność. Należy też pamiętać, że ostra globalna rywalizacja dotyczy nie tylko samej ropy, ale także gotowych paliw. Mocy rafineryjnych w dieslu, benzynach silnikowych czy paliwie lotniczym nie da się łatwo zastąpić, a największe moce na świecie posiadają Amerykanie i Chińczycy — ocenia Wiwała.

Zmniejszeniu zużycia ropy i produktów ropopochodnych mogą służyć również biopaliwa. Według szefa POPiHN w krótszej perspektywie należy zwiększyć wykorzystanie tzw. biopaliw pierwszej generacji, czyli tych wytwarzanych z pełnowartościowych surowców roślinnych, takich jak kukurydza, oleje czy trzcina cukrowa.
— Europa ma obecnie nadwyżkę żywności, zatem zwiększone zużycie biopaliw pierwszej generacji nie powodowałoby zagrożeń dla bezpieczeństwa w tym obszarze. Długoterminowo trzeba jednak stawiać na biopaliwa drugiej generacji, produkowane z odpadów — twierdzi.
Biopaliwa nigdy jednak nie zaspokoją całego zapotrzebowania. Kolejną częścią dekarbonizacyjnej układanki są paliwa syntetyczne, wytwarzane np. z dwutlenku węgla wyłapywanego z atmosfery. To jednak, jak mówi Leszek Wiwała, wciąż stosunkowo wczesne, nierozwinięte i kosztowne technologie, które działają w warunkach laboratoryjnych; dlatego głównym narzędziem transformacji transportu ma być elektryfikacja.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
