Obszary górnicze wobec transformacji. Czy energia jądrowa to rozwiązanie przyszłości? [ROZMOWA]

Detroit było tak zależne od przemysłu samochodowego, że wszelki kryzys w tym sektorze wpływał na miasto. Podobne obawy dotyczą dziś polskich miast związanych z węglem od lat. Bełchatów to jeden z nich. Jednakże, prof. Łukasz Bartela z Politechniki Śląskiej dostrzega możliwość dla tego i innych miejsc. Odwołuje się tutaj do przykładów z innych krajów — od Azji po Amerykę.

Największy producent prądu w Polsce, oparta o węgiel brunatny Elektrownia Bełchatów, utrzymuje cały region, a ma działać tylko do 2036 r. Czy receptą może być transformacja od węgla do atomu?
Największy producent prądu w Polsce, oparta o węgiel brunatny Elektrownia Bełchatów, utrzymuje cały region, a ma działać tylko do 2036 r. Czy receptą może być transformacja od węgla do atomu? | Foto: Adam Smigielski / Shutterstock
  • Zdaniem prof. Barteli, droga „od węgla do atomu” to wdrożenie w życie sprawiedliwej zmiany, która zmniejsza społeczne i ekonomiczne koszty rezygnacji z węgla
  • Dziś, dodaje, w tym kierunku zmierzają m.in. USA, Chiny, Indie, Indonezja czy Korea Południowa
  • Ta oferta przemiany energetycznej, zapewnia prof. Bartela, uwzględnia również wymogi powiązane z lokalnymi źródłami wody i warunkami geologicznymi
  • Więcej wiadomości o biznesie znajdziesz na stronie Businessinsider.com.pl
| Maciej Zieliński, Adam Ziemienowicz / PAP/zdjęcia

Jakie korzyści płyną z transformacji od węgla do atomu

Sonia Sobczyk-Grygiel, Business Insider: Jest pan jednym z orędowników zmiany regionów zależnych od węgla pod nazwą „od węgla do atomu” i twórców Planu dekarbonizacji, wydanego pod koniec 2025 r. Taką rekomendację zawiera również Program polskiej energetyki jądrowej (PPEJ). Jakie argumenty przemawiają za tą ideą?

Łukasz Bartela, profesor Politechniki Śląskiej, specjalista w zakresie technologii energetycznych, badacz transformacji „od węgla do atomu”: Prowadzimy prace badawcze w tym obszarze od 2019 r. W wyniku opracowanych rekomendacji w projekcie aktualizacji PPEJ Ministerstwo Energii zmniejszyło ilość możliwych lokalizacji dla inwestycji jądrowych z 27 do jedynie czterech. W ten sposób w walce o drugą inwestycję jądrową pozostały tylko te regiony, gdzie funkcjonują elektrownie węglowe.

Kierunek „od węgla do atomu” ma spory sens. Po pierwsze pozwala ograniczyć nakłady finansowe, poprzez użycie istniejącej infrastruktury technicznej. Ale nade wszystko to realizacja w praktyce uczciwej transformacji, co minimalizuje koszty społeczne i gospodarcze.

Obecnie w tym kierunku podążają m.in. Stany Zjednoczone, Chiny, Indie, Indonezja oraz Korea Południowa, a we wszystkich tych przypadkach właśnie aspekt społeczny — przyszłość regionów górniczo-energetycznych — jest naczelnym motywem wprowadzania tej opcji.

igrafika 20251029 04
igrafika 20251029 04 | Adam Ziemienowicz / PAP/zdjęcia

W PPEJ mówi się o dużych elektrowniach jądrowych, a jaką rolę w takiej zmianie mogłyby odgrywać SMR-y?

SMR-y to bez wątpienia szansa na powszechniejsze wprowadzenie kierunku „od węgla do atomu”. Mogą być potencjalnie budowane tam, gdzie istnieją ograniczenia, jeśli chodzi o przepustowość sieci, dostępność terenu czy wody. Mają też potencjał w kwestii dekarbonizacji systemów ciepłowniczych — mogą zastępować elektrociepłownie i ciepłownie węglowe w aglomeracjach.

Dodatkowo czeka nas obniżenie mocy zainstalowanej w elektrowniach węglowych — a więc ryzyko pojawienia się braku mocy i zagrożeń dla stabilności systemu. W tej sytuacji SMR-y są atrakcyjne także dlatego, że można je wznieść szybciej niż reaktory wielkoskalowe.

Dzięki temu możliwe będzie także sprawniejsze przenoszenie pracowników z jednego miejsca do drugiego, bez długoletnich przerw w zatrudnieniu. To ważne nie tylko z perspektywy akceptacji społecznej, ale także w kontekście sygnalizowanego ryzyka braku specjalistów do obsługi krajowych elektrowni jądrowych.

Dalsza część tekstu pod zdjęciem

Łukasz Bartela, profesor Politechniki Śląskiej, ekspert do spraw technologii energetycznych, badacz transformacji "od węgla do atomu”
Łukasz Bartela, profesor Politechniki Śląskiej, ekspert do spraw technologii energetycznych, badacz transformacji "od węgla do atomu” | Materiały prasowe / Łukasz Bartela

Jeśli więc mówimy o obniżeniu mocy zainstalowanej w elektrowniach węglowych, na ile możliwa jest płynna zamiana węgla atomem? Na przykład największa w Polsce Elektrownia Bełchatów ma pracować tylko do 2036 r.

Przewidywany czas funkcjonowania wielu elektrowni węglowych w Polsce jest znacznie krótszy od czasu, jaki zabiera budowa elektrowni jądrowej — nawet optymistycznie oceniając szybkie tempo prowadzenia robót.

Co więcej, zmianie z węgla na atom może podlegać jedynie określona liczba źródeł węglowych. Wynika to z warunków lokalizacyjnych, jak również ze skali zapotrzebowania na tego rodzaju przedsięwzięcia, która w nadchodzących trzech dekadach z dużym prawdopodobieństwem nie dorówna mocy aktualnie zainstalowanej w źródłach węglowych.

Uwzględniając uwarunkowania techniczne, potrzeby lokalnych społeczności oraz zalecenia operatora systemu przesyłowego, uzasadnione jest jednak sprawdzenie wszystkich obiecujących lokalizacji węglowych pod kątem ich transformacji w stronę atomu.

W Planie dekarbonizacji zaproponowaliśmy standaryzację dla takiej oceny (tak zwane Nuclear Ready). Użycie wspólnej metodyki umożliwiłoby zmniejszenie kosztów analiz i wytypowanie lokalizacji, w których warto skupić działania przedinwestycyjne. Obejmowałoby to również dialog społeczny, kluczowy dla uzyskania zgody na rozpoczęcie inwestycji w obiekt jądrowy.

Energetyka jądrowa w Polsce ma do pokonania liczne przeszkody

A jak poważną przeszkodą są warunki geologiczne w lokalizacjach węglowych?

Stabilność podłoża i zagrożenia sejsmiczne są oceniane pod kątem bezpieczeństwa jądrowego i mogą uniemożliwić daną inwestycję. W projektach jądrowych bezpieczeństwo jest zawsze najważniejsze. Problemem jest fakt, że w otoczeniu wielu elektrowni węglowych działają kopalnie, co rodzi poważne ryzyka geotechniczne.

Jednak elektrownia jądrowa wcale nie musi stanąć dokładnie w miejscu istniejącej elektrowni węglowej. Natomiast nawet niewielkie przesunięcie miejsca inwestycji od źródła węglowego może pozwolić na zminimalizowanie ryzyk i osiągnięcie głównego celu, czyli zachowania możliwości pracy i zarobku dla społeczności, która przez dziesięciolecia pracowała na rzecz krajowej energetyki. Dla zwykłego mieszkańca mniejszym problemem będzie przecież konieczność dojazdu do miejsca pracy oddalonego od domu o 15 km na północ, zamiast na południe, niż emigracja za pracą w inny region Polski lub świata.

A co z dostępem do wody?

W elektrowni jądrowej — podobnie jak w węglowej — woda jest potrzebna przede wszystkim do schładzania kondensatora turbiny parowej. Jednostkowe zapotrzebowanie w przypadku bloków jądrowych może być nieco większe, między innymi z uwagi na inne parametry pracy obiegu, ale różnice nie są na tyle znaczne, by zasoby wodne w lokalizacjach dużych elektrowni węglowych uważać z góry za niewystarczające.

Wybrana dla pierwszej polskiej elektrowni jądrowej lokalizacja nadmorska ma tę zaletę nad lokalizacjami śródlądowymi, że pozwala używać otwarte obiegi chłodzenia i rezygnować z chłodni kominowych. Gdyby zdecydowano się na inną opcję chłodzenia, to wybór nadmorskiej lokalizacji dla pierwszej w kraju inwestycji jądrowej należałoby uznać za decyzję co najmniej dyskusyjną.

Jednak w tej chwili główny nacisk, jeśli chodzi o energetykę i inwestycje, przesuwa się na północ — to tam powstaje pierwsza elektrownia atomowa i offshore, na ile duża jest to konkurencja dla regionów węglowych?

Siła krajowej ekonomii jest wynikiem potencjałów poszczególnych regionów. Kształtowały się one wokół lokalnych specjalizacji, które — jeśli nie wynikały bezpośrednio z bogactw naturalnych — rozwijały się tam, gdzie dostępna była energia. W pobliżu kopalń rosły zatem elektrownie, a obok powstawały fabryki.

Brak działań w kierunku możliwości produkcji energii w regionach przemysłowych może więc w dalszej perspektywie prowadzić do przemieszczania się przemysłu. Następstwem byłoby powstawanie punktów lokalnej recesji. To nie jest korzystne ani dla mieszkańców południa, ani północy kraju.

Planowanie inwestycji energetycznych, niezależnie w jakiej technologii, musi uwzględniać mocne kompetencje, które przez lata wypracowano wokół energetyki węglowej. Te zasoby mogą znacząco wesprzeć rozwój szeroko rozumianego sektora jądrowego — od edukacji kadr, przez badania lokalizacyjne, projektowanie i wytwarzanie komponentów, aż po zarządzanie, obsługę i serwis. Regiony bogate w energetykę węglową są zatem jednocześnie bogate w kompetencje przydatne dla energetyki jądrowej. Pominięcie i niewykorzystanie tych atutów byłoby skrajną nieodpowiedzialnością krajowych decydentów — i właśnie takie założenie przyświeca idei zmiany „od węgla do atomu”.

Czyli grozi nam powtórka z amerykańskiego Detroit (to miasto rozwijało się i upadało wraz z przemysłem motoryzacyjnym — red.). Czy proponowana przez pana droga w ogóle się opłaca, biorąc pod uwagę to, jak kosztowne i długotrwałe są inwestycje jądrowe? Czy nie lepiej postawić na OZE i gaz jako źródło stabilizujące?

Energetyka jądrowa to ważny element budowania sensownego miksu energetycznego. Z jednej strony redukuje ryzyko wystąpienia braku mocy dyspozycyjnej, z drugiej — pozwala zredukować do minimum zużycie gazu ziemnego, który w polskich warunkach jest drogi i obarczony wysokim ryzykiem w zakresie bezpieczeństwa dostaw.

Dyskusja na temat krajowego miksu energetycznego jest niestety mocno spolaryzowana — z jednej strony mamy opinie osób, które uważają, że możemy pozyskiwać energię elektryczną w sposób nieograniczony w oparciu o własne zasoby węgla. Z drugiej strony wyrażane jest natomiast przekonanie, że technicznie jesteśmy w stanie oprzeć system wyłącznie na źródłach zależnych od pogody.

Próby wprowadzania tych dwóch skrajnych wizji są niebezpieczne, a budowa źródeł jądrowych o mocy zainstalowanej około 15 GW w perspektywie 2050 r. jest właściwym kierunkiem, w którym powinniśmy dążyć. Najważniejszym celem jest bowiem bezpieczeństwo energetyczne i konkurencyjność polskiej gospodarki.

Na koniec spytam, jakie są największe wyzwania i ryzyka dla transformacji „od węgla do atomu”?

Zdecydowanie zalecamy zainteresowanie ideą „od węgla do atomu” firmom energetycznym, które przecież poszukują nowych kierunków rozwoju.

Ich działania powinny od początku uwzględniać silne zaangażowanie strony społecznej, a naturalnymi ambasadorami koncepcji „od węgla do atomu” powinni stać się lokalni decydenci i liderzy cieszący się dużym zaufaniem.

Wyzwania pojawiają się bowiem właśnie na poziomie regionów. Powszechna akceptacja dla inwestycji jądrowej w danym regionie może zadecydować o jej powodzeniu.

Dużym sukcesem — zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak nowe jest globalne zainteresowanie drogą „od węgla do atomu” — jest już samo pojawienie się tej koncepcji w debacie publicznej oraz implementacja jej elementów do strategii państwa, czyli PPEJ. Teraz istotne jest to, by działania urzeczywistniające tę drogę podjęły także inne ministerstwa, nie tylko te odpowiedzialne za energetykę. Implementacja na wielu szczeblach będzie zaś wymagała środków finansowych.

Ostatecznie jednak powodzenie tej drogi jest ściśle uzależnione od sukcesu krajowego programu energetyki jądrowej. Każda przeszkoda na drodze jego realizacji automatycznie stanie się przeszkodą dla jej wdrożenia. Podobnie jest z ryzykami. Jeśli tylko rozwój energetyki jądrowej w Polsce przyspieszy, jestem przekonany, że koncepcja „od węgla do atomu” — jako rozwiązanie korzystne dla gospodarki — obroni się sama.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *