Konferencja poświęcona odbudowie Ukrainy, której gospodarzem miała być Polska, grozi niepowodzeniem, zamiast stać się gospodarczym sukcesem. Tymczasem, spektakularny debiut giełdowy SpaceX rozbudza nadzieje inwestorów, a spór między Orlenem a Michałem Sołowowem uwidacznia trudności w relacjach państwowo-prywatnych w Polsce. Dodatkowo, sankcja kredytu darmowego może stanowić dla banków większe wyzwanie niż dotychczasowe problemy z kredytami frankowymi. W najnowszym wydaniu podcastu Business Insidera „Biznes i Pieniądze”, Bartek Godusławski i Grzegorz Kowalczyk omawiają kluczowe kwestie ekonomiczne.
Pełna wersja odcinka jest dostępna również w Onet Audio, na platformie YouTube, Spotify oraz Apple Podcasts.
Jednym z głównych tematów dyskusji była nadchodząca Ukraine Recovery Conference, międzynarodowe forum skupione na odbudowie Ukrainy. Konferencja ta miała stanowić dla Polski szansę na pozycjonowanie się jako regionalnego lidera, bazy logistycznej oraz naturalnego partnera Kijowa na drodze ku integracji z Europą.
— To potencjalnie jedno z najważniejszych wydarzeń geopolitycznych 2026 roku, biorąc pod uwagę listę uczestników, wśród których znajdą się przywódcy G7 i liderzy kluczowych światowych mocarstw. Spodziewane jest przybycie tysięcy urzędników, ekspertów i decydentów. Co więcej, wydarzenie ma silny wymiar biznesowy, będąc platformą dla polskich i ukraińskich firm do zaprezentowania swojej działalności — zaznacza Bartek Godusławski.
Jednakże, nad konferencją pojawił się znaczący polityczny cień. Dotyczy to decyzji ukraińskich władz o nadaniu jednej z jednostek wojskowych nazwy nawiązującej do UPA. Uznano to za afront ze strony ukraińskich władz, co może negatywnie wpłynąć na atmosferę konferencji oraz relacje gospodarcze.
— Minęło już kilka tygodni od momentu, gdy ta informacja ujrzała światło dzienne, a prezydent Zełenski do tej pory nie wycofał się z tej decyzji — stwierdza Bartek Godusławski.
Grzegorz Kowalczyk podkreśla, że spór o charakterze symbolicznym może mieć bardzo konkretne reperkusje ekonomiczne. Polska jest ważnym sojusznikiem Ukrainy, jednak stosunki gospodarcze między oboma krajami już wcześniej były naznaczone napięciami, począwszy od kryzysu zbożowego po embarga na ukraiński złom, istotny dla polskich hut. Jego zdaniem, Warszawa powinna zareagować stanowczo politycznie, zachowując jednocześnie chłodną kalkulację gospodarczą.
— Faktem jest, że od dłuższego czasu toczymy szereg sporów gospodarczych z Ukrainą. Mam na myśli kryzys zbożowy, który został rozwiązany w sposób stanowczy i będzie powracał w kontekście potencjalnego dalszego zacieśniania więzi z Ukrainą. Ponadto, jak już opisywaliśmy na łamach Business Insidera, istnieje kwestia embarga na ukraiński złom, który stanowił istotny surowiec dla elektrycznych pieców polskich hut. Jest to realny problem, narastający od tego roku — komentuje Kowalczyk.
— W tle znajduje się również pogłębiająca się lub planowana integracja z Unią Europejską, co po stronie polskiej jest nieoficjalnie sygnalizowane jako coś, co może stanowić poważne utrudnienie — zauważa.
— Potrzebujemy Ukrainy. Ale Ukraina potrzebuje Polski jeszcze bardziej. Wydaje się, że ukraińskie elity powinny sobie uświadomić, że ostatecznie, gdy opadnie kurz, będziemy mieli do odegrania kluczową rolę, a wspólnie możemy osiągnąć naprawdę znaczące synergie — ocenia.
Odbudowa Ukrainy: szansa porównywalna do transformacji Polski czy ryzyko pułapki korupcyjnej?
Rozmówcy otwarcie przyznają, że Ukraina pozostaje wymagającym rynkiem, obciążonym skutkami wojny, korupcją, problemami demograficznymi i zależnością od pomocy zagranicznej. Kowalczyk postawił pytanie, czy Zachód nie przecenia potencjału tego rynku. Godusławski porównał sytuację do Polski lat 90., kiedy to kraj również był postrzegany jako ryzykowny, ale ostatecznie okazał się niezwykle opłacalny dla zachodnich inwestorów.
— My również byliśmy krajem nękanym korupcją i układami, które miały korzenie jeszcze w czasach PRL-u, a mimo to zachodnie korporacje podjęły ryzyko, zainwestowały tutaj i podejrzewam, że po ponad 30 latach są zadowolone z podjętej wówczas decyzji — mówi Godusławski.
Jego zdaniem, odbudowa Ukrainy może być nie tylko przedsięwzięciem biznesowym, ale również cywilizacyjnym projektem geopolitycznym. Im szybciej Ukraińcy doświadczą korzyści płynących z zachodniego modelu gospodarczego w codziennym życiu, tym trudniej będzie Rosji odbudowywać swoje wpływy poprzez propagandę, resentymenty i działania destabilizujące.

— Sukces ukraińskiej gospodarki będzie również sukcesem szeroko pojętej Europy Zachodniej, ponieważ gdy ludzie zobaczą ten sukces w swoich portfelach, budżetach domowych, w swoim życiu, łatwiej im będzie skierować swoją uwagę w stronę Zachodu — argumentuje.
Problem polega na tym, że biznes wymaga przewidywalności i zaufania politycznego. Jeśli relacje na najwyższym szczeblu będą napięte, inwestorzy mogą uznać ryzyko związane z wejściem na rynek ukraiński za zbyt wysokie. Godusławski ostrzegał, że konflikt o charakterze symbolicznym może rozprzestrzenić się na inne obszary współpracy.
SpaceX i giełdowa gorączka: inwestorzy kupują marzenia
Drugim omawianym tematem był planowany debiut giełdowy SpaceX. Według rozmówców, firma Elona Muska może stać się rekordzistką pod względem wartości IPO w historii, z potencjalną wyceną osiągającą astronomiczne poziomy. Mowa o pozyskaniu 75 miliardów dolarów, co sugerowałoby wycenę SpaceX na poziomie 1,75 biliona dolarów. Jest to ponad dwukrotnie więcej niż przy poprzednim rekordowym debiucie Saudi Aramco, saudyjskiego giganta naftowego.

— To pieniądze z kosmosu, i wydaje mi się, że po debiucie spółka szybko osiągnie wycenę 2 bilionów dolarów, mimo że generuje straty liczone w miliardach dolarów. Oznacza to, że ludzie nie kupują dywidend. Kupują marzenia, przyszłość, wizję — stwierdza Godusławski.
Kowalczyk zwrócił jednak uwagę, że SpaceX to nie tylko futurystyczny projekt związany z kolonizacją Marsa. Firma posiada cztery kluczowe segmenty działalności: rakiety Falcon, projekt Starship, satelitarny internet Starlink oraz przedsięwzięcia związane ze sztuczną inteligencją. Szczególnie Starlink stanowi już realny, dochodowy biznes, z którego korzystają między innymi Ukraińcy, generując około 60 proc. przychodów firmy.
— To nie jest marzenie. To jest rzeczywistość generująca znaczną część biznesu — podkreślił Kowalczyk.
Godusławski zauważył, że SpaceX cieszy się wyjątkowo stabilnym popytem, gdyż wśród kluczowych klientów znajdują się NASA, Departament Obrony USA oraz amerykańskie służby wywiadowcze. Jest to przykład rozwoju technologicznego opartego na połączeniu prywatnej wizji z zamówieniami publicznymi.
— Głównym klientem SpaceX jest NASA, ale także Departament Obrony USA i amerykański wywiad. Zapewniają oni stabilny popyt na te usługi i są kontrahentami, którzy płacą za to, co kupują — mówi.
Lekcja dla Polski: bez wsparcia państwa nie powstają wielkie technologie
Wątek SpaceX posłużył rozmówcom jako punkt wyjścia do dyskusji na temat polskiego modelu rozwoju. Kowalczyk zastanawiał się, czy sukces Muska nie dowodzi, że partnerstwo publiczno-prywatne może tworzyć globalnych liderów. W Polsce często zakłada się, że amerykańska gospodarka opiera się wyłącznie na kapitale prywatnym, jednak – jak przypomniano w audycji – wiele przełomowych technologii powstało dzięki zamówieniom i wsparciu państwa.
— Często myślimy, że amerykańska gospodarka opiera się na kapitalizmie uwzględniającym jedynie kapitał prywatny. To jednak nieprawda. Branża półprzewodników nigdy by nie powstała i nie rozwinęła skrzydeł w takim stopniu bez wsparcia Pentagonu — stwierdza Kowalczyk.
Godusławski wskazał, że w USA państwo potrafi generować popyt na nowe technologie, a następnie umożliwia firmom komercjalizację rozwiązań wypracowanych w ramach projektów publicznych. Jego zdaniem, w Polsce relacje między biznesem a państwem obciążone są podejrzliwością i brakiem zaufania.
— Mam wrażenie, że u nas między państwem a biznesem istnieje ciągły, elementarny brak zaufania. Gdy biznes wchodzi w jakąkolwiek współpracę z państwem, wszyscy szukają ukrytych motywów — ocenia.
Orlen kontra Sołowow: energia jądrowa, ambicje i trudne partnerstwo
Najbardziej polskim przykładem napięć między sektorem państwowym a kapitałem prywatnym jest spór Orlenu z Michałem Sołowowem dotyczący małych reaktorów jądrowych (SMR). Orlen, choć notowany na giełdzie, jest kontrolowany przez państwo i traktowany jako strategiczne narzędzie polityki gospodarczej. Sołowow natomiast jest najbogatszym polskim przedsiębiorcą, który zainwestował znaczący kapitał i swoje ambicje w technologię SMR.
— Orlen to państwo. Orlen to spółka strategiczna, ujęta we wszelkiego rodzaju listy i regulacje. Mimo notowań giełdowych, pozostaje pod kontrolą państwa — przypomniał Godusławski.
Zdaniem rozmówców, konflikt dotyczy skali zaangażowania, podziału zysków oraz sposobu realizacji projektu. Kowalczyk przywołał wypowiedź prezesa Orlenu, Ireneusza Fąfary, który miał podkreślić, że partner powinien czerpać zyski z samej współpracy, a nie z Orlenu. Godusławski uznał tę wypowiedź za niezwykle ostrą, zwłaszcza jak na menedżera znanego ze swojej powściągliwości.
— Z tego, co wiem o prezesie Ireneuszu Fąfarze – poznałem go ponad dziesięć lat temu, gdy pełnił funkcję prezesa Banku Gospodarstwa Krajowego, a później Orlen Lietuva – jest to zazwyczaj osoba bardzo powściągliwa, która woli mówić za mało lub nic, niż za dużo. Jest to jedna z jego najostrzejszych wypowiedzi, jaką sobie przypominam — mówi Godusławski.
Spór ma istotne znaczenie, ponieważ energetyka jądrowa może odegrać kluczową rolę w przyszłym miksie energetycznym Polski. Sołowow ostrzega przed luką w zdolnościach produkcyjnych, drogą energią elektryczną i ryzykiem utraty konkurencyjności przez przemysł. Godusławski przyznał, że choć te prognozy mogą być celowo wyostrzone w celach publicystycznych, problem jest realny.
— Jeśli nie zainwestujemy w energetykę jądrową, luka w zakresie mocy wytwórczych będzie się pogłębiać. Cena prądu wzrośnie. Wysokie ceny energii elektrycznej spowodują nie tylko niepokoje społeczne, ale przede wszystkim zniechęcą do inwestycji. Wręcz przeciwnie, firmy zaczną wycofywać się z kraju — relacjonował Godusławski argumentację Sołowowa.
Jednocześnie rozmówcy przewidywali, że konflikt prędzej czy później będzie musiał zostać rozwiązany na szczeblu politycznym. Energetyka jądrowa wymaga bowiem uzyskania zgód, certyfikacji, opracowania strategii państwowej oraz zaufania administracji. Inwestor prywatny może dysponować kapitałem i technologią, ale bez partnera publicznego przejście przez cały proces byłoby niezwykle utrudnione.
— Jestem przekonany, że na pewnym etapie nastąpi interwencja polityczna, być może ze strony premiera lub ministra. Ktoś po prostu naciśnie odpowiednie przyciski i powie: panowie, teraz siadacie i się dogadujecie — przewiduje Godusławski.
Bomba pod bankami. Czy to będzie „Franki 2.0”?
Ostatnim znaczącym tematem odcinka była sankcja kredytu darmowego, czyli mechanizm pozwalający konsumentowi na zwrot jedynie kapitału kredytu, bez odsetek i opłat, w przypadku stwierdzenia przez bank określonych błędów w umowie. Jak wyjaśnił Godusławski, zagadnienie to dotyczy nie tylko niszowych produktów, ale milionów Polaków korzystających z kredytów gotówkowych i ratalnych.
— Sankcja kredytu darmowego to mechanizm, dzięki któremu, jeśli bank popełnił błędy w umowie, w naliczaniu odsetek, w różnych obliczeniach związanych z kredytem lub w jego zapisach umownych, konsument, występując na drogę sądową i wskazując te błędy, może uzyskać zwrot kapitału bez odsetek, prowizji i innych opłat — tłumaczył.
Spór wokół projektu przygotowywanego przez UOKiK został wstrzymany na szczeblu politycznym po interwencji premiera. Rozmówcy wskazali, że prezes UOKiK ma ustawowy obowiązek chronić konsumentów, jednak sposób prowadzenia debaty – zwłaszcza określanie banków mianem „banksterki” – może być nieodpowiedni dla wysokiego urzędnika państwowego.
— Rozumiem jego walkę o prawa konsumentów. Jestem w stanie to zrozumieć. Być może popełnia w tej walce pewne błędy. Jednak używanie przez taką osobę określenia „bankster”, które jest obraźliwe dla sektora, jest nie na miejscu — ocenia Godusławski.
Potencjalna skala problemu jest ogromna. Według dziennikarzy, sankcja kredytu darmowego może stać się dla banków odpowiednikiem sporów frankowych, a nawet stanowić większe wyzwanie, z uwagi na znacznie większą liczbę kredytów konsumenckich.
— Jeśli linia orzecznicza ukształtuje się w sposób bardzo prokonsumencki, może to przerodzić się w coś na kształt „Franków 2.0”. Nawet w większym stopniu, ponieważ skala zjawiska jest znacznie większa — mówi Godusławski.
Banki, jak zauważył, tym razem starają się unikać powtórzenia błędu popełnionego w przypadku kredytów frankowych. Nie czekają pasywnie na ukształtowanie się linii orzeczniczej, lecz częściej proponują klientom ugody, aby zneutralizować problem, zanim stanie się on intratnym biznesem dla kancelarii prawnych.
— Obecnie banki od razu proponują klientom ugody w przypadku sankcji kredytu darmowego, starając się rozbroić tę bombę, zanim wszystkie kancelarie odszkodowawcze dostrzegą w tym lepszy interes niż w sprawach frankowych — informuje dziennikarz Business Insidera.
Biznes i Pieniądze. Videocast Business Insidera
Zastanawiasz się, jakie realne znaczenie mają dla Ciebie zmiany w gospodarce, finansach i biznesie? Jak wpływają na ceny, inwestycje i Twój domowy budżet? W wideocaście „Biznes i Pieniądze” Bartek Godusławski i Grzegorz Kowalczyk z Business Insider Polska co tydzień analizują najważniejsze zjawiska gospodarcze, wyjaśniając, co naprawdę oznaczają dla firm, portfeli Polaków i codziennych decyzji. Rzetelnie, jasno i praktycznie. Bądź na bieżąco.
Nowe odcinki wideocastu „Biznes i Pieniądze” emitowane są co piątek i dostępne w Onet Audio, na YouTube, Spotify oraz Apple Podcasts.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
