Czy system handlu emisjami obciąża Polskę? Szczegółowe dane z ostatnich lat

Zagadnienie systemu handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla — ETS — w związku z jego aktualnym i znaczącym wpływem na koszty energii w Europie, stało się istotnym elementem gospodarczym w polityce unijnej. Polscy odbiorcy energii odczuwają koszty systemu najmocniej, ponieważ wciąż opieramy się na elektrowniach węglowych. Zestawiliśmy, jaki był koszt tego systemu dla naszej gospodarki w minionych latach i ile z jego racji wpłynęło inwestycji. Rezultaty nie są jednoznaczne.

Polska gospodarka ponosi wysokie koszty działania systemu ETS
Polska gospodarka ponosi wysokie koszty działania systemu ETS | Foto: Adam Smigielski / Shutterstock

W ostatnich tygodniach system EU ETS w Polsce oraz w całej Unii stał się jednym z najważniejszych tematów w sferze polityki. Podczas ostatniego szczytu UE premier Donald Tusk w Brukseli postulował o zmianę reguł ETS1 i przesunięcie wprowadzenia ETS2 przynajmniej do 2030 r., argumentując to koniecznością ochrony gospodarstw domowych oraz stabilnością ekonomiczną. Druga faza ETS zmusiłaby wielu Polaków do kosztownych działań modernizacyjnych w ich domach.

Na płaszczyźnie unijnej toczy się ożywiona debata nad reformą systemu. Dziesięć krajów UE, w tym Polska, domaga się rewizji ETS1 i przedłużenia darmowych uprawnień dla przemysłu po 2034 r., argumentując, że obecny system stanowi zagrożenie dla konkurencyjności europejskiego sektora produkcyjnego oraz podnosi ryzyko wahań cen energii. Problem polega na tym, że przemysł już odczuwa negatywne skutki cen energii, na co ETS ma wyraźny wpływ. I to nie tylko w Polsce. Państwa z rozbudowaną energetyką gazową, na przykład Niemcy, także ponoszą znaczne koszty.

Jednocześnie prezes Karol Nawrocki przedstawił postulat wycofania się Polski z ETS, wskazując na wpływ systemu na ceny energii i związane z tym przenoszenie produkcji za granicę. Podobne koncepcje prezentuje Przemysław Czarnek, kandydat na premiera ze strony głównej partii opozycyjnej PiS. Od dłuższego czasu postulują to również środowiska obu Konfederacji.

Opóźnienie implementacji ETS2 do 2028 r. — wcześniej ustalone — jest przedstawiane przez rząd jako udane rokowania. Rzecz w tym, że to jedynie odroczenie w czasie. A na dotychczasowym systemie, ze względu na długotrwały proces budowy nowych zasobów energetycznych, odbiorcy energii, w tym przedsiębiorstwa, już ponoszą znaczące straty finansowe.

Ile kosztuje system ETS Polskę?

Często wspomina się o tym, ile Ministerstwo Finansów zarobiło, sprzedając swoje prawa do emisji CO2. Sumy te sięgają miliardów złotych rocznie. Jednak istnieje również druga strona tej kwestii.

Polskie przedsiębiorstwa, zwłaszcza elektrownie, muszą nabywać uprawnienia do emisji na rynku giełdowym, a koszty te przenoszą następnie na konsumentów. Co więcej, środki wydane na te uprawnienia w znaczący sposób przekraczają to, co Skarb Państwa pozyskuje ze sprzedaży własnych uprawnień.

Od 2018 r. do lutego bieżącego roku Ministerstwo Finansów sprzedało uprawnienia do emisji CO2 łącznie za 128 mld zł. W tym samym okresie polskie firmy były zmuszone zakupić te same instrumenty za 174 mld zł, przy czym są to dane niekompletne, ponieważ dla największych emitentów (PGE, Enea i Tauron) brakuje danych za czwarty kwartał 2025 r., więc kwota ta będzie znacznie wyższa.

Należy jednak uwzględnić fakt, że te środki, przekazywane do funduszy unijnych, następnie częściowo do nas wracają, na przykład w postaci KPO. O tym więcej poniżej.

Z nadwyżki zrobił się znaczący deficyt

Do 2020 r. obserwowano jeszcze nadwyżkę, to znaczy firmy energetyczne nabywały uprawnienia za mniejszą kwotę, niż Skarb Państwa uzyskiwał ze sprzedaży swoich uprawnień. W późniejszym czasie gospodarka jako całość zaczęła dopłacać.

Czytaj także: Ukryty element w opłatach za prąd. Tak działa unijny system ETS

Największa rozbieżność wystąpiła w 2024 r., kiedy to zakup certyfikatów ETS kosztował polskie przedsiębiorstwa aż 38,7 mld zł, z czego 20,3 mld zł wydała wyłącznie Grupa PGE. W tym samym roku Ministerstwo Finansów sprzedało uprawnienia za 16,6 mld zł. To oznacza, że z Polski odpłynęło w tamtym roku o 22,1 mld zł więcej, niż do niej wpłynęło.

W 2025 r. Ministerstwo Finansów sprzedało uprawnienia za 16,3 mld zł. Całościowych danych za cały rok od spółek, poza Orlenem, jeszcze nie ma. Dla PGE, Enei, Tauronu i ZE PAK zebraliśmy dane po trzech kwartałach ubiegłego roku, a dla Orlenu za cały 2025 r. To dało łączną kwotę 16,1 mld zł, czyli niemal tyle, za ile rząd sprzedał uprawnień przez cały rok.

Ogółem w ciągu ostatnich siedmiu lat suma, która opuściła Polskę z tytułu handlu uprawnieniami ETS, wyniosła blisko 46 mld złotych. Do tego należy dodać to, co największe spółki energetyczne zapłaciły w czwartym kwartale 2025 r. Gdzie trafia ta różnica? Głównie na konta unijnych funduszy. Jednocześnie te fundusze później finansują inwestycje ekologiczne i w OZE w Polsce. Są to:

  • Fundusz Modernizacyjny, który w minionym roku zebrał ze sprzedaży uprawnień 6,5 mld euro
  • Fundusz Innowacji, który zgromadził w ubiegłym roku 2,6 mld euro, z którego finansowane są m.in. inwestycje w odnawialne źródła energii
  • InnoFund RRF, który zebrał 3,8 mld euro, z którego finansowane są inwestycje z KPO w odnawialne źródła energii
  • Fundusz MS RRF (unijny Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, będący centrum NextGenerationEU) 2,5 mld euro, który służy do finansowania inwestycji środowiskowych oraz transformacji energetycznej z KPO
  • Social Climate Fund, który zebrał 3,7 mld euro i ma służyć do realizacji wypłat rekompensat dla tych, którzy w przyszłości odczują koszty ETS2.

Fundusze unijne i program „Czyste powietrze”

W związku z tym 46-miliardowym, a prawdopodobnie jeszcze wyższym, deficytem w bilansie ETS nie jest tak, że nic do nas nie wraca. Wręcz przeciwnie. Powracają konkretne, znaczące kwoty. Istnieje jeszcze trzeci etap, po pierwszych dwóch: 1. państwo zbywa uprawnienia, 2. przedsiębiorstwa nabywają uprawnienia. Ten trzeci etap to inwestycje z wspomnianych funduszy unijnych w Polsce. Spróbujmy oszacować ich wartość.

Program „Czyste powietrze” stanowi jeden z przykładów. Początkowo finansowany był jedynie ze środków funduszy spójności w ramach programu FEnIKS (Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko), z którego pochodziło dotychczas około 7,9 mld zł.

Kolejne źródła pochodzą jednak już z finansowanych z ETS, wymienionych wcześniej funduszy: KPO ok. 13,9 mld zł oraz Funduszu Modernizacyjnego 10 mld zł. Środki te były wypłacane od zeszłego roku, a ostatnie transze wpłyną w bieżącym roku. Można zatem odjąć 23,9 mld zł od wspominanych 49 mld zł. Pozostaje 25 mld zł. Dodatkowo to, co polskie elektrownie wydały w czwartym kwartale ubiegłego roku.

Ponadto z Funduszu Modernizacyjnego, który jest zasilany z ETS, wpłynęło do Polski, poza wspomnianymi wcześniej 10 mld zł, dodatkowe 8,7 mld zł. W tym z ostatnich wpływów 800 mln zł przeznaczono na biometanownię, 1 mld zł wsparcia na program „Mój elektryk” oraz 0,5 mld zł dla energochłonnych przedsiębiorstw. Całkowity budżet zatwierdzonych programów dla Polski w Funduszu Modernizacyjnym do 2030 r. wynosi 53,5 mld zł. W najnowszej transzy z 12-19 marca 2026 r. EBI, wypłacający środki z Funduszu Modernizacyjnego, zatwierdził kolejne pięć programów na kwotę 5,5 mld zł. Nasz deficyt w bilansie ETS na koniec 2025 r. zmniejsza się więc do 16 mld zł.

Dodatkowo z funduszu InnoFund RRF Polska otrzymała już prefinansowanie w ramach KPO w wysokości 5 mld euro (21 mld zł), głównie na inwestycje w farmy wiatrowe na Bałtyku, efektywność energetyczną, ekologiczny transport, inteligentne sieci i magazyny energii oraz technologie wodorowe. Z innego funduszu KPO, MS RRF, Polska otrzymała dotychczas 12,5 mld euro (54 mld zł). Łącznie z KPO jest to 75 mld zł, czyli odejmując 13,9 mld zł uwzględnionych wcześniej na program „Czyste powietrze”, pozostaje nam 61 mld zł.

Z ujemnego nasz bilans staje się dodatni o 45 mld zł. A przecież istnieje jeszcze Fundusz Innowacji.

Tutaj dofinansowanie otrzymały niedawno trzy duże projekty w Polsce: POLVOLT, HuCCSar oraz WasteLessDHS. Każdy z nich skupia się na odmiennym aspekcie dekarbonizacji – od recyklingu metali, poprzez odzysk ciepła, po wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla. Wśród dofinansowanych wcześniej inicjatyw znalazły się m.in. instalacja do produkcji zielonego wodoru w ZE PAK oraz zdekarbonizowana linia produkcyjna w Cementowni Kujawy należącej do LafargeHolcim. W sumie dotacje wyniosły 338 mln euro (1,4 mld zł według aktualnego kursu NBP).

W sumie Polska szacunkowo wychodzi ponad 46 mld zł na plusie, chociaż wszystko stanie się jasne po otrzymaniu danych ze spółek energetycznych za czwarty kwartał 2025 r. Niekoniecznie z tych inwestycji wyniknie jednak tańsza energia.

Morskie farmy wiatrowe na aukcji z 17 grudnia 2025 r. uzyskały ceny od 477 do 492 zł za MWh energii elektrycznej. Ostatnia cena prądu na TGE (TGeBase), zawyżona przecież przez konflikt irański i wysokie ceny gazu, wynosiła 384 zł za MWh, chociaż w poprzednich dniach przekraczała nawet 600 zł.

Tak czy inaczej, należy być świadomym, że znaczną część inwestycji ekologicznych i w OZE z KPO finansujemy we własnym zakresie. Unia najpierw pozyskuje środki opłacane w ETS pośrednio przez polskich odbiorców energii, a następnie zwraca je w formie dotacji na konkretne inwestycje.

Do powyższego zestawienia należy dołączyć jeszcze Social Climate Fund, który jednak gromadzi środki na rekompensaty kosztów wdrożenia ETS2. System ETS2 jeszcze nie funkcjonuje, więc pieniądze te będą potrzebne w przyszłości.

Autor: Jacek Frączyk, redaktor Business Insider Polska

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *