Władze przedstawiły definicję komponentu krajowego, określanego jako local content, oraz metody jego kalkulacji. Podmioty z udziałem Skarbu Państwa mają przestrzegać tych zasad przy wyborze wykonawców w postępowaniach przetargowych. – Koncepcja local content staje się naszym wspólnym zadaniem – oznajmił premier Donald Tusk.

Na pierwszy plan wysuną się przedsiębiorstwa energetyczne, które zostaną włączone w półroczny projekt pilotażowy.
Uroczystość rozpoczęcia projektu „Local Content. Z korzyścią dla Polski” miała miejsce w czwartek pod Toruniem, w siedzibie spółki Apator, produkującej m.in. urządzenia do zdalnego pomiaru zużycia energii elektrycznej, jak również drony. Umowę o wartości około 300 mln zł na dostarczenie przeszło 750 tys. tych urządzeń podpisała z nią firma Enea. Apator jest zatem przykładem rodzimej firmy, która czerpie korzyści z repolonizacji. Początkowo wydarzenie planowano na 2 marca w Szczecinie, ale termin został przesunięty.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Czy stać nas na zieloną transformację? | Onet Rano Finansowo
„Będziemy egzekwować te zasady”
W wydarzeniu uczestniczyli premier Donald Tusk, przedstawiciele Ministerstwa Aktywów Państwowych oraz szefowie najważniejszych spółek z udziałem Skarbu Państwa.
— Wszędzie tam, gdzie rząd RP ma wpływ — w przypadku firm z udziałem Skarbu Państwa, instytucji publicznych, przy zamówieniach będziemy wymagać przestrzegania tych reguł — mówił premier Donald Tusk podczas uroczystości.
I dodał: — Nie brakuje mi determinacji, podobnie jak ministrowi Balczunowi.
— Koncepcja local content staje się naszym wspólnym zadaniem — akcentował Tusk. Wymienił w tym kontekście nie tylko firmy z udziałem Skarbu Państwa, ale także instytucje publiczne oraz samorządy.
„Repolonizacja nosi nazwę local content”
Podkreślał, że obecnie chyba wszyscy dobrze rozumieją, że „potrzeba repolonizacji, która w tym przypadku jest określana mianem local content”, stanowi kwestię o fundamentalnym znaczeniu w dzisiejszym, niepewnym świecie, czyli suwerenność.
Zdaniem Tuska te działania mają na celu uczynienie polskiej gospodarki „nie autarkiczną, lecz suwerenną”.
Przyznał jednocześnie, że popularyzacja local content nie jest prostym procesem, ponieważ Polska jest członkiem UE. — Chcemy i będziemy przestrzegać zasad, które są fundamentem UE, ale zrobimy wszystko, co możliwe, aby Polska zawsze była pierwszym wyborem — podkreślił.
Mówił o dążeniu do rozpowszechniania podejścia, zgodnie z którym „to, co polskie, jest z założenia lepsze”. — Najpierw polskie, potem europejskie, a następnie kraje, z którymi blisko współpracujemy — wymienił. W tej trzeciej grupie wskazał m.in. USA, Koreę Południową, Japonię, Norwegię etc.
— Warto wybierać polskie, a nie zagraniczne — mówimy o tym nie tylko dlatego, że wierzymy, iż inwestowanie w polskie przedsiębiorstwa to prawdziwy motor napędowy polskiej gospodarki — podsumował szef rządu. Dodał również, że local content przyczynia się do rozwoju polskiej myśli technologicznej i bezpieczeństwa.
Rząd promuje local content, aby wzmocnić rodzime firmy, co ma skutkować wzrostem gospodarczym, umocnieniem strategicznej autonomii i bezpieczeństwa ekonomicznego Polski. Jak podkreślał Wojciech Balczun, szef Ministerstwa Aktywów Państwowych odpowiedzialnego za projekt, działania te mają szczególne znaczenie w obecnej sytuacji geopolitycznej.
Realizacji tych celów ma służyć polonizacja łańcuchów dostaw, zwłaszcza w inwestycjach prowadzonych przez firmy z udziałem Skarbu Państwa. W rezultacie ma wzrosnąć udział polskich firm w trwającej modernizacji polskiej armii, energetyki, infrastruktury oraz cyfryzacji kraju.
— W ciągu następnej dekady inwestycje w sektorze energetycznym sięgną biliona złotych, a w infrastrukturę kolejową, drogową i morską — kilkuset miliardów złotych. Podobne środki planowane są w dziedzinach obronności, cyfryzacji i IT. Naszym celem jest, aby jak największa część tych środków trafiła do polskich firm. Będzie to motor napędowy, który odmieni naszą gospodarkę na wiele lat — zaznaczył Balczun.
Jak rząd zdefiniował local content?
Zgodnie z przedstawioną definicją „komponent krajowy” to wartość produktów lub usług wytworzonych lub świadczonych przez podmiot krajowy.
Określeniu poziomu „krajowości” poszczególnych podmiotów, z którymi współpracować będą firmy z udziałem Skarbu Państwa, służyć będą kryteria zawarte w Kodeksie Dobrych Praktyk.
Kryteriom tym przypisano następujące wagi procentowe, które można interpretować jako punktację.
Waga 25 proc. dotyczy kryterium związanego z jednostką dominującą najwyższego szczebla mającą siedzibę w Polsce. Oznacza to preferencje dla rodzimego kapitału.
Identyczna waga, wynosząca 25 proc., ma być stosowana w przypadku, gdy główny profil działalności danej firmy realizowany jest na terytorium Polski.
Mniejsza waga, 15 proc., obejmie rezydencję podatkową w Polsce.
Taka sama waga, wynosząca 15 proc., będzie przyznawana za zatrudnianie ponad 50 proc. pracowników, którzy są obywatelami RP lub mieszkają w Polsce, opłacając tu podatki i składki na ZUS.
Waga 10 proc. będzie przyznawana za siedzibę w Polsce (KRS/CEIDG) i nieprzerwaną działalność przez co najmniej trzy lata.
Również 10 proc. otrzyma firma, która ponad 50 proc. rocznych przychodów generuje w Polsce.
Definicję local content opracował zespół przy MAP ds. udziału komponentu krajowego w kluczowych procesach inwestycyjnych.
Jak pisaliśmy w minionym tygodniu, narzędzia wspierające rozwój local content to definicja i metoda obliczania komponentu krajowego — GUS określi wartość krajowego wkładu w inwestycje. Oraz Kodeks dobrych praktyk, który umożliwi firmom z udziałem Skarbu Państwa wyrównanie szans krajowych firm w rywalizacji o zamówienia. Na ten pakiet składają się także kluczowe wskaźniki efektywności (KPI) — w firmach z udziałem Skarbu Państwa rady nadzorcze będą oceniać zarządy z realizacji priorytetu MAP. Ostatnim elementem jest Polityka zakupowa państwa, którą rząd zatwierdził pod koniec marca.
Najpierw pilotaż dla branży energetycznej
Realizacja projektu rozpocznie się od pilotażu w sektorze energetycznym. Będzie on polegał na tym, że zamawiający, dostawcy i poddostawcy będą wypełniać formularz dla Głównego Urzędu Statystycznego. Ujawnią w nim strukturę łańcucha dostaw w danym projekcie.
Formularz trafi do GUS po podpisaniu umowy, a kolejne formularze, dotyczące kolejnych lat realizacji kontraktu, będą składane w GUS po zakończeniu danego roku. Dzięki temu zamawiający będą mogli określić udział komponentu krajowego w swoich inwestycjach.
— Doświadczenia i wnioski z przeprowadzonego pilotażu w sektorze energetycznym będą stanowić podstawę do pełnego wdrożenia sprawozdawczości local content w innych strategicznych gałęziach gospodarki — zapowiada ministerstwo aktywów.
Wojciech Balczun tłumaczył natomiast: — Dzięki GUS będziemy wiedzieć, jaki procent rządowych inwestycji w Polsce jest faktycznie realizowany przez polskie firmy. Zachęcamy również polskie firmy prywatne do dołączenia do programu local content.

Pomimo deklaracji oraz działań rządu i spółek z udziałem Skarbu Państwa, szanse polskich firm na kontrakty w największych inwestycjach realizowanych w Polsce nadal są kwestionowane.
W niedawnym wywiadzie dla Business Insidera Wojciech Balczun zapowiedział, że ministerstwo będzie monitorować funkcjonowanie tych rozwiązań i modyfikować je w razie potrzeby.
MAP zapewnia, że nie dyskryminuje, lecz promuje
W odpowiedzi na obawy zagranicznego kapitału, minister aktywów zaznacza, że „Polska od 20 lat korzysta z wolnego handlu w Europie i na świecie i nie ma zamiaru tego kwestionować”.
— Nie dyskryminujemy, a jedynie promujemy. Wspieramy polskie firmy, ale także przedsiębiorstwa międzynarodowe, które zdecydują się mocniej zakorzenić w naszym kraju: założyć oddział, zatrudnić pracowników, utworzyć centra badawcze, współpracować z polskimi dostawcami lub reinwestować zyski w Polsce — podkreśla szef MAP.
Ministerstwo aktywów ma nadzieję, że dzięki promocji local content nastąpi odejście od modelu „kupujemy najtaniej” na rzecz podejścia „kupujemy najrozsądniej”. Zwraca uwagę, że w ten sposób do realizacji inwestycji podchodzą największe i najbardziej zaawansowane technologicznie gospodarki UE — od Niemiec i Francji po Danię — chroniąc i rozwijając swoje strategiczne sektory przemysłu.
Do repolonizacji, rozumianej jako promocja local content, nawoływał premier Donald Tusk prawie rok temu — 15 kwietnia 2025 r., podczas wiosennej edycji organizowanego przez Konfederację Lewiatan Europejskiego Forum Nowych Idei w Warszawie.
MAP podkreśla, że od tego czasu hasło to znalazło swoje odzwierciedlenie w szeregu inwestycji realizowanych z udziałem spółek Skarbu Państwa.
Jako przykład z ostatnich miesięcy ministerstwo podaje m.in. umowę podpisaną pod koniec 2025 r. przez Orlen Kolej, drugiego największego przewoźnika kolejowego w Polsce, na zakup 40 nowoczesnych lokomotyw (20 lokomotyw 304E Gama oraz 20 lokomotyw E6ACTadnb Dragon 2) wyprodukowanych przez dwie polskie firmy: Pesa i Newag. W transakcję o wartości 800 mln zł zaangażowany był również PKO Leasing.
Kolejny przykład to inwestycja Orlen Termika w największy w Europie akumulator ciepła na terenie Elektrociepłowni Żerań. Będzie on służył do ogrzania 75 tys. mieszkań w okresie zimowym. Inwestycję, która zostanie oddana do użytku jesienią 2027 r., realizuje polska firma Inżynieria Rzeszów w konsorcjum z Energy Solution.
Z kolei, jak wskazuje ministerstwo aktywów, liderem konsorcjum budującego dla Orlenu blok gazowo-parowy w Gdańsku jest polska spółka Polimex-Mostostal. 80 proc. wydatków w projekcie ma trafić na polski rynek.
Polimex-Mostostal jest także liderem konsorcjum, które dla PGE modernizuje bloki w Rybniku (inwestycja o wartości 3–4 mld zł) oraz buduje nowe bloki gazowe w Gryfinie w rejonie Dolnej Odry. Wartość inwestycji to ok. 3,7 mld zł.
Ponadto, PGE podpisała umowę z korporacją budowlaną Doraco na budowę bazy operacyjno-serwisowej w Ustce. Będzie to zaplecze obsługujące morskie farmy wiatrowe na Bałtyku.
MAP przytacza także inwestycje PGZ, która w Polsce umieszcza cały proces technologiczny związany z rozwojem produkcji amunicji kalibru 155 mm i systemów bezzałogowych.
Jako flagowy przykład local content w skali całej gospodarki ministerstwo podaje program SAFE. Wylicza, że oznacza on około 180 mld zł unijnego wsparcia dla Polski, z czego 89 proc. środków ma trafić do krajowych firm, a w łańcuchy dostaw zaangażowanych ma być około 12 tys. przedsiębiorstw.
Inny podany przykład dotyczy grupy przemysłowej Baltic, która w kontrakcie z niemiecką firmą Vensys (wiatr na lądzie) zapewniła około 80 proc. local content, nabywając materiały i komponenty od polskich dostawców. Chodzi głównie o dostawę elementów wież wiatrowych.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
