Prąd z pierwszej polskiej elektrowni jądrowej ma popłynąć w 2036 roku. Natomiast lokalizacja drugiej elektrowni ma zostać ujawniona dopiero w 2028 roku. Kulisy inwestycji jądrowych bywają jednak napięte.
Rząd przedstawił plany rozwoju energetyki jądrowej w Polsce, w tym dotyczące drugiej elektrowni. Wiele kwestii wciąż pozostaje jednak bez odpowiedzi. W Business Insiderze wysłuchaliśmy nieoficjalnych opinii osób zaangażowanych w te projekty.
W nieformalnych rozmowach pojawiają się spekulacje na temat przesunięć terminów projektowych, działań lobbingowych ze strony Stanów Zjednoczonych oraz konkurencji między tradycyjnymi elektrowniami jądrowymi a małymi reaktorami modułowymi (SMR). W tle tych dyskusji znajdują się znaczące inwestycje finansowe, relacje z kluczowymi partnerami międzynarodowymi oraz ambicje najzamożniejszych obywateli Polski.
W ubiegły piątek Ministerstwo Klimatu i Środowiska zaprezentowało założenia Programu Polskiej Energetyki Jądrowej (PPEJ) po fazie konsultacji. Jest to kluczowy dokument strategiczny określający plany państwa dotyczące rozwoju energetyki jądrowej, ze szczególnym naciskiem na drugą elektrownię jądrową (EJ2).
Zgodnie z zapowiedziami ministra Piotra Naimskiego, dokument ten ma zostać przyjęty przez rząd w lipcu, a jego publikacja przewidziana jest na najbliższe dni, po czym trafi pod obrady rządowych komisji.
Zgodnie z założeniami PPEJ, w Polsce planuje się budowę dwóch dużych elektrowni jądrowych. Dla pierwszej z nich (EJ1) wybrano już technologię (Westinghouse z USA), inwestora (Polskie Elektrownie Jądrowe – PEJ) oraz lokalizację (Choczewo na Pomorzu), a także uzyskano kluczowe zezwolenie od Komisji Europejskiej. Obecnie trwają zaawansowane negocjacje warunków umowy na jej budowę (EPC – Engineering, Procurement, Construction).
Natomiast w przypadku drugiej elektrowni nadal istnieje wiele niepewności. Proces wyboru technologii i lokalizacji budowy ma zostać sfinalizowany w ciągu najbliższych dwóch lat. Rządowy program zakłada, że w 2027 roku zostanie wybrany partner do budowy EJ2.
— Jest to oczywiście data z zastrzeżeniem, ponieważ po zakończeniu drugiej fazy dialogu konkurencyjnego będziemy w stanie podać dokładniejsze informacje — zaznaczył Wojciech Wrochna, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, odpowiedzialny za prace nad PPEJ, podczas prezentacji dokumentu.

Do tego zlecenia pretendują firmy z USA, Francji i Kanady. Korea Południowa, mimo zaproszenia, nie wzięła udziału w dialogu.
Natomiast w 2028 roku ma zostać wyznaczona lokalizacja dla tej inwestycji. Preferowane miejsca to Bełchatów i Konin. — Jeśli partner zostanie wybrany, przeprowadzi on dalsze badania w obu tych lokalizacjach — zapowiedział Wrochna.
Potwierdzają się wcześniejsze informacje
Potwierdzają się doniesienia, które publikowaliśmy: harmonogramy budowy obu elektrowni są zbliżone do tych przedstawionych w wersji PPEJ sprzed roku. Jak wyjaśnił Wrochna, pierwsza jednostka w Choczewie ma rozpocząć produkcję energii elektrycznej w 2036 roku. W przypadku drugiej elektrowni, według jego słów, „pierwsze moce mogą pojawić się pod koniec przyszłej dekady”. Zgodnie z dokumentem, pierwszy reaktor drugiej elektrowni ma zostać uruchomiony w 2040 roku.
Wrochna potwierdził również nasze wcześniejsze ustalenia dotyczące tego, że koordynatorem dialogu konkurencyjnego z potencjalnymi wykonawcami drugiej elektrowni mają być Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ). Spółka ta ma również opracować model biznesowy dla tego przedsięwzięcia.
Z wypowiedzi Wrochny wynika, że za to zadanie będzie odpowiedzialny odrębny zespół, a w przyszłości możliwe jest powołanie spółki-córki PEJ dedykowanej temu projektowi.
Polską stronę w negocjacjach będzie reprezentować również Polska Grupa Energetyczna (PGE). Spółka ta będzie odpowiedzialna za analizy techniczne i lokalizacyjne. Zatem PGE zajmie się badaniami związanymi z wyborem miejsca budowy oraz wstępnymi studiami wykonalności, współpracując z oferentami przy ich przygotowaniu.
— PGE poczuwa się do społecznej odpowiedzialności, aby przedstawić lokalnym społecznościom, z którymi od lat współpracuje, pewną alternatywę i nowe pomysły — podkreślił Wrochna. Dodał jednocześnie, że obecna strategia PGE nie przewiduje roli inwestora w projektach elektrowni jądrowych.
x.com
Skoordynowanie współpracy między spółkami będzie stanowiło wyzwanie
Nasze źródła z otoczenia projektu wskazują, że ustalenie relacji między PEJ a PGE, które wspólnie mają prowadzić dialog z potencjalnymi wykonawcami drugiej elektrowni, będzie znaczącym wyzwaniem.
Maciej Lipka, ekspert ds. energetyki jądrowej z Nuclear.pl, przedstawił swoją interpretację rządowych decyzji w tej sprawie.
Jego zdaniem główną rolę w wyborze lokalizacji i technologii dla EJ2 będzie odgrywać PGE, podczas gdy rola PEJ jako koordynatora pozostaje na razie niejasna.
— Osobiście uważam, że PEJ powinno skupić się przede wszystkim na negocjacjach umowy i budowie EJ1. Nie powinni być obciążani dodatkowymi zadaniami. Dobrym rozwiązaniem jest natomiast zlecenie dostawcom wstępnych studiów wykonalności — pozwoli to na porównanie faktycznych ofert, a nie tylko materiałów promocyjnych — skomentował Lipka dla Business Insider Polska.
Dodał, że odsunięcie PEJ od tego procesu było wynikiem nacisków samych dostawców EJ2, obawiających się, że spółka mogłaby faworyzować Westinghouse’a. — Kwestie pomocy publicznej prawdopodobnie również odegrały rolę: środki dla PEJ, zgodnie z decyzjami KE dotyczącymi pomocy publicznej dla EJ1, są „przypisane” i nie mogą być przekierowane z EJ1 na EJ2. Sama decyzja, mimo upływu ponad pół roku, wciąż nie została opublikowana. Bez niej trudno określić, gdzie powinna przebiegać granica między projektami — dodał ekspert.
Z kolei nasze źródła bliskie PEJ informują, że spółka przyjęła rolę koordynatora dialogu w sprawie drugiej elektrowni, ponieważ PGE „właściwie tego nie chciało”. Co więcej, PEJ dysponuje środkami finansowymi – pozyskanymi za rządów PiS – które może przeznaczyć na początkowy etap drugiego projektu. Pieniądze otrzymywane w obecnej kadencji są przeznaczone wyłącznie na EJ1. Aby uniknąć naruszenia przepisów Komisji Europejskiej, źródła te nie mogą być ze sobą mieszane.
W otoczeniu projektu drugiej elektrowni panuje duże rozczarowanie
— Polska jest zobowiązana do wyboru technologii i wykonawcy drugiej elektrowni w sposób konkurencyjny. Jest to również projekt strategiczny i pilny, jeśli ma wpisać się w transformację energetyczną regionu Bełchatowa lub Konina z węgla na atom, która ma sens dopiero w latach 30. XXI wieku. Rządowi nie udało się jednak od początku kadencji ani określić podstawowych parametrów tego projektu, takich jak założenia jego modelu finansowego, ani wyjść poza wstępną fazę dialogu konkurencyjnego — powiedział nam jeden z rozmówców.
Inny rozmówca zwrócił uwagę na fakt, że „piątkowa konferencja prasowa pozwoliła oficjalnie na kolejne pół roku opóźnienia w procesie”. — Zapytanie ofertowe (RFP – Request for Proposal) miało być gotowe w połowie roku, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Ministerstwa Energii, a będzie dostępne na początku przyszłego roku. Oznacza to, że oferty zostaną złożone tuż przed wyborami. Pozostaje pytanie, czy dostawcy zaryzykują składanie ofert, wiedząc, że robią to jedynie dla formalności, a rząd, mimo wysiłków, nie zdąży dokonać wyboru w tej kadencji? — zapytał ironicznie nasze źródło.
Jego zdaniem może chodzić o to, aby „Amerykanie, którzy z trudem przygotowują się do budowy pierwszej elektrowni, nie musieli martwić się o konkurencję ze strony projektu na polskim rynku?”.
— Czyżby zbieg okoliczności, że jednocześnie opóźnia się zakończenie negocjacji umowy EPC dla pierwszej elektrowni i wybór dostawcy dla drugiej? — zastanawiał się nasz rozmówca.
Wojciech Wrochna odniósł się do tych wypowiedzi w rozmowie z Business Insiderem. Jak powiedział, rząd nigdy oficjalnie nie deklarował, że RFP będzie gotowe w połowie roku, ponieważ jest to niemożliwe do zrealizowania. Zapewnił jednak, że rząd dąży do jak najszybszego wyboru partnera do budowy drugiej jednostki. — Założeniem jest dokonanie wyboru przed wyborami — zadeklarował.
Finansowanie stanowi kluczowe wyzwanie
Przedstawiciele rządu od początku obecnej kadencji podkreślają, że kluczowym wyzwaniem dla tej inwestycji jest jej finansowanie, ponieważ budżet nie jest w stanie zapewnić takiego zaangażowania, jak w przypadku pierwszego projektu, na który państwo przeznacza 60 mld zł.
Pytamy Joannę Smolik, dyrektorkę departamentu relacji strategicznych w Banku Gospodarstwa Krajowego, o sposoby rozwiązania tego problemu. — Zgodnie z obecnymi standardami finansowania projektów energetycznych, wymóg wniesienia wkładu własnego przez inwestora jest traktowany jako obowiązkowy. W praktyce, im wyższe ryzyko danego projektu (a w przypadku elektrowni jądrowej mamy do czynienia z takim przypadkiem), tym wyższe oczekiwania instytucji finansowych dotyczące wysokości tego wkładu — wyjaśnia Smolik w rozmowie z Business Insider Polska.
Jej zdaniem, takie będą oczekiwania agencji kredytów eksportowych, bez których udziału trudno sobie wyobrazić możliwość sfinansowania projektu jądrowego, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że polski rynek finansowy jest zbyt mały, aby samodzielnie pokryć koszty projektu tej skali.
— W przypadku drugiej elektrowni jądrowej, wkład własny może zostać wniesiony przez Skarb Państwa (podobnie jak w pierwszym projekcie) lub przez podmioty prywatne będące inwestorami branżowymi (np. spółki Skarbu Państwa, przedsiębiorstwa energochłonne), a także uzupełniająco przez typowych inwestorów finansowych (np. fundusze inwestycyjne infrastrukturalne) — opisuje Joanna Smolik.
Dodała, że wymogu wniesienia wkładu własnego nie da się zastąpić innymi formami wsparcia projektu, takimi jak gwarancje Skarbu Państwa zabezpieczające spłatę zadłużenia czy kontrakt różnicowy. Wszystkie te formy wsparcia należy uznać za komplementarne.
Z informacji uzyskanych w kuluarach wynika, że wszyscy trzej potencjalni wykonawcy drugiej elektrowni wyrazili gotowość do zaangażowania finansowego w tę inwestycję. Kanadyjczycy wspominają między innymi o możliwości zaangażowania ich funduszu emerytalnego.
Gdyby wybór padł na Konin, gdzie funkcjonuje Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin — jak spekulują nasze źródła — nie można wykluczyć zaangażowania podmiotów kontrolowanych przez dzieci Zygmunta Solorza. Być może więcej informacji w tej sprawie przyniesie bieżący tydzień — we wtorek 16 czerwca władze regionu organizują wizytę studyjną „Kierunek — Atom. Przystanek — Konin” z udziałem przedstawicieli rządu, biznesu i innych środowisk.
Wrochna, zapytany o to, czy rząd rozważa powołanie konsorcjum do wniesienia wkładu w tę inwestycję, odpowiedział: — Prowadzimy rozmowy z Polskim Funduszem Rozwoju, który być może będzie zaangażowany w model poszukiwania partnerów do finansowania polskiej energetyki jądrowej. Podobnie jak prowadzimy rozmowy z BGK. Rozmawiamy również z zainteresowanymi funduszami lub podmiotami uczestniczącymi w dialogu konkurencyjnym (z potencjalnymi wykonawcami drugiej elektrowni), które zgłaszają konkretne propozycje. Nie przewiduję obecnie znaczącego zainteresowania ze strony polskich podmiotów udziałem kapitałowym w budowie drugiej elektrowni jądrowej.
Trudna konkurencja ze strony SMR-ów
Według Miłosza Motyki, w ciągu najbliższych tygodni ma zostać zaprezentowana tzw. mapa drogowa dla SMR-ów. Wojciech Wrochna potwierdza natomiast nasze niedawne doniesienia, zgodnie z którymi małe reaktory modułowe mogą liczyć na wsparcie państwa w postaci kontraktów różnicowych i gwarancji Skarbu Państwa. Według Wrochny, o małych reaktorach mówi między innymi Enea, która posiada elektrownie węglowe w Kozienicach i Połańcu.
Motyka odniósł się również do napięć między udziałowcami spółki Orlen Synthos Green Energy (OSGE), czyli Orlenem a Synthosem Michała Sołowowa, które były ostatnio opisywane. Pytany o spór dotyczący projektu budowy przez OSGE elektrowni we Włocławku, minister złożył ważną deklarację. Jak stwierdził, „w najbliższej przyszłości” powinno udać się usprawnić współpracę w ramach tego projektu. — Wtedy ten projekt nabierze tempa — zapewnił.
Sam Michał Sołowow od lat kwestionuje sens budowy dużych elektrowni jądrowych w Polsce. W maju tego roku, cytowany przez agencję Bloomberg, przekonywał: — Władze bardzo chcą budować małe reaktory modułowe, ponieważ nie stać nas na budowę drugiej elektrowni jądrowej.
Zapytaliśmy nasze źródło zbliżone do rządu o tę konkurencję między SMR-ami a „dużym atomem”. — Na obecnym etapie projekty budowy drugiej elektrowni i SMR-ów są dla siebie komplementarne, a nie wykluczające się. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość — odpowiedziało.
Z kolei Miłosz Motyka ocenia prawdopodobieństwo budowy drugiej elektrowni jako „wysokie”.
— Bez energii jądrowej nie przeprowadzimy transformacji energetycznej w Polsce. Jest to fundamentalny program (PPEJ — red.) dla naszej gospodarki i zrobimy wszystko, aby został zrealizowany — zadeklarował minister energii.
Przyszłość energetyki jądrowej zależeć będzie od polityki
Adam Juszczak, starszy doradca w Polskim Instytucie Ekonomicznym, jest przekonany, że Polska potrzebuje zarówno drugiej elektrowni, jak i SMR-ów. — Sama realizacja programu i budowa drugiej elektrowni wraz z reaktorami SMR jest niezbędna dla utrzymania bezpieczeństwa energetycznego, nie tylko w kontekście wycofywania kolejnych jednostek węglowych, ale również prognozowanego wzrostu zapotrzebowania na energię wynikającego z elektryfikacji transportu, ogrzewania i przemysłu — powiedział ekspert w rozmowie z Business Insider Polska.
Jednocześnie zauważył, że w obliczu rosnącego zainteresowania energetyką jądrową w Europie, Polska będzie musiała stawić czoła konkurencji o wykwalifikowanych specjalistów (nie tylko inżynierów, ale także np. spawaczy) oraz zapewnić łańcuchy dostaw dla drugiej elektrowni i budowanych SMR-ów.
Kwestia drugiej elektrowni będzie istotnym tematem przyszłorocznej kampanii wyborczej, zwłaszcza w kontekście przyszłości Bełchatowa, gdzie obecna elektrownia na węgiel brunatny ma zakończyć działalność do 2036 roku. Obecnie narracja opozycji jest bardzo krytyczna wobec działań obecnego rządu w zakresie energetyki jądrowej i będzie ona nadal wzmacniana. Partia rządząca pomija przy tym poważne błędy popełnione w tym obszarze podczas jej wcześniejszych rządów. Jednakże, ta aktywność komunikacyjna opozycji nie napotyka na razie na znaczący opór ze strony podmiotów odpowiedzialnych za rozwój energetyki jądrowej w Polsce.
Druga elektrownia jest również przedmiotem gry politycznej ze strategicznymi sojusznikami Polski – USA i Francją. Kwestia ta stanowi ważne tło trwających negocjacji z Amerykanami w sprawie umowy na budowę pierwszej elektrowni (EPC).
Ta inwestycja ma również kluczowe znaczenie dla relacji rządu z najbogatszymi Polakami, co jest szczególnie istotne w okresie przedwyborczym.
Wszystkie te czynniki wskazują na to, że decyzja o tym, czy druga polska elektrownia powstanie, a jeśli tak, to z jakim partnerem i gdzie, zostanie podjęta przez polityków. Kontekstem dla tych decyzji będzie narracja rządu, który chlubi się tym, że Polska jest 20. gospodarką świata, oraz rosnące aspiracje obywateli. W takiej atmosferze trudno będzie przekonać opinię publiczną, że państwo nie jest w stanie sprostać temu wyzwaniu.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
