Rząd ponosi znaczące ryzyko, rezygnując z programu ochrony cen paliw (CPN), zwłaszcza gdy sytuacja w Cieśninie Ormuz jest nadal niepewna – podkreślają Bartek Godusławski i Grzegorz Kowalczyk w podcaście „Biznes i Pieniądze”. Potencjalne problemy w okresie wakacyjnym mogą być kosztowne dla Donalda Tuska.
Dziennikarze Business Insider Polska, Grzegorz Kowalczyk i Bartek Godusławski, nie mają wątpliwości, że zakończenie tzw. pakietu CPN oznacza wkroczenie w nową, bardziej nieprzewidywalną fazę. Według nich, rząd wykazuje obecnie dużą ufność w to, że kryzys geopolityczny nie wpłynie ponownie na ceny surowców energetycznych.
Cały odcinek dostępny jest również w Onet Audio, na YouTube, Spotify oraz Apple Podcasts.
Zakończenie „paliwowego kokonu”
Bartek Godusławski zauważa, że samo tempo działania władz wiele mówi o sposobie myślenia. — Podziwiam optymizm rządu. Najpierw rząd pokazał ten swój optymizm, moim zdaniem, czekając miesiąc na wprowadzenie tego pakietu, zapewne licząc na szybkie zakończenie wojny w Iranie. Teraz ten optymizm świadczy o przekonaniu, że dojdzie do trwałego porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, co odblokuje Cieśninę Ormuz, jeden z kluczowych globalnych szlaków transportu surowców energetycznych — mówi.

Jak zaznaczają autorzy podcastu, sposób skonstruowania przepisów umożliwia szybkie i elastyczne podejmowanie decyzji. Jest to jednak pozorna zaleta. Im łatwiej przywrócić interwencję lub ją wycofać, tym większa zmienność dla rynku i konsumentów.
— To może być najśmielsza decyzja rządu Donalda Tuska w tej kadencji. Mamy wakacje, okres podróży i wyjazdów, kiedy wrażliwość na ceny paliw jest szczególnie wysoka, a porozumienie w Cieśninie Ormuz może okazać się dość kruche i nie doprowadzić do znaczącego spadku cen ropy — podkreśla Grzegorz Kowalczyk.
To właśnie ten okres – sezon urlopowy w połączeniu z niepewnością na rynkach energii – sprawia, że zakończenie działań ochronnych jest szczególnie ryzykowne i może wywołać niezadowolenie społeczne. Nawet jeśli ceny ropy nie wzrosną drastycznie, kierowcy mogą szybko zauważyć zmiany na stacjach.
Koszt polityczny i budżetowy
Powodem rezygnacji z pełnej ochrony jest kwestia finansowa. Pakiet ochronny kosztuje 1,6 mld zł miesięcznie, a rząd musi znaleźć środki na jego finansowanie. Jednym z głównych źródeł ma być podatek od nadzwyczajnych zysków (tzw. windfall tax), nakładany przede wszystkim na największych graczy paliwowych – Orlen i Unimot.
— Rząd zamierza pokryć te wydatki ze specjalnego podatku, zwanego podatkiem od zysków nadzwyczajnych, czyli po angielsku windfall. Podatek ten ma obciążyć nadwyżkę zysków, jaką firmy paliwowe osiągają ze sprzedaży surowców i produktów. Obecnie przyjęta przez rząd ustawa przewiduje, że zostanie ściągnięte 4 mld zł od Orlenu, głównie od niego, ale także od innych podmiotów – wyjaśnia Bartek Godusławski.
Z tego podatku można sfinansować jedynie kilka miesięcy funkcjonowania programu.
Decyzje ad hoc i ryzyko chaosu
Jedną z najbardziej charakterystycznych cech obecnego modelu interwencji jest jego odwracalność. Obniżki i podwyżki podatków, cena maksymalna, działania podejmowane rozporządzeniem – wszystko to daje państwu narzędzia do szybkiego reagowania. Jednak równie szybko może to wywołać nerwowość na rynku.
— Cena maksymalna została utrzymana, ponieważ jest ona powiązana z obniżonym VAT-em. Wszystko to jest regulowane rozporządzeniem ministra finansów. Rozporządzenie zawsze można podpisać. Proces legislacyjny praktycznie nie istnieje. Jeden podpis i ceny stają się niższe lub wyższe – wskazuje Bartek Godusławski.
Z perspektywy administracji jest to wygodne, ale dla rynku znacznie mniej. Grzegorz Kowalczyk przypomina, że rozłożenie zmian w czasie ma zapobiegać panice, takiej jak masowe tankowanie czy chwilowe zakłócenia podaży.
— Celem tej regulacji było umożliwienie podejmowania decyzji ad hoc. Z drugiej strony, chodziło też o stopniowe wycofywanie się z niej. Jak zaobserwowaliśmy: najpierw akcyza, potem kwestia VAT-u. Aby uniknąć powtórki z sytuacji węgierskiej, gdzie nagle ustawiły się kolejki po tym, jak praktycznie z dnia na dzień zapowiedziano rezygnację z szerokich pakietów ochronnych, a niektóre stacje po prostu wyschły – mówi.
Godusławski i Kowalczyk podkreślają, że rynek paliwowy to nie tylko cena hurtowa i detaliczna. Obejmuje również logistykę, dostawy, planowanie zakupów i zarządzanie zapasami. Nawet jeśli paliwa nie zabraknie fizycznie, może go brakować lokalnie i tymczasowo – ponieważ system nie zdąży zareagować na nagły wzrost popytu.
Stawka wyższa niż cena na dystrybutorze
Obaj rozmówcy mocno akcentują, że ceny paliw działają jak impuls rozchodzący się po całej gospodarce.
— Wysokie lub spadające ceny paliw w dużej mierze wpływają na cały wskaźnik inflacji. Jest to pewnego rodzaju efekt rozprzestrzeniania się. Ekonomiści i eksperci wielokrotnie podkreślali, że bardzo wysokie ceny paliw mogą łatwo przenieść się na całą gospodarkę – mówi Bartek Godusławski.
Jeśli zakończenie działań ochronnych doprowadzi do wyraźnego wzrostu cen paliwa, konsekwencje nie ograniczą się do samochodów osobowych. Droższy transport oznacza wyższe koszty usług, żywności, logistyki, produkcji i handlu. W rezultacie może odżyć presja inflacyjna, z którą Polska dopiero zaczęła sobie radzić.
Godusławski przypomina, jak trudna była walka z poprzednią falą wzrostu cen. — Dopiero co pokonaliśmy tę postpandemiczną inflację, która przekraczała 18 proc. I sami wiemy, jak bolesne było jej zwalczanie, ponieważ głównym narzędziem walki z inflacją były bardzo wysokie stopy procentowe, co nigdy nie jest bezbolesne dla gospodarstw domowych – podkreśla.
Rozchwiany rynek, prywatne stacje pod presją
W debacie publicznej dominuje perspektywa konsumenta. Jednak interwencja państwa ma również inną stronę: wpływa na przedsiębiorców, zwłaszcza na prywatnych właścicieli stacji paliw. W warunkach cen maksymalnych i gwałtownych zmian podatkowych ich model biznesowy staje się mniej przewidywalny.
Grzegorz Kowalczyk zwraca uwagę na ten często pomijany aspekt. — Kiedy rozmawia się z prywatnymi właścicielami stacji, mówią oni, że rynek jest obecnie rozchwiany. Bardzo odczuwają te zmiany, zwłaszcza ceny maksymalne, które w miejscach o wyższych kosztach stałych, na przykład przy autostradach, sprawiają, że są oni na granicy opłacalności – mówi.
Bartek Godusławski ostrzega przed kolejnym problemem. — Pytanie, czy zakończenie programu CPN, a następnie jego potencjalne przywrócenie po kilku tygodniach, nie spowoduje jeszcze większego rozchwiania polskiego rynku – dodaje.
A gdzie oszczędności?
Rozmowa w podcaście porusza również ważniejszy, bardziej strukturalny problem: czy Polska nie wkroczyła na stałe w model gospodarki, w którym państwo reaguje na każdy szok coraz silniejszą interwencją? Pandemia, kryzys energetyczny, wojna na Ukrainie, a teraz napięcia wokół Iranu i Cieśniny Ormuz – każdy z tych wstrząsów budował społeczne oczekiwanie, że rząd powinien natychmiast zniwelować skutki rynkowych turbulencji.
— Problemem jest to, że te wszystkie działania nie wymuszają ograniczenia konsumpcji. Jeśli mamy problem z drogą energią, nie wprowadzamy zachęt do oszczędzania. Pojawiają się tarcze, programy CPN i inne pakiety osłonowe, ale nie ma tam żadnej gratyfikacji za oszczędności, tylko państwo znów rozwiązuje problemy, tworząc jednocześnie inne – mówi Bartek Godusławski.
Grzegorz Kowalczyk przytacza historyczne porównanie. — Kryzys naftowy lat 70. spowodował, że duża część świata przesiadła się na samochody małolitrażowe – przypomina.
Psychologiczna granica i pytanie o powrót tarczy
Gdzie leży granica, po przekroczeniu której rząd ponownie się wycofa i przywróci wsparcie? Obaj rozmówcy sugerują, że taki próg istnieje, choć jest on dorozumiany.
— Nie mam wątpliwości, że jeśli ceny paliw miałyby przekroczyć pewną psychologiczną granicę, po prostu wrócimy do mechanizmów osłonowych – mówi Kowalczyk.
— Pytanie, gdzie jest ta psychologiczna bariera i czy rząd, na przykład w obliczu ponownego wzrostu cen paliw hurtowych z innych przyczyn rynkowych, nie zdecydowałby się ponownie wprowadzić jakiegoś rodzaju subsydiów przy osiągnięciu tych psychologicznych progów – dodaje Godusławski.
„Biznes i Pieniądze”. Wideocast Business Insidera
Zastanawiasz się, co tak naprawdę oznaczają dla Ciebie zmiany w gospodarce, finansach i biznesie? Jak wpływają na ceny, inwestycje i Twój domowy budżet? W wideocaście „Biznes i Pieniądze” Bartek Godusławski i Grzegorz Kowalczyk z Business Insider Polska co tydzień analizują najważniejsze zjawiska i wyjaśniają, co naprawdę oznaczają dla firm, portfeli Polaków i Twoich codziennych decyzji. Rzetelnie, jasno i praktycznie. Bądź na bieżąco.
Nowe odcinki wideocastu „Biznes i Pieniądze” co piątek dostępne w Onet Audio, na YouTube, Spotify oraz Apple Podcasts.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
