Zamknięcie najczęściej uczęszczanego portu lotniczego w Dubaju i liczne anulowane rejsy spowodowały, że wielu wczasowiczów utknęło w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Osoby zamożne znalazły metodę, aby opuścić ten upalny obszar. Jaką? Najpierw 10 godzin transportu przez pustynię, a potem lot do Europy za „zaledwie” 350 tys. dol.

Sposób działania opisuje brytyjski „Daily Mail”, odwołując się do ustaleń serwisu Semafor. Jest to platforma informacyjna założona przez byłych reporterów m.in. „New York Timesa” i Bloomberga.
Jak podają, część uwięzionych w Dubaju lub Abu Zabi zamożnych urlopowiczów już odnalazła sposób na wydostanie się.
10 godzin przez pustynię
Niektórzy z nich udają się samochodami do Omanu, gdzie wciąż funkcjonuje lotnisko w Maskacie. Jednak stopniowo i tam zaczynają się trudności, a turyści donoszą o dalszych odwołanych rejsach i powszechnym zatłoczeniu.
Natomiast ci najbogatsi dysponują inną metodą, niedostępną dla „przeciętnych ludzi”. Tu istotny jest Rijad w Arabii Saudyjskiej.
„Podróż jest jednak kosztowna — prywatne firmy ochroniarskie rzekomo wynajmują całe konwoje SUV-ów, aby transportować ludzi w dziesięciogodzinnej trasie z Dubaju do Rijadu, a następnie czarterują prywatne samoloty” — relacjonuje „Daily Mail”.
Powrót z Dubaju. Setki tysięcy dolarów
Ile trzeba zapłacić za taką możliwość? Według mediów zachodnich to nawet 350 tys. dol. za wynajem prywatnego samolotu odrzutowego.
„Wśród ewakuowanych byli ważni przedstawiciele globalnych firm finansowych oraz osoby majętne, które przebywały w regionie na wakacjach lub w celach zawodowych” — informuje Semafor.
„Daily Mail” zaznacza także, że w Arabii Saudyjskiej uproszczono zasady wizowe, w związku z czym wiele narodowości może uzyskać wizę po przybyciu, bez wcześniejszego wnioskowania o nią, „co sprawia, że ten kierunek jest szczególnie atrakcyjny jako awaryjna trasa ewakuacyjna”.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
