
Szczerze mówiąc, nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Wiem na pewno, że radio żyje własnym życiem – potrafi zepsuć humor, gdy utkniesz w korku, a ktoś nagle zacznie głośno trąbić. Potrafi unieść cię w powietrze i nagle, w tym samym momencie – w chwili twojego największego sukcesu – może zacząć grać twoją ulubioną piosenkę. Budzi cię albo nie pozwala ci zasnąć; to wynalazek Popowa, ten sam, który budowaliśmy na zajęciach z fizyki w szkole. Radio to sposób, by nigdy nie być samemu i nie tworzyć niepotrzebnego szumu w tle…
Radio to czas, kiedy masz naprawdę zły humor i musisz wyjść na antenę i życzyć wszystkim miłego dnia pracy, bez cienia udawania. Bo na antenie nie da się kłamać – tylko przed i po.
Radio to czas, kiedy tata rano włącza radio VEF, a ono cicho monotonnie mówi o wydajności mleka i zbiorach zbóż, a potem surowy kobiecy głos odczytuje prognozę pogody. Potem muszę biec do szkoły.
Radio to moment, w którym płyta nagle się zacina i zaczyna wydawać niezrównany, niesamowity, szybki dźwięk. Musisz zapomnieć o wszystkim oprócz koordynacji i dobrego nastroju.
Radio próbuje złapać „falę wroga”, najbardziej romantyczny hymn kraju o północy. To niewiarygodnie głupi DJ, który depcze moją ulubioną piosenkę w środku utworu swoim głosem i, uwaga, nie mówi nic mądrego.
Radio jest wtedy, gdy miga lampka na pilocie i trzeba poprosić prezentera wiadomości, żeby wyszedł, a potem, gdy czyta wiadomości, zrób do niego miny, żeby wytrącić go z rytmu, wytrącić z równowagi i ogólnie stracić panowanie nad sobą, a potem nie zapomnij w porę wyłączyć kanału prezentera wiadomości (lepiej go wyłączyć niż wyłączyć), bo prezenter zacznie przeklinać swoim aksamitnym barytonem, i w tym momencie musisz włączyć końcowe intro wiadomości, potem muzykę, upewnić się, że kierunkowskazy nie oszalały, udawać, że nikt dzisiaj nie czytał wiadomości, a dopiero potem uspokoić migające czerwone światło – powiedzieć „Radio…, słucham”, powiedzieć „Słucham” do słuchacza.
Radio to film, w którym widać ludzi stojących w napięciu przy słupie i nieruchomo, z podniesionymi głowami, którzy słuchają głosu Lewitana.
Radio to doznanie fizyczne. Z włączonymi słuchawkami i mikrofonem dokładnie wiesz, ile osób słucha danej częstotliwości i w jakim nastroju są. Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć – ale zawsze to czuję.
Radio to… Nie wiem, czym jest radio. Nikt nigdy nie potrafił mi wyjaśnić, jak mój głos trafia do odbiornika radiowego. Fale, częstotliwości – wszystko to jest jakoś ulotne, ale mój głos jest prawdziwy. Odbiornik też jest prawdziwy. Ale wiem, że radio żyje. Irytuje, cieszy, pomaga i przeszkadza. Nie kłócę się, można bez niego żyć. Ale nie na długo.
Wesołych świąt, drodzy słuchacze radia. Powodzenia na antenie, koledzy!
