Śmierć Lizy musi coś zmienić. Słyszymy, że jesteśmy histeryczkami, chcą nam dowalić

Nasz warszawski protest po śmierci Lizy rusza o godz. 18 z ulicy Żurawiej, spod bramy, gdzie została zaatakowana. Świadkowie mówią, że nie reagowali, bo ona nie krzyczała. W takiej sytuacji często po prostu się zamiera. To fizjologiczna reakcja, a nie żaden racjonalny wybór. Trzeba ludzi uświadamiać.
Śmierć Lizy musi coś zmienić. Słyszymy, że jesteśmy histeryczkami, chcą nam dowalić - INFBusiness

Foto: PAP/Tomasz Gzell

Po śmierci Lizy, Białorusinki zgwałconej w centrum Warszawy, mam wrażenie, że rzuciłaś wszystko, zniknęłaś z serwisów społecznościowych.

Organizujemy dziś głośny protest, bo tego nie można tak zostawić. Od początku jestem blisko tej sprawy. Mam w sobie jakiś taki mechanizm obronny, że jak słyszałam wcześniej od jej bliskich, że Liza może nie przeżyć, to w ogóle nie dopuszczałam do siebie takiej możliwości. Dla mnie to było po prostu niemożliwe. I gdy napisała do mnie w zeszły piątek Nastya z Martynki, grupy pomocowej dla uchodźczyń, że Liza nie żyje, a było to jeszcze przed informacjami medialnymi, to odpisałam jej: „Może ktoś coś źle ci podał…”. Nie byłam w stanie przyjąć tego do wiadomości.

Potem poszłam na miejsce, gdzie to wszystko się stało, na ulicę Żurawią. Dużo osób stawiało znicze. Jak zobaczyłam, że wielu przechodniów nie wie, co się tam dzieje, to postawiłam tabliczkę, że chodzi o Lizę, że to tutaj, w tej bramie się wydarzyło, że nikt nie zareagował… Ale bycie w tym miejscu to była makabra, miałam potem straszne napady lękowe, nie mogłam oddychać.

To może trzeba było odpuścić?

Nie mogłam, zgłosiła się do mnie pewna białoruska feministka i razem zaczęłyśmy od razu organizować protest. Ona opowiedziała mi o swoim doświadczeniu i o tym, jak to było przedstawiane na Białorusi, że ludzie obwiniają Lizę, że po co przyjechała do Polski, po co wychodziła po zmroku…

Jakbyśmy zaczęli ludzi uświadamiać, jaka jest najczęstsza reakcja naszego ciała na gwałt, to może wiedzieliby, że warto chociaż się zainteresować tym, co się dzieje i czy na pewno jest wszystko w porządku.

Że niby w Polsce jest bardziej niebezpiecznie?

W części polskich komentarzy też to przecież mieliśmy: „Po co tu przyjeżdżała, na Białorusi by jej to nie spotkało…”. Tak jakby w reżimie Łukaszenki było bezpieczniej niż w demokratycznej Polsce. Ale nie szukałabym tu logiki, bo w takich komentarzach zawsze chodzi o to, by jakoś dowalić ofiarom. Zobacz, że kiedy my, kobiety, mówimy, że boimy się wychodzić po zmroku na ulice, to słyszymy, że jesteśmy histeryczkami. A kiedy się stanie coś takiego, to się okazuje, że to wina kobiety, bo przecież to oczywiste, że na ulicy po zmroku jest niebezpiecznie i nie powinno się w pojedynkę po nich chodzić.

Dziwi cię, że nikt z przechodniów nie zareagował na to, że Liza była gwałcona w zasadzie na chodniku w samym centrum miasta?

Świadkowie mówią, że nie reagowali, bo ona nie krzyczała. Tyle że przy gwałcie większość osób nie krzyczy i nie będzie krzyczeć, bo w takiej sytuacji często po prostu się zamiera. To jest zwykła fizjologiczna reakcja, a nie żaden racjonalny wybór – nie my o tym decydujemy, tylko decyduje instynktownie organizm: robi to, co jest najbezpieczniejsze dla naszego przetrwania.

Problem w tym, że przez to większość ofiar nie ma szans dochodzić sprawiedliwości, bo nie broniąc się aktywnie, nie robi tego, co jest konieczne według polskiej definicji prawnej, by można było mówić o gwałcie – czyli nie stawia oporu. A za każdym razem, kiedy ten problem głośno podnosimy, to słyszymy jakieś fake newsy, że chcemy zakazać spontanicznego seksu.

Ale jakbyśmy zmienili definicję gwałtu, to myślisz, że ci przechodnie by zareagowali?

Jakbyśmy zaczęli ludzi uświadamiać, jaka jest najczęstsza reakcja naszego ciała na gwałt, to może wiedzieliby, że warto chociaż się zainteresować tym, co się dzieje i czy na pewno jest wszystko w porządku. Podstawą do nagłośnienia tego jest jednak zmiana prawnej definicji gwałtu i wpisanie jako przesłanki braku zgody zamiast przemocy fizycznej, która identyfikowana jest z wystąpieniem oporu, czyli wyrywaniem się, krzyczeniem itd.

Jak będzie wyglądać wasz protest?

Ruszamy o godz. 18 z Żurawiej, spod bramy, gdzie wydarzyła się ta tragedia, przejdziemy przez ulicę Marszałkowską i dojdziemy pod Pałac Kultury. Chcemy zaprotestować przeciw bagatelizowaniu przemocy seksualnej wobec kobiet. Początkowo planowałyśmy go na czwartek, ale to dzień, kiedy na posiedzeniu Sejmu będzie rozpatrywane wszystko, co dotyczy praw kobiet: projekty ustaw o aborcji i zmianie definicji zgwałcenia. Natomiast potem, w niedzielę, będzie manifa, a nawet dwie: jedna Socjalnego Kongresu Kobiet, a druga ta, która co roku jest organizowana w Warszawie. Od środy czeka nas więc kilka bardzo intensywnych dni.

Pełna wersja wywiadu w najbliższym magazynie „Plus Minus”, weekendowym wydaniu „Rzeczpospolitej”

Śmierć Lizy musi coś zmienić. Słyszymy, że jesteśmy histeryczkami, chcą nam dowalić - INFBusiness

Maja Staśko

Mirosław Stelmach

Rozmówczyni

Maja Staśko

Współorganizatorka warszawskiego protestu po śmierci Lizy. Aktywistka, literaturoznawczyni, pisarka i scenarzystka. Współautorka, wraz z Patrycją Wieczorkiewicz, książki „Gwałt polski”

Источник

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *