Narodowy Fundusz Zdrowia planuje modyfikację sposobu rozliczania części świadczeń medycznych realizowanych ponad ustalony limit kontraktowy. Eksperci ostrzegają, że dla niektórych placówek medycznych i przychodni oznacza to konieczność udzielania kredytu funduszowi, na co ich sytuacja finansowa po prostu nie pozwala.
SOR
Jeżeli szpitale nie będą przyjmować określonych pacjentów na oddziały celem diagnostyki, może to doprowadzić do większego obciążenia Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych, które już obecnie często nie funkcjonują zgodnie ze swoim pierwotnym przeznaczeniem
Zuzanna Świerczek
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego NFZ zamierza opłacać placówki medyczne za część usług medycznych z opóźnieniem rocznym.
- W jaki sposób placówki lecznicze i przychodnie zostaną zmuszone do finansowania systemu ochrony zdrowia z publicznych środków.
- Jak proponowane zmiany mogą przyczynić się do wydłużenia czasu oczekiwania na wizyty u specjalistów i leczenie zaćmy.
- Czym jest zjawisko „efektu domina” w systemie ochrony zdrowia i dlaczego konsekwencje proponowanych zmian odczują również szpitale ratunkowe.
Narodowy Fundusz Zdrowia przedstawił propozycje zarządzeń, które modyfikują zasady finansowania świadczeń wykonanych w ilości przekraczającej wartość zawartego kontraktu z placówką ochrony zdrowia. Najistotniejsza zmiana dotyczy terminu dokonywania płatności. Zamiast obecnego systemu kwartalnego, placówki będą składać wnioski o wypłatę środków dopiero po zakończeniu całego okresu rozliczeniowego, który trwa rok.
Reklama Reklama
Proponowane zmiany mają obowiązywać od 1 lipca 2026 r. i obejmą leczenie zaćmy w placówkach szpitalnych, rehabilitację leczniczą dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności oraz część usług w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS), w szczególności porady specjalistyczne dla osób dorosłych. Wyłączeni z tych nowych regulacji będą między innymi pacjenci do 18. roku życia, pacjentki poradni ginekologiczno-położniczych, pacjenci kierowani na pierwsze wizyty do specjalistów oraz diagnostyka pacjentów posiadających kartę DiLO, która umożliwia priorytetowe leczenie onkologiczne.
NFZ wyjaśnia, że zmiana procedur finansowania świadczeń ma na celu zwiększenie przewidywalności wydatków
NFZ argumentuje, że obecny sposób rozliczania świadczeń realizowanych ponad ustalony limit utrudnia planowanie budżetu, ponieważ skala dodatkowych zobowiązań jest znana dopiero w trakcie roku. Zdaniem Funduszu, nowe rozwiązanie pozwoli na lepsze zarządzanie środkami publicznymi i przyczyni się do zwiększenia stabilności finansowej systemu. Jednocześnie NFZ podkreśla, że nie rezygnuje z finansowania nadwykonań. Świadczenia wykonane ponad limit nadal będą opłacane, ale z opóźnieniem, po zakończeniu roku. Natomiast świadczenia mieszczące się w wartości kontraktu będą nadal rozliczane na bieżąco.
Fundusz zwraca również uwagę na znaczący wzrost wydatków w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. NFZ obecnie ponosi ponad trzykrotnie wyższe koszty za świadczenia AOS w porównaniu do roku 2018, podczas gdy liczba pacjentów korzystających z tego poziomu opieki wzrosła zaledwie o około 3 proc.
Polityka Były prezes NFZ: Jestem starym kasiarzem, NFZ to przeżytek
– Zawsze będę mówił, że NFZ to przeżytek i trzeba wrócić do systemu kas chorych. Broniłem NFZ, ale tylko dlatego, że jego alternatywą miało być fin…
Lekarze sygnalizują: Placówki medyczne będą musiały przez rok kredytować NFZ, ponosząc straty
Mimo że o planowanych zmianach mówiło się od kilkunastu tygodni, wielu przedstawicieli środowiska medycznego miało nadzieję, że ostatecznie nie zostaną one wdrożone. Teraz obawiają się przede wszystkim wpływu tych zmian na płynność finansową placówek. – Po wprowadzeniu zmian pacjenci przyjęci na początku roku otrzymają wynagrodzenie dopiero po jego zakończeniu. To spowoduje, że placówki ochrony zdrowia będą musiały przez rok udzielać kredytu NFZ, finansując z własnych środków koszty leczenia, wynagrodzenia personelu czy zakup leków – mówi Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej. Jak dodaje, problemem jest nie tylko odroczenie terminu płatności, ale także utrata wartości pieniądza w czasie. – To jest kredyt oprocentowany ujemnie. Wykonujemy świadczenie dzisiaj, a pieniądze otrzymamy za rok, już pomniejszone o wartość inflacji. Dyrektorzy staną przed wyborem: leczyć pacjentów i zadłużać się, czy ograniczać liczbę przyjęć, aby poprawić wynik finansowy. To jest sytuacja nie do pozazdroszczenia, ponieważ z jednej strony ponoszą odpowiedzialność karną za działanie na szkodę szpitala, a z drugiej strony misją szpitala nie powinno być osiąganie dobrego wyniku finansowego, lecz leczenie ludzi – podkreśla.
Podobne obawy wyraża Paweł Pikul, członek zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych i dyrektor ZOZ w Strzyżowie. Jak zaznacza, problem nie dotyczy wyłącznie nowych zasad rozliczeń, ponieważ szpitale już obecnie finansują system z własnych środków. – Pierwszy kwartał bieżącego roku jest w zasadzie jeszcze nierozliczony. A tutaj dowiadujemy się o kolejnych przesunięciach terminów płatności. Płatność na końcu okresu rozliczeniowego jest zdecydowanie niekorzystna dla placówek i ich płynności finansowej – mówi. Dodaje, że nowe zasady wchodzą w życie w szczególnie trudnym okresie dla szpitali powiatowych. Z raportu Związku Powiatów Polskich, który obejmuje 207 placówek, wynika, że aż 91 proc. z nich odnotowuje stratę na sprzedaży. Według jego oceny, świadczy to o tym, że wiele szpitali już obecnie nie posiada rezerw finansowych pozwalających na finansowanie świadczeń z własnych środków przez wiele miesięcy.
Podobny mechanizm, zdaniem ekspertów, przyniósł już negatywne skutki po ograniczeniu finansowania części wysokospecjalistycznych badań diagnostycznych. Po zmianach dotyczących rozliczania nadwykonań w badaniach tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego wiele placówek ograniczyło liczbę wykonywanych badań ponad wartość kontraktu, ponieważ NFZ pokrywał jedynie część ich kosztów. – Widzieliśmy już na przykładach endoskopii czy badań obrazowych, że liczba wykonywanych tomografii i rezonansów potrafiła spaść kilkukrotnie, ponieważ kontrakty były znacznie niższe niż rzeczywiste potrzeby. Obawiamy się, że podobny scenariusz może powtórzyć się teraz w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, rehabilitacji czy leczeniu zaćmy – mówi Kosikowski.
Ambulatoryjna opieka specjalistyczna najbardziej ucierpi w wyniku zmian proponowanych przez NFZ
Największe obawy ekspertów dotyczą ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Wojciech Wiśniewski, ekspert Polskiego Towarzystwa Gospodarczego, ocenia, że nowe zasady bardzo szybko wpłyną na czas oczekiwania pacjentów na wizytę. – Nawet pozostawienie nielimitowanego finansowania wizyt pierwszorazowych niewiele zmieni, ponieważ wielu świadczeniodawców po wykorzystaniu kontraktu zacznie ograniczać kolejne przyjęcia. To będzie wstrząs dla dostępności świadczeń i pacjenci go odczują – ocenia.
Spodziewam się kolejnego wzrostu liczby skierowań wystawianych na CITO, ponieważ zwykłe skierowanie przestanie być realną przepustką do systemu
Wiśniewski zaznacza jednocześnie, że opieka specjalistyczna wymagała zmian organizacyjnych, jednak jego zdaniem obecny sposób rozwiązania problemu jest błędny. – W AOS faktycznie istniało wiele patologii, takich jak zbyt częste wizyty tych samych pacjentów czy nieodsyłanie ich z powrotem do podstawowej opieki zdrowotnej. Ale nie można redukować wydatków poprzez przerzucenie ryzyka kredytowego na świadczeniodawców – mówi.
Jak dodaje, sytuację dodatkowo pogarsza rosnąca luka finansowa w NFZ. – W tym roku wynosi ona niespełna 17 mld zł, a w przyszłym około 22 mld zł. Oddziały wojewódzkie i tak nie będą mogły zawierać umów w odpowiedniej wysokości. Jeżeli dodamy do tego roczne rozliczanie nadwykonań, oba mechanizmy zadziałają jednocześnie na niekorzyść dostępności świadczeń – ocenia.
Ochrona zdrowia Rząd chce zbierać dane o zarobkach lekarzy po PESEL-u. Pojawiają się wątpliwości dotyczące RODO
Przepisy dotyczące zbierania danych o zarobkach lekarzy po numerze PESEL zostały już przyjęte przez Senat i wkrótce trafią na biurko prezydenta. Wo…
Zwiększona liczba hospitalizacji i większy tłok na SOR-ach
Eksperci zwracają uwagę, że ograniczenie dostępności porad specjalistycznych może wywołać efekt domina w całym systemie. Kosikowski przewiduje, że część pacjentów zamiast udawać się do poradni, będzie trafiać do szpitali na tak zwane pobyty diagnostyczne. – Szpitale będą przyjmować pacjentów na badania, które można wykonać ambulatoryjnie. Tylko pamiętajmy, że szpitale mają również kontrakty i pewne ograniczenia finansowe. Pacjent na pobycie diagnostycznym pochłonie środki, które trzeba przeznaczyć na przykład na pacjentów w stanie ostrym. Dlatego nie jestem pewien, czy szpitale tak chętnie będą przyjmować tych chorych na oddziały. Z drugiej strony, jeśli tego nie zrobią, przełoży się to na większe obłożenie SOR-ów, które już w tej chwili często nie spełniają swojej podstawowej funkcji – mówi Kosikowski. Warto dodać, że tak zwane pobyty diagnostyczne będą również kosztowne, ponieważ zajęcie łóżka szpitalnego generuje wydatki większe niż opieka specjalistyczna.
Również Wiśniewski przewiduje, że skutki odczują bezpośrednio pacjenci. – To najgorsza informacja dla osób potrzebujących pomocy. Kolejki nigdy dotąd nie rosły tak szybko. Spodziewam się kolejnego wzrostu liczby skierowań wystawianych na CITO, ponieważ zwykłe skierowanie przestanie być realną przepustką do systemu – ocenia.
Jego zdaniem część pacjentów zostanie zmuszona do skorzystania z usług sektora prywatnego. – Jeżeli popyt na świadczenia rośnie, a podaż w publicznym systemie maleje, to najprostsze prawa ekonomii wskazują, że ceny w sektorze prywatnym muszą wzrosnąć. Tym bardziej, że w ostatnich miesiącach wyhamował rozwój opieki koordynowanej w POZ, a nie pojawił się żaden inny mechanizm, który mógłby złagodzić skutki tych zmian – wskazuje. Dlatego też Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych będzie apelować do decydentów o wycofanie tego zarządzenia. – W naszych stanowiskach z 16 lutego, 1 i 16 kwietnia oraz podczas Walnego Zgromadzenia 27 maja konsekwentnie podkreślaliśmy konieczność wprowadzenia comiesięcznych rozliczeń świadczeń. Obecna propozycja jest jeszcze mniej korzystna i może dodatkowo pogłębić trudną sytuację finansową szpitali, które już dzisiaj zmagają się z poważnym niedofinansowaniem i narastającymi stratami – podkreśla Paweł Pikul.
Pod koniec 2025 r. ponad połowa wszystkich publicznych szpitali miała wymagalne zobowiązania, czyli takie, których termin spłaty już minął. Łączne zadłużenie wszystkich placówek publicznych w Polsce wynosiło 34 mld zł, z czego około 5 mld zł stanowiły zobowiązania wymagalne.
