To wydarzenie miało stanowić kluczowy punkt dla polskich przedsiębiorstw, otwierając drzwi do największego przedsięwzięcia inwestycyjnego w Europie. Jednakże, Ukraine Recovery Conference może okazać się rozczarowaniem z powodu poważnego konfliktu politycznego – jak informuje przedstawiciel Konfederacji Lewiatan zaangażowany w organizację spotkania. „Nikt się tego nie spodziewał” – dodaje. Ekonomiści podkreślają, że pozycja Polski w procesie odbudowy Ukrainy nie jest jednoznaczna.

Już w czwartek Gdańsk ma stać się jednym z kluczowych miejsc dyskusji na temat przyszłości Ukrainy. Ukraine Recovery Conference 2026 zgromadzi przedstawicieli rządów, instytucji finansowych, organizacji międzynarodowych, władz lokalnych oraz świata biznesu.
Jednakże, napięcia między Warszawą a Kijowem stawiają sukces konferencji pod znakiem zapytania. – Nikt się tego nie spodziewał. Oczekiwano, że będzie to wydarzenie, które zachęci polski biznes do inwestycji na Ukrainie. Wydawało się, że szanse są wysokie, ale pojawiła się poważna wątpliwość – przyznaje Andrzej Rudka, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, który brał udział w przygotowaniach do konferencji.

Oficjalnym celem konferencji jest zgromadzenie kapitału na rzecz odbudowy kraju zniszczonego przez rosyjską agresję oraz stymulowanie inwestycji w ukraińską gospodarkę. Program ma obejmować między innymi takie obszary jak energetyka, infrastruktura krytyczna, logistyka, integracja europejska, kapitał ludzki, a także – z inicjatywy Polski – nowy wymiar bezpieczeństwa i obronności. Nieoficjalnie, wydarzenie miało być platformą do otwarcia ukraińskiego rynku dla szerszego grona polskich firm.
Relacje najbardziej napięte od lat
Jednakże, realizacja tego celu może okazać się trudna. W maju prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” imię „Bohaterów UPA”. Decyzja ta wywołała oburzenie w Polsce ze względu na odpowiedzialność UPA za zbrodnie ludobójstwa na polskiej ludności na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. W reakcji, prezydent Karol Nawrocki ogłosił odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Jednocześnie zapewnił, że decyzja ta nie jest skierowana przeciwko narodowi ukraińskiemu i nie oznacza zmiany strategicznego kursu Polski wobec wojny z Rosją.

Czy Ukraine Recovery Conference 2026 zakończy się porażką?
Andrzej Rudka zauważa, że eskalacja konfliktu nie zmieni znacząco programu wydarzenia, ale napięcia te mogą wpłynąć na przebieg rozmów biznesowych.
— Ostatnie napięcia wpłyną na sam przebieg wydarzenia, planowanego od miesięcy, w ograniczonym zakresie. Kluczowe tematy z pewnością zostaną poruszone, ale potencjalne trudności mogą wpłynąć na wyniki rozmów polskich firm – mówi.
Rudka podkreśla, że w Gdańsku będą obecne liczne delegacje zagraniczne i organizacje międzynarodowe, co oznacza, że relacje na linii Warszawa-Kijów nie powinny sparaliżować ich działań.
Dla pomyślnego przebiegu imprezy kluczowy może być sygnał polityczny wysłany przez Kijów. – Bardzo wiele zależy od obecności prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Jeśli się pojawi, wyśle jasny sygnał, że spory polityczne toczą się równolegle do relacji biznesowych. Natomiast jeśli go zabraknie, entuzjazm do pogłębiania współpracy prawdopodobnie osłabnie – ocenia Rudka.
Czy Zełenski przybędzie do Gdańska?
Premier Donald Tusk, po rozmowie z Zełenskim, przekazał, że ukraiński prezydent zapewniał, iż nie miał zamiaru obrazić Polski ani Polaków. Jednocześnie Tusk uznał decyzję o nazwie jednostki za błąd i zaapelował, aby „historia nie niszczyła przyszłości”. Zapytany o udział Zełenskiego w gdańskiej konferencji, stwierdził, że nie otrzymał informacji o jego ewentualnej nieobecności.
Dla świata biznesu znaczenie będą miały nie tylko wystąpienia plenarne, ale przede wszystkim rozmowy w kuluarach: krótkie spotkania, prezentacje projektów, rozmowy z przedstawicielami administracji i potencjalnymi partnerami. – Projekty, które już zostały rozpoczęte i są w toku, zapewne będą kontynuowane niezależnie od atmosfery politycznej. Trudniej jednak będzie nawiązywać nowe kontakty, a to przecież również bardzo istotny aspekt tego typu wydarzeń – ocenia Rudka.
Czy Polska zostanie pominięta w odbudowie Ukrainy?
Za politycznymi napięciami kryje się głębszy problem – polska debata o odbudowie Ukrainy często wyprzedza rzeczywistość. Według najnowszej wspólnej oceny Banku Światowego, rządu Ukrainy, Komisji Europejskiej i ONZ, koszt odbudowy i odtworzenia Ukrainy szacowany jest na 524 mld dolarów w perspektywie dekady, przy czym bezpośrednie zniszczenia sięgają 176 mld dolarów. Najbardziej dotknięte sektory to mieszkalnictwo, transport, energetyka, handel, przemysł i edukacja.
Te liczby robią wrażenie, ale nie gwarantują automatycznie kontraktów dla polskich firm. Ekonomiści, z którymi rozmawiamy, zwracają uwagę, że nawet przy idealnej atmosferze politycznej, Polska nie miałaby pewności, że stanie się jednym z głównych beneficjentów odbudowy. Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG, były wiceminister finansów w latach 2006-2007 i były główny ekonomista KUKE, uważa, że największe projekty infrastrukturalne mogą trafić do firm i konsorcjów z krajów lepiej przygotowanych do synergii dyplomacji gospodarczej i biznesu.
— Jeśli mówimy o największych przedsięwzięciach infrastrukturalnych – drogach, kluczowych mostach czy dużych zamówieniach publicznych – Polska nie posiada obecnie wystarczających zdolności, aby jednocześnie prowadzić działania administracyjne i biznesowe w sposób efektywny w zabieganiu o największe kontrakty – mówi Soroczyński. – Prawdopodobnie te największe zlecenia przypadną innym – ocenia.
Polska dysponuje bliskością geograficzną, znajomością rynku, sieciami logistycznymi i doświadczeniem transformacyjnym. Jednakże, nie zawsze posiada instytucjonalną sprawność państw, które od dekad traktują eksport kapitału, kontraktów i technologii jako element swojej polityki zagranicznej. Soroczyński wymienia Szwecję i Austrię jako kraje, które, mimo porównywalnej lub mniejszej skali działalności, potrafią skutecznie integrować działania administracyjne, promocyjne i biznesowe.
„Średni poziom” odbudowy jako szansa dla Polski
Soroczyński widzi szanse Polski nie w budowie największych mostów i autostrad, lecz w „średnim poziomie” odbudowy. – Ukraińcy będą potrzebowali maszyn, urządzeń, środków transportu i części – takie dobra mogą pozyskiwać od nas. To obszar, w którym polskie firmy mogą realnie uczestniczyć w procesie odbudowy, nawet jeśli nie będą głównymi wykonawcami największych projektów – ocenia Soroczyński.
Szczególnie obiecujący może być sektor mieszkalnictwa. Według analizy Banku Światowego, 13% zasobów mieszkaniowych Ukrainy zostało uszkodzone lub zniszczone, co dotknęło ponad 2,5 miliona gospodarstw domowych. Soroczyński zwraca uwagę, że oprócz odbudowy mieszkań, Ukraińcy będą dążyć do podniesienia standardu życia. Po doświadczeniach emigracji w Polsce i innych krajach UE, będą chcieli przenieść podobne rozwiązania do siebie. To stanowi naturalne pole dla polskich producentów materiałów wykończeniowych, mebli i wyposażenia.
Sceptycyzm ekonomistów
Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, uważa, że spory polityczne o charakterze historycznym będą miały ograniczony wpływ na faktyczną współpracę handlową.
— Z pewnością po obu stronach znajdą się firmy, które zmodyfikują swoje podejście pod wpływem osobistych przekonań właścicieli lub menedżerów. Nie sądzę jednak, aby było to zjawisko masowe. Wydaje mi się, że biznes nadal kieruje się przede wszystkim kryteriami ekonomicznymi – mówi.
Jednocześnie studzi optymizm w kwestii potencjalnych zysków polskiego biznesu na Ukrainie. – Dzielimy skórę na niedźwiedziu – stwierdza. Pełnoskalowa odbudowa Ukrainy będzie możliwa dopiero po zakończeniu konfliktu, ustąpieniu ryzyka natychmiastowych zniszczeń i trwałym oddaleniu groźby kolejnej eskalacji – wyjaśnia.
Jego zdaniem, obecny biznes związany z Ukrainą opiera się głównie na dwóch filarach: obsłudze szeroko rozumianej machiny wojennej oraz ukraińskiego konsumenta. – Nie obserwujemy natomiast dużych inwestycji kapitałowych nastawionych na produkcję dla rynku europejskiego, ponieważ trudno inwestować w miejscu, gdzie w każdej chwili może spaść bomba – mówi Sobolewski.
Konferencje takie jak ta w Gdańsku mogą zatem tworzyć mapy drogowe, promować partnerstwa i porządkować harmonogramy projektów, ale nie wyeliminują największej bariery: ryzyka wojennego. Nawet instrumenty ubezpieczeniowe czy gwarancje nie zmienią faktu, że dla wielu inwestorów Ukraina nadal pozostaje rynkiem frontowym.
— Kluczowe pytanie brzmi zatem nie tylko, czy konflikt będzie wygasał, ale także, czy ubytek tego „okołowojennego” biznesu zostanie z nawiązką zrekompensowany przez normalne inwestycje kapitałowe na Ukrainie. Zależy to od poziomu bezpieczeństwa, kosztów energii, ale także od zasad, na jakich Ukraina miałaby zostać włączona do wspólnego rynku europejskiego – dodaje Sobolewski.
Handel funkcjonuje, nawet gdy polityka napotyka trudności
Polsko-ukraińska wymiana handlowa pozostaje jednym z najbardziej konkretnych korzyści gospodarczych ostatnich lat. W 2024 roku polski eksport na Ukrainę, według danych GUS, wyniósł ponad 56 mld zł, import z Ukrainy około 20,5 mld zł, a nadwyżka Polski przekroczyła 36 mld zł. Ukraina stała się jednym z ważniejszych kierunków eksportowych dla polskich firm, z silną pozycją paliw, uzbrojenia, maszyn, elektroniki, pojazdów, chemii i produktów konsumpcyjnych.
Dane za 2025 rok pokazują utrzymanie znaczenia tego kierunku. Według opracowania KIG na podstawie danych GUS, eksport Polski do krajów Europy Środkowo-Wschodniej spadł, ale sprzedaż na Ukrainę wzrosła do 13,4 mld euro, co oznacza wzrost o 2,4% rok do roku.
— Nie przeceniałbym też roli samego szczebla centralnego w relacjach gospodarczych. Te kontakty często nie przebiegają przez wielką politykę, ale wynikają z realnych potrzeb firm, powiązań między przedsiębiorstwami, a nie rządami – podsumowuje Kamil Sobolewski.
Grzegorz Kowalczyk, dziennikarz Business Insider Polska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
