Zablokowanie Cieśniny Ormuz i wpływ na ceny ropy naftowej. Chińska potęga pokazana światu

Chiny zaprezentowały światu swoją wytrzymałość — zauważa Dawid Czopek, specjalista od rynku paliw w programie Onet Rano Finansowo. Przyznaje, że bolesną lekcję odebrały kraje arabskie, które błyskawicznie wyciągają wnioski. Cieśnina Ormuz może stracić swoje strategiczne znaczenie.

— Ceny europejskich gatunków ropy na rynku spot przekraczały 100 dolarów za baryłkę. Zdarzały się transakcje z terminem dostawy natychmiastowej po 150 dolarów. Dziś amerykańska ropa kosztuje około 75 dolarów, co stanowi niemal najniższy poziom od początku konfliktu — informuje Dawid Czopek.

Warto również przeczytać: Niemiecki producent broni planuje inwestycję fabryczną w Polsce. Poznaliśmy szczegóły transakcji

Jak podkreśla, wciąż nie jest to niski poziom, ale w zestawieniu z napięciami z ostatnich miesięcy oznacza znaczną stabilizację. Rynek wraca do poziomów obserwowanych tuż przed wybuchem działań wojennych, choć nadal daleko mu do wartości ze stycznia, gdy spekulacje o eskalacji napięć między Waszyngtonem a Teheranem były bardziej stonowane.

— Przed eskalacją konfliktu cena ropy oscylowała w okolicach 70 dolarów za baryłkę, więc jesteśmy już blisko tego poziomu. W styczniu było to około 60 dolarów. Postęp jest zatem wyraźny. Co istotne, obserwujemy również spadki cen produktów gotowych, co jest znaczące, gdyż wcześniej ich ceny rosły nieproporcjonalnie w stosunku do ceny samej ropy — zaznacza ekspert.

Olej napędowy stanowił większe wyzwanie niż ropa

Zachowanie rynku paliw gotowych było jednym z najbardziej charakterystycznych elementów niedawnego kryzysu. Zdaniem Czopka, blokada cieśniny Ormuz szczególnie dotknęła segment oleju napędowego, ponieważ duża część jego produkcji koncentruje się w rafineriach zlokalizowanych w rejonie Zatoki Perskiej.

— Wiele oleju napędowego powstaje w rafineriach w rejonie Zatoki Perskiej. Ten produkt utknął tam z powodu zablokowania transportu. Dlatego cena oleju napędowego, poza ceną ropy, rosła wyjątkowo dynamicznie i nieproporcjonalnie. Teraz sytuacja się uspokaja. Powoli wracamy do normy, a rynek żywi nadzieję na pozytywny rozwój wydarzeń — ocenia.

Dla kierowców i firm transportowych to ważna informacja, ponieważ to właśnie ceny oleju napędowego mają największy wpływ na koszty logistyki, transportu towarów oraz inflację producencką. Zmniejszenie napięć w tym obszarze może okazać się równie istotne, co spadek notowań samej ropy.

Największa zagadka tego konfliktu: dlaczego ropa nie zareagowała silniej

Chiny jawią się w tej narracji jako jeden z najciekawszych drugoplanowych bohaterów. Choć nie były bezpośrednio zaangażowane w konflikt, jako największy importer ropy na świecie przeszły test odporności, który wielu obserwatorów uważa za strategiczne wyzwanie.

— Nie wiemy, jak sytuacja wyglądałaby, gdyby blokada trwała rok, a nie trzy miesiące. Trudno dziś ocenić, czy Chiny byłyby w stanie dalej tak znacząco ograniczać swoje zapotrzebowanie na ropę i polegać na elektromobilności lub zasobach strategicznych. Jednak w tej krótszej perspektywie rzeczywiście wykazały się strategiczną rozwagą — komentuje Czopek.

O ile może potanieć ropa naftowa?

Po miesiącach spekulacji na temat maksymalnych poziomów cen, rynek coraz częściej zadaje przeciwne pytanie: jak nisko ropa może teraz spaść? Zdaniem Czopka, przestrzeń do znaczących spadków cen jest ograniczona.

— Kontrakty na ropę są notowane w różnych seriach. Mamy przejrzystość co do wycen na kilka miesięcy, a nawet lat do przodu. Jeśli spojrzymy na kontrakty grudniowe, wskazują one dzisiaj cenę około 70 dolarów za baryłkę. Sugeruje to, że z obecnych poziomów szanse na znaczący spadek są niewielkie — wyjaśnia.

Dodaje, że choć napięcie geopolityczne osłabło, nie oznacza to, że ropa stała się tania.

— Poziomy są akceptowalne, tak bym to określił. To nie są niskie ceny. 75 dolarów za baryłkę to nie jest tanio, ale to już poziom, który pozwala na funkcjonowanie — mówi.

To istotny niuans. Rynek odetchnął, ale nie osiągnął stanu pełnego komfortu. Gospodarki zależne od importu surowca nadal muszą liczyć się z wysokimi kosztami paliwa, choć już nie katastrofalnymi.

Ormuz straci na znaczeniu

Według Czopka, jednym z najważniejszych skutków kryzysu nie będzie jednak zmiana cen, lecz reakcja inwestycyjna państw regionu. Blokada Ormuz uwidoczniła, że kraje Zatoki Perskiej zbyt długo bagatelizowały potrzebę budowy alternatywnych szlaków eksportowych.

— Kraje arabskie muszą wyciągnąć wnioski z tego wydarzenia. Cieśnina Ormuz jest kluczowa, ale nie jest tak, że nie ma możliwości jej ominięcia. Problem polegał na tym, że istniejące rurociągi miały niewystarczającą przepustowość, by przejąć cały transport. Arabia Saudyjska ma połączenie z Morzem Czerwonym, ale o ograniczonej wydajności. Zjednoczone Emiraty Arabskie również dysponują pewnymi możliwościami, lecz znacznie mniejszymi niż ich potencjał produkcyjny — tłumaczy.

Ekspert nie ukrywa, że to zaniedbanie było kosztowne i w dużej mierze niepotrzebne.

— Mówimy o bardzo zamożnych państwach, które stać było na budowę najwyższych wieżowców i sztucznych wysp, a nie pomyślały o zainwestowaniu kilku czy kilkunastu miliardów dolarów w infrastrukturę, która pozwoliłaby uniknąć takiego kryzysu w przypadku blokady cieśniny — mówi.

Jego zdaniem ten błąd zostanie szybko naprawiony. Zjednoczone Emiraty Arabskie już zapowiedziały budowę nowego rurociągu, a Arabia Saudyjska prawdopodobnie zwiększy możliwości eksportu przez Morze Czerwone. Może to w perspektywie średnioterminowej zmienić geograficzny układ sił w handlu ropą.

— Nie mam co do tego wątpliwości. Taka infrastruktura zostanie zbudowana. Należy pamiętać, że przez Ormuz transportowana jest nie tylko ropa, ale również wiele innych produktów. Konieczne będzie zatem stworzenie większej liczby alternatywnych tras logistycznych. Nawet jeśli ropa może być transportowana jedną trasą, to paliwa gotowe, takie jak olej napędowy, wymagają odrębnych rozwiązań. Jestem przekonany, że lekcja z tego kryzysu zostanie wyciągnięta — podkreśla.

Czy ktoś naprawdę zyskał na tym konflikcie?

Choć porozumienie między USA a Iranem przyniosło rynkom ulgę, Czopek studzi chęć do prostych politycznych podsumowań. Uważa, że dokument jest na tyle elastyczny, że każda ze stron może uznać go za sukces, ale faktyczny bilans pozostaje znacznie bardziej niejednoznaczny.

— To porozumienie jest bardzo ogólne, dlatego każdy może ogłosić zwycięstwo. Jednak patrząc na wydarzenia po stronie amerykańskiej, samo przywrócenie stanu sprzed rozpoczęcia konfliktu trudno uznać za znaczące osiągnięcie. Z kolei Iran pokazał, że nie jest bezbronny. Czy zatem ktoś naprawdę wygrał? Nie sądzę — ocenia.

Być może największym beneficjentem okaże się nie żadne z państw, lecz sama logika rynku: surowa, kosztowna, ale skuteczna w wymuszaniu adaptacji. Jeśli bowiem region wyciągnie wnioski z obecnego kryzysu, cieśnina Ormuz może stracić swoje znaczenie jako groźne wąskie gardło dla światowego handlu energią.

— Sądzę, że już wkrótce Ormuz nie będzie tak kluczowym punktem, jak obecnie — podsumowuje ekspert.

Onet Rano. Finansowo

„Onet Rano. Finansowo” to cykliczny program, w którym dziennikarze Business Insider Polska rozmawiają z zaproszonymi ekspertami ze świata biznesu i polityki o bieżących wydarzeniach i zagadnieniach dotyczących polskiej gospodarki, finansów publicznych oraz wpływu polityki na finanse każdego obywatela.

Program można oglądać w każdą środę o godzinie 10:00 na stronie głównej portalu Onet, a od godziny 11:00 jako podcast w serwisie Onet Audio.

Grzegorz Kowalczyk, dziennikarz Business Insider Polska

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *