Lwów kontra polska spółka. Przełom w liście dyrektora Zielonego Miasta do mediów

W nowej odsłonie sporu między Lwowem a krakowską firmą Control Process, przedstawiciel ukraińskiego miasta skierował otwarty list do polskiej prasy. W piśmie tym wyraził przekonanie, że miasto jest przez media traktowane w sposób niesprawiedliwy. Miasto utrzymuje, że nie jest zobowiązane do uznawania jurysdykcji międzynarodowego trybunału arbitrażowego, ponieważ wniosło odwołanie od jego decyzji i miało prawo do rozwiązania umowy. Wyrok wydany przez sąd w Paryżu znacząco podważa te twierdzenia. Analizujemy również pozostałe informacje. W liście pojawiło się zdanie, które można uznać za przełomowe: Lwów w końcu przyznał, że sprawa powinna zostać rozstrzygnięta przez sąd międzynarodowy, a nie w Kijowie.

Mer Lwowa Andrij Sadowy (po prawej) na tle zdjęcia gotowego w 95 proc. zakładu, wykonanego przez krakowską firmę Control Process
Mer Lwowa Andrij Sadowy (po prawej) na tle zdjęcia gotowego w 95 proc. zakładu, wykonanego przez krakowską firmę Control Process | Foto: Control Process

Według relacji krakowskiej firmy Control Process, inwestycja jest już w 95% ukończona, jednak miasto Lwów nie wywiązało się ze swoich zobowiązań umownych, co uniemożliwia jej uruchomienie. Dostarczone zdjęcia pokazują, że obiekt jest gotowy, maszyny zainstalowane i oczekują na start produkcji.

Na zdjęciu wnętrze zakładu z zamontowanymi maszynami
Na zdjęciu wnętrze zakładu z zamontowanymi maszynami | Control Process

Miasto Lwów sugeruje, że polski wykonawca z nieujawnionych powodów nie dąży do zakończenia budowy zakładu, co skłoniło miasto do wypowiedzenia umowy. Natomiast polski wykonawca argumentuje, że rozwiązanie kontraktu ma na celu uniknięcie decyzji sądu arbitrażowego w Paryżu przypisanego do umowy i przeniesienie jurysdykcji do sądu w Kijowie.

Polscy przedsiębiorcy posiadają już siedem korzystnych orzeczeń międzynarodowych arbitrów DAB, właściwych dla tego kontraktu, jako dowód na poparcie swoich argumentów, a także korzystny wyrok Międzynarodowej Izby Handlowej (ICC) w Paryżu, który odrzucił decyzję o rozwiązaniu umowy. Niemniej jednak Lwów ignoruje wyroki DAB i zajął wszelkie zabezpieczenia należytego wykonania umowy z ING Banku Śląskiego. Bank wyjaśnił, że nie był w stanie wstrzymać wypłat, chyba że nakazałby to sąd, a polskie sądy nie działają wystarczająco szybko.

Oto zarys obecnej sytuacji. Teraz następuje kolejny etap, czyli list skierowany do polskiej prasy przez spółkę komunalną, która jest jednym z inwestorów w zakładzie, przedstawiający jej punkt widzenia.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Kto zapłaci za zieloną energię? | Onet Rano Finansowo

List lwowskiej spółki do polskiej prasy

Oleksandr Jehorow, dyrektor spółki komunalnej Zielone Miasto, rozpoczyna swój otwarty list od stwierdzenia, że większość mediów „ani razu” nie zwróciła się do nich o komentarz.

„LKP Zelene misto ani razu nie otrzymało od większości mediów publikujących te materiały próśb o komentarz lub wyjaśnienia” — napisał Jehorow.

Być może nie dotyczyło to konkretnie Business Insidera, ale łatwo sprawdzić, że w naszych pierwszych dwóch artykułach na ten temat znalazł się komentarz strony ukraińskiej. Pierwszy artykuł wręcz rozpoczął się od interwencji mera Lwowa Andrija Sadowego u premiera Donalda Tuska. W kolejnych publikacjach opieraliśmy się na orzeczeniach międzynarodowych arbitrów, które stanowiły kluczowy element w wyjaśnianiu sporu i jedyny wiążący komentarz do całej sytuacji. Dodatkowo zamieszczaliśmy wypowiedzi samego Jehorowa z sesji rady miasta, w której przyznał on, że „Specjalizacyjna Prokuratura Antykorupcyjna Ukrainy prowadzi postępowania karne przeciwko naszym pracownikom, przeciwko mnie i przeciwko kilku innym urzędnikom Lwowa i obwodu lwowskiego”.

„Wyroki sobie, my sobie”

Lwów konsekwentnie ignorował orzeczenia arbitrażowe aż do momentu wypowiedzenia umowy i siłowego usunięcia polskiego wykonawcy z terenu budowy. Miasto zignorowało również wyrok sądu Międzynarodowej Izby Handlowej w Paryżu, który, zgodnie z postanowieniami międzynarodowego kontraktu, wskazywał Paryż jako właściwe miejsce rozstrzygnięcia sporu, a nie Kijów, i zakazywał rozwiązywania kontraktu.

Sędzia w swoim wyroku zaznaczył, że kontrakt powinien być kontynuowany przez wykonawcę (Control Process), a nie rozwiązany. Fragment decyzji udostępniony nam potwierdza tę interpretację.

Fragment decyzji sądu w Paryżu, w której sędzia wskazuje, że wniosek musiał być w pełni opłacony, a powinny opłacić go obie strony. Informuje też, że odwołanie nie powoduje, że wykonawca powinien zejść z placu budowy, ale powinien kontynuować prace
Fragment decyzji sądu w Paryżu, w której sędzia wskazuje, że wniosek musiał być w pełni opłacony, a powinny opłacić go obie strony. Informuje też, że odwołanie nie powoduje, że wykonawca powinien zejść z placu budowy, ale powinien kontynuować prace | Control Process

Co więcej, nadzwyczajny sędzia z Paryża, który jest ostateczną instancją jurysdykcyjną dla kontraktów międzynarodowych, zauważył, że gdyby miasto przestrzegało decyzji arbitrów wskazanych w kontrakcie, spór zostałby dawno zakończony, a strony uniknęłyby eskalacji konfliktu i postępowania arbitrażowego, które również generuje koszty.

Fragment decyzji sędziego arbitra ICC wskazujący, że stosowanie się [Lwowa] do decyzji DAB umożliwiłoby uniknięcie eskalacji konfliktu
Fragment decyzji sędziego arbitra ICC wskazujący, że stosowanie się [Lwowa] do decyzji DAB umożliwiłoby uniknięcie eskalacji konfliktu | Control Process

Przyjrzyjmy się teraz argumentacji Lwowa. „Podczas realizacji Kontraktu Control Process S.A. wielokrotnie występowała z prośbą o przedłużenie terminu wykonania prac, a LKP »Zelene misto« zawsze wychodziło naprzeciw tym prośbom, udzielając Wykonawcy dodatkowego czasu na zakończenie robót oraz poszukując kompromisowych rozwiązań” — pisze Jehorow.

Polska spółka już wcześniej wyjaśniała nam powody swoich próśb o przedłużenie umowy. Miasto, wbrew wymogom kontraktu, początkowo nie przygotowało terenu pod budowę zgodnie z wymaganiami, co od początku opóźniło prace. Dodatkowo, w 2022 roku wybuchła wojna, co spowodowało zawieszenie projektu do lutego 2023 roku. W tej sytuacji nie można się dziwić, że miasto zgodziło się na przesunięcie terminu.

Od 2023 roku zaczęły się jednak problemy finansowe, ponieważ umowa wymagała indeksacji ze względu na zmiany cen. Dopiero rok po odnowieniu kontraktu, w lutym 2024 roku, rada miejska Lwowa przegłosowała budżetowanie środków miejskich. Zaległości zostały uregulowane dopiero w lipcu 2024 roku.

„Kluczowy konflikt między stronami wybuchł jesienią 2024 roku, kiedy Control Process S.A. dopuściła się istotnego naruszenia warunków Kontraktu, samowolnie zmieniając warunki gwarancji bankowej należytego wykonania Kontraktu, wystawionej przez ING Bank Śląski. W tym momencie Zamawiający posiadał już podstawy do rozwiązania umowy przewidziane w Kontrakcie” — zaznacza w liście Jehorow.

„Pomimo tego Lwów zdecydował się dać spółce jeszcze jedną szansę na wypełnienie swoich zobowiązań. Ta decyzja była w znacznym stopniu wynikiem aktywnego pośrednictwa przedstawicieli władz Polski, którzy zapewniali, że spółka wywiąże się ze swoich zobowiązań i dokończy budowę zakładu” — relacjonuje.

— We wrześniu 2024 roku zdarzyło się, że gwarancja wygasała, a z powodu wojny ING [bank udzielający gwarancji] zgodził się ją przedłużyć o trzy miesiące. Oni [miasto] chcieli przedłużenia. Bank ostatecznie zgodził się przedłużyć gwarancję o 560 dni. Jak się później okazało, potrzebowali tego, aby później przejąć środki z gwarancji — komentuje Krzysztof Chabier, menedżer projektu w Control Process.

Wskazuje, że w listopadzie 2024 roku strony podpisały aneks dziewiąty do umowy, ale wkrótce potem Zielone Miasto przestało dokonywać płatności.

Jeden z aneksów wydłużył termin do sierpnia 2025 roku, który miał być datą ostatecznego zakończenia budowy. „Niestety, nawet po przyznaniu dodatkowego czasu oraz podpisaniu wspomnianego aneksu Control Process S.A. ponownie naruszyła swoje zobowiązania, nie wykonała uzgodnionych etapów prac i nie zapewniła ukończenia projektu” — czytamy w piśmie z Lwowa. To miało stanowić podstawę do rozwiązania umowy.

Krakowska firma utrzymuje, że wszystkie prace zostały wykonane, a uruchomienie zakładu było niemożliwe z powodu… obstrukcji ze strony miasta. — Aneks numer osiem do kontraktu stanowił, że do 30 września 2024 roku inwestor (Zielone Miasto) miał wykonać prace zewnętrzne i obiekty niezbędne do uruchomienia urządzeń. Do dnia dzisiejszego nic nie zostało nawet rozpoczęte — poinformował nas dyrektor Chabier.

Według relacji firmy, miasto próbowało wprowadzać na teren budowy własne ekipy, na co polska firma nie mogła pozwolić, ponieważ zgodnie z kontraktem odpowiadała za całą inwestycję. Miasto miało obowiązek zapewnić przyłącza i infrastrukturę zewnętrzną obiektu.

W liście do mediów strona ukraińska zaznacza, że Control Process błędnie określano jako inwestora, a nie wykonawcę. Jest to z pewnością niezarzut wobec naszych publikacji. Nigdzie nie pisaliśmy również, że jest to „polska inwestycja”. Prawdopodobnie jednak nie jest to zarzut skierowany do nas.

Miasto nie respektuje arbitrażu

Wśród kluczowych kwestii poruszonych w liście do mediów, dyrektor Zielonego Miasta podkreśla, że „nie istnieje żadne ostateczne orzeczenie arbitrażowe wydane przeciwko LKP Zelene misto”.

Jest w tym pewna doza prawdy, ale tylko częściowo. Ostateczna decyzja ma zapaść w Paryżu, ponieważ kontrakt jest międzynarodowy, częściowo finansowany ze środków unijnych i pożyczek EBOR. Jednak miasto, wypowiadając umowę, zrobiło wszystko, aby sprawa nie rozstrzygnęła się w Paryżu, lecz w Kijowie, co, jak orzekł paryski sąd, jest niedopuszczalne. Sądy lokalne są właściwe do rozstrzygania umów krajowych, a nie międzynarodowych — wskazano w „ekspresowym” wyroku.

Dyrektor Zielonego Miasta twierdzi, że decyzją Nadzwyczajnego Arbitra ICC w Paryżu z dnia 16 maja 2026 roku „wszystkie roszczenia Control Process zostały oddalone”.

— Sąd oddalił nasze roszczenia, ale dotyczyło to tylko dodatkowego zabezpieczenia. Złożyliśmy taki wniosek, aby Zielone Miasto nie mogło podejmować działań związanych z rzekomym rozwiązaniem umowy. Sąd jednak przyznał, że po pełnym, a nie „nadzwyczajnym” rozstrzygnięciu sprawy polska spółka będzie mogła dochodzić wszelkich odszkodowań związanych z obecnymi działaniami Lwowa — tłumaczy Business Insiderowi Krzysztof Chabier.

„Odwołanie nic nie zmienia”

Zgodnie z treścią listu ukraińskiej firmy „decyzje DAB (Dispute Adjudication Board) nie są orzeczeniami sądu arbitrażowego”. Dotyczy to siedmiu orzeczeń Rady Rozstrzygania Sporów (z ang. Dispute Adjudication Board), czyli… właśnie procedury arbitrażowej w ramach organizacji inżynierskiej FIDIC, wpisanej w kontrakt. Te orzeczenia w pełni przyznały rację polskiej firmie (75 rozstrzygnięć do zera na korzyść polskiej firmy) i z pewnością nie są korzystne dla strony ukraińskiej. Jak zaznacza Zielone Miasto, decyzje DAB nie są ostateczne, ponieważ firma wniosła od nich odwołanie.

„Zgodnie z Kontraktem FIDIC decyzja DAB nie staje się ostateczna, jeżeli strona w ciągu 28 dni od jej otrzymania złoży Zawiadomienie o Niezgodzie (Notice of Dissatisfaction)” — czytamy. Polska spółka całkowicie nie zgadza się z tym stanowiskiem.

— Odwołanie nic w praktyce nie zmienia. Zgodnie z postanowieniami kontraktu, oni muszą zastosować się do decyzji DAB, mimo złożenia odwołania. Kancelarie prawne nie mają co do tego żadnych wątpliwości — komentuje Krzysztof Chabier. Wskazał, że podobną argumentację zawierał również kolejny „list interwencyjny” skierowany do polskiego premiera przez Andrija Sadowego.

Przełomowe zdanie listu

„Zgodnie z Kontraktem FIDIC ostateczne rozstrzygnięcie sporu powinno nastąpić w drodze arbitrażu międzynarodowego” — napisał w liście do mediów Oleksandr Jehorow.

Można to uznać za kluczowe stwierdzenie tego listu. Skuteczne wypowiedzenie umowy przez miasto skutkowałoby skierowaniem arbitrażu do sądu w Kijowie, a nie w Paryżu. Innymi słowy, miasto zrozumiało, że nie uda mu się przekierować sprawy na tory sądowe w kraju. Przynajmniej dyrektor Zielonego Miasta wyciągnął takie wnioski.

Oskarżenie o łapówkę?

W swoim liście Jehorow sugeruje, że korzystne decyzje DAB polska spółka uzyskała poprzez… zapłacenie za usługi sędziego 350 tys. euro. „Control Process S.A. zawarła z tym rozjemcą odrębną dwustronną umowę, zapłaciła [pisownia oryginalna] za jego usługi kwotę około 350 tys. euro i uzyskała decyzje korzystne dla siebie. To właśnie te decyzje spółka przedstawia obecnie jako wiążące decyzje DAB” — czytamy w liście dyrektora Zielonego Miasta. Nie przedstawiono jednak dokumentów potwierdzających te zarzuty.

Polska spółka wyjaśnia, że kwotę 350 tys. euro zapłaciła, ale za… otwarcie siedmiu rozpraw przed DAB przy FIDIC. Strona ukraińska, zgodnie z kontraktem, powinna pokryć połowę tej kwoty, czego unika.

Kto ma rację? Pozostawmy rozstrzygnięcie sądu w Paryżu, my skupiamy się na prezentowaniu tej kontrowersyjnej sytuacji. Sytuacji, która może dać wiele do myślenia innym polskim firmom, które rozważają realizację kontraktów na Ukrainie, a zwłaszcza we Lwowie i jego okolicach.

Autor: Jacek Frączyk, redaktor Business Insider Polska

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *