Fałszywe alarmy oraz grupy internetowe podsycające wzajemnie przemoc mogą sygnalizować nowy rodzaj zagrożenia – zauważył dr Konrad Ciesiołkiewicz, kierujący Centrum Analiz Społeczeństwa Informacyjnego przy Uczelni Korczaka. Zwrócił uwagę, że coraz częściej celem staje się nie tyle ideologia, co wywoływanie chaosu, szoku i destabilizacji.

W ostatnim czasie służby donosiły o serii fałszywych alarmów, które dotyczyły między innymi polityków i postaci życia publicznego. W tej sprawie zatrzymano młodzież działającą w grupie internetowej, która – według ustaleń śledczych – miała funkcjonować wyłącznie w wirtualnej przestrzeni, wykorzystując komunikatory i platformy internetowe do koordynowania działań mających na celu destabilizację.
Zdaniem Ciesiołkiewicza tego typu działania wpisują się w mechanizmy identyfikowane przez Europol oraz instytucje zajmujące się przeciwdziałaniem radykalizacji.
– Jest to zgodne z szerokimi kryteriami tego, co dziś określa się mianem „com” – czyli sieciowych grup działających w pełni online. Bardzo często te osoby nie mają ze sobą fizycznego kontaktu, ale działają według specyficznej logiki medialnej – tworzą sieci, budują relacje oparte na zależnościach, wzajemnie się napędzają – wyjaśnił PAP ekspert.
Jak zaznaczył, w takich grupach prestiż zdobywa się poprzez generowanie coraz większego poruszenia społecznego. – Im większą „awanturę” ktoś wywoła, im więcej paniki czy chaosu spowoduje, tym wyższą pozycję zajmuje w grupie. Często mamy również do czynienia z pewnym rodzajem toksycznej rywalizacji – użytkownicy dzielą się „dobrymi praktykami”, informując się nawzajem: „to przyniosło efekt”, „to wywołało większe poruszenie” – wskazał.
Ekspert podkreślił, że na wpływ takich środowisk szczególnie narażone są osoby młode – często odczuwające samotność, wykluczenie społeczne lub przeżywające kryzysy psychiczne. – Tacy ludzie są namierzani w sieci – na forach wsparcia, platformach społecznościowych czy forach dyskusyjnych. Często są to młodzi ludzie z problemami psychicznymi, po przejściach z cyberprzemocą, zmagający się z depresją lub poczuciem izolacji społecznej – dodał.
Według niego coraz częściej obserwujemy nową formę radykalizacji, określaną jako „przemoc zorientowana na nihilizm”. – Różni się ona od klasycznego ekstremizmu tym, że ideologia schodzi na drugi plan. Celem samym w sobie staje się niszczenie – wywoływanie szoku, chaosu, cierpienia. Jest to fascynacja samą przemocą – powiedział.
Ciesiołkiewicz zaznaczył, że problem nasilił się po rozpoczęciu wojny w Ukrainie, a młodzi ludzie bywają wykorzystywani do działań o charakterze hybrydowym. – Europol i przedstawiciele NATO mówią otwarcie o wykorzystywaniu młodzieży do szerzenia chaosu i destabilizacji. I często te osoby nawet nie zdają sobie sprawy, że są narzędziami w czyichś rękach – ocenił.
Wyjaśnił, że tego typu działania mogą przybierać formę tak zwanej „violence as a service” – przemocy świadczonej w formie usługi. Zlecenia przekazywane są przez komunikatory, często za niewielkie wynagrodzenie.
– Ktoś otrzymuje komunikat: „zrób zdjęcie”, „przenieś paczkę”, „wyślij alarm”. Czasem dopiero później okazuje się, że brał udział w działaniach przestępczych lub destabilizacyjnych – zaznaczył ekspert.
Jego zdaniem państwo jest wobec tych zjawisk częściowo bezsilne, ponieważ przestrzeń cyfrowa nadal nie jest wystarczająco regulowana. – Nigdy wcześniej w historii dostęp do młodych ludzi nie był tak łatwy. Kiedyś istniały bariery geograficzne, rodzinne czy szkolne. Dziś każdy ma smartfon i jest stale połączony z siecią – podkreślił.
Ekspert zasugerował, że konieczne są zarówno regulacje dotyczące platform cyfrowych, jak i szeroka kampania edukacyjna. – Musimy nauczyć się o tym rozmawiać – w szkołach, w domach, w społecznościach lokalnych. Nie chodzi o pouczanie, ale o rozwijanie krytycznego myślenia, dystansu i poczucia odpowiedzialności za innych – zaznaczył.
Ostrzegł również, że brak odpowiedniej reakcji może przyczynić się do dalszego wzrostu przemocy i radykalizacji wśród młodych ludzi.
Mira Suchodolska (PAP)
mir/ agz/
