Tylko jeden z zatrzymanych mężczyzn ma zarzuty dotyczące bieżących fałszywych alarmów – pozostali dwaj są podejrzani o wcześniejsze incydenty tego typu, dotyczące instytucji i placówek oświatowych – ustaliła „Rzeczpospolita”.
W związku z fałszywymi alarmami w Warszawie zatrzymano trzy osoby, ale tylko jedna z nich ma zarzuty związane z tą sprawą
Izabela Kacprzak, Grażyna Zawadka
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto faktycznie jest odpowiedzialny za ostatnią serię fałszywych alarmów i jaka jest rola poszczególnych zatrzymanych.
- Dlaczego główny podejrzany, mimo wcześniejszego aresztowania, mógł kontynuować swoją działalność.
- Czy za paraliżem instytucji mogą stać zagraniczne służby i jakie aspekty w tym zakresie bada prokuratura.
O zatrzymaniach trzech osób związanych z fałszywymi alarmami, które niedawno wywołały szerokie zainteresowanie, poinformował 27 maja w TVN szef MSWiA Marcin Kierwiński. – Te osoby działały w porozumieniu. Natomiast krąg ich kontaktów jest znacznie, znacznie szerszy – zaznaczył, dodając, że „na podstawie tej grupy można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że zostanie zidentyfikowany sprawca fałszywego alarmu w mieszkaniu matki Karola Nawrockiego”.
Reklama Reklama
Jeden z zatrzymanych przez policję w związku z fałszywymi alarmami ma zarzuty dotyczące spraw z przeszłości
Pierwszy z mężczyzn został ujęty w środę, 20 maja, drugi – znany już wcześniej organom ścigania „bomber” (po raz pierwszy trafił w ręce policji już w listopadzie ubiegłego roku) – cztery dni później, 24 maja. Jak zweryfikowała „Rzeczpospolita”, na obecnym etapie postępowania tylko drugi z mężczyzn jest powiązany z dwoma tegorocznymi incydentami, które zaangażowały służby. Obaj zostali tymczasowo aresztowani, jednak każdy z nich za inne działania.
Przestępczość Fałszywe alarmy u Jarosława Kaczyńskiego i Sławomira Cenckiewicza. Zatrzymany m.in. słynny „bomber”
Jeden z zatrzymanych w sprawie ostatnich fałszywych alarmów już wcześniej zajmował się tym procederem – ustaliła „Rzeczpospolita”. Należał do grupy hakerów…
Prokurator postawił pierwszemu z zatrzymanych zarzuty dotyczące zdarzeń „historycznych” – czyli fałszywych alarmów z przeszłości skierowanych przeciwko szkołom i różnym instytucjom, niepowiązanych ze zgłoszeniami z bieżącego roku. – Prowadzone z nim czynności pozwoliły jednak na powiązanie ze sprawą fałszywych alarmów mężczyzny, który został zatrzymany 24 maja – wyjaśnia „Rzeczpospolitej” prok. Karolina Staros, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
Mężczyzna schwytany przez policjantów Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości 24 maja to właśnie ten 20-letni haker, który oprócz zdarzeń z przeszłości, ma być odpowiedzialny również za dwa tegoroczne fałszywe alarmy: fałszywe zgłoszenie dotyczące Telewizji Republika (dokładna treść i data są w trakcie ustalania), oraz za zgłoszenie dotyczące miejsca zamieszkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Do tego postępowania 26 maja dołączono sprawę fałszywego alarmu dotyczącego mieszkania prezydenta Nawrockiego w Gdańsku. Początkowo prowadziła je prokuratura w Gdańsku.
„Bomber” (prokuratura na obecnym etapie odmawia podania imion i inicjałów podejrzanych) – jak informowała „Rzeczpospolita” – już wcześniej parał się tym procederem, działał w ramach siedmioosobowej, zorganizowanej grupy przestępczej hakerów, którą CBZC obarcza odpowiedzialnością za paraliżowanie wielu instytucji w Polsce w ostatnich latach – w tym urzędów, szkół, szpitali i innych. Grupa ta została rozbita przez policjantów Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) w listopadzie 2025 r.
Tylko 20-letni „bomber” oprócz zdarzeń z przeszłości, ma on odpowiadać również za dwa tegoroczne fałszywe alarmy: nieprawdziwe zgłoszenie dotyczące Telewizji Republika oraz za zgłoszenie odnoszące się do miejsca zamieszkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego
Według wstępnych ustaleń śledczych, „bomber” miał spowodować 380 fałszywych alarmów dotyczących ponad 1,5 tys. lokalizacji, co wymusiło ewakuację blisko 12 tys. osób. Członkowie grupy składali fałszywe zawiadomienia o zagrożeniu, w tym o charakterze terrorystycznym, dopuszczali się gróźb karalnych, tworzyli fałszywe dowody i posiadali materiały pornograficzne z udziałem nieletnich.
Jak to możliwe, że „bomber” wyszedł z aresztu i wrócił do przestępczej działalności
Jakim sposobem „bomber” po zatrzymaniu jesienią ubiegłego roku mógł nadal działać i wywoływać fałszywe alarmy w tym roku? Okazuje się, że spędził w areszcie sześć miesięcy. Został zwolniony, ponieważ zastosowano wobec niego środek zapobiegawczy w postaci wolnościowej. – Tymczasowe aresztowanie nie jest karą, na tamtym etapie nie istniało ryzyko ucieczki ani obawa matactwa. Areszt był stosowany już od pewnego czasu, wtedy nie było podstaw, by dalej przetrzymywać tę osobę w izolacji – tłumaczy nam prok. Karolina Staros.
Seria fałszywych alarmów z ostatnich dni dotknęła Telewizję Republika i jej czołowych prezenterów. Alarmy te spowodowały interwencje służb. Spreparowane informacje (e-maile lub SMS-y) miały powtarzalną treść – najczęściej informowały o sytuacji zagrażającej czyjemuś życiu, związanej z rzekomym pożarem lub planowanym samobójstwem. Fałszywe zgłoszenia dotyczyły między innymi szefa BBN Sławomira Cenckiewicza, redaktora naczelnego TV Republika Tomasza Sakiewicza, domu Jarosława Kaczyńskiego oraz gdańskiego mieszkania matki prezydenta Karola Nawrockiego.
Według naszych ustaleń, grupa umawiała się na działania w darknecie, używała do komunikacji szyfrowanych popularnych komunikatorów i korzystała z VPN, który zapewnia anonimowość w sieci i ułatwia ukrycie tożsamości.
Służby Sprawca fałszywego alarmu w mieszkaniu rodziny prezydenta mógł śledzić działania służb
Sprawca fałszywego alarmu w domu rodziny prezydenta nie tylko znał adres wyłączony spod ochrony SOP. Mógł również na bieżąco monitorować działania służb, któr…
Co ciekawe, w ramach wielowątkowego śledztwa, które od grudnia ubiegłego roku opiera się na ustaleniach CBZC i jest prowadzone przez praską prokuraturę, badany jest wątek ingerencji obcych służb oraz potencjalnego inspirowania działań podejrzanych przez te służby. Tłumaczenia podejrzanych, że chcieli jedynie sprawdzić funkcjonowanie polskich służb i swoje umiejętności hakerskie, są wysoce wątpliwe ze względu na skalę procederu.
W ramach wielowątkowego śledztwa, jakie od grudnia ubiegłego roku na ustaleniach CBZC prowadzi praska prokuratura, badany jest wątek wpływu obcych służb oraz ewentualnego inspirowania działań podejrzanych przez te służby
Kim jest trzecia osoba ujęta obecnie, o której wspomniał minister Kierwiński? Służby nie udzielają informacji na ten temat. Okazuje się jednak, że nie została ona zatrzymana w ramach śledztwa warszawskiej prokuratury, lecz w postępowaniu prowadzonym przez Śląski Wydział Prokuratury Krajowej. Czego dotyczy to postępowanie?
– Trwają czynności procesowe, na obecny moment nie możemy przekazać dodatkowych informacji – odpowiada nam rzecznik CBZC Marcin Zagórski. Na te pytania nie udzieliła nam odpowiedzi również Prokuratura Krajowa.
