Czemu minister Domański nie włączył do wyprawy na Ukrainę przedsiębiorstw ze Skarbu Państwa? Kto odniesie sukces w konfrontacji o Narodowy Bank Polski: premier Donald Tusk czy szef Adam Glapiński? Nowa Izera powstanie przy udziale Tajwańczyków, lecz kulisy jej kreacji były zawiłe. Czy tarcza cenowa CPN może obrócić się przeciwko rządowi? W inauguracyjnym epizodzie audycji Biznes i Pieniądze redaktorzy Business Insidera Bartek Godusławski oraz Grzegorz Kowalczyk dają odpowiedzi na te pytania i analizują kluczowe wydarzenia ekonomiczne.
Biznes i Pieniądze to świeża audycja Business Insidera, którą można znaleźć także w aplikacji Onet Audio, YouTube, jak również na platformach streamingowych. Bartek Godusławski i Grzegorz Kowalczyk co siedem dni będą roztrząsać najistotniejsze wydarzenia gospodarcze. Co czeka w premierowym wydaniu?
Wizyta Domańskiego na Ukrainie
Minister finansów i ekonomii Andrzej Domański złożył wizytę na Ukrainie. Oficjalnie misja skupia się na sektorze energetycznym, ekologicznej transformacji oraz bezpieczeństwie energetycznym, lecz jej waga jest szersza.
Bartek Godusławski podkreśla, że tym razem nie chodzi jedynie o największe przedsiębiorstwa Skarbu Państwa, które zwykle mają poparcie polityczne i większą odporność na niepewność. — To nie jest ta wizyta, w której minister, delegat rządu polskiego, zabiera największe firmy Skarbu Państwa i z nimi tam będzie próbował im dogadywać jakieś kontrakty. Nie. Tu chodzi przede wszystkim o sektor prywatny. (…) Spółki Skarbu Państwa dadzą sobie radę. Rząd zawsze im coś podpowie. One są partnerem dla Ukrainy, domyślam się, że zaufanym. Za to trudniej jest utorować drogę małym, średnim biznesom prywatnym, żeby one również mogły dołączyć do tego dużego projektu, którym będzie odbudowa Ukrainy — stwierdza.

Do rekonstrukcji Ukrainy ustawi się długa kolejka chętnych: Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Hiszpania, Włochy, a możliwe, że i państwa arabskie oraz Chiny. Polska ma atut umiejscowienia, wiedzy o regionie i relacji, ale to może okazać się niewystarczające, jeżeli nie zapewni finansowania, gwarancji i kompetencji do realizacji sporych projektów „pod klucz”.
Grzegorz Kowalczyk wspomniał zakulisową rozmowę z jednym z europejskich dyplomatów podczas konferencji poświęconej odbudowie Ukrainy. — Powiedział, że dobrze, że Polacy garną się do odbudowy. Natomiast, gdy zapytałem go o konkurencję polską z firmami z bogatszych krajów Zachodu, zadał pytanie: co wy w zasadzie możecie tam sprzedawać? Blachodachówkę? Na ile w istocie jesteście tam w stanie działać? Które banki wam to sfinansują? — poddawał w wątpliwość rozmówca.
Kowalczyk zaznaczał, że firmy zainteresowane ulokowaniem kapitału na Ukrainie dopytują o polisy ubezpieczeniowe, stabilność prawną, możliwość dochodzenia roszczeń oraz realne bezpieczeństwo prowadzenia biznesu. W rozmowie pojawił się przykład polskiej firmy Control Process, zaangażowanej w inwestycję związaną z gospodarką odpadami we Lwowie, która pomimo pomyślnych werdyktów arbitrażowych nadal boryka się z problemami.
— Na jednej szali jest mnóstwo kontraktów, wielkie pieniądze, które zostaną przeznaczone na tę odbudowę, a na drugiej ryzyko, które wiele z tych firm może położyć. Zadaniem rządu polskiego we współpracy z rządem ukraińskim jest ograniczenie tych ryzyk i zapewnienie pewnych ram, w których te polskie firmy będą funkcjonowały. Bez zagrożenia korupcją, bez ryzyka tego, że ktoś je przepędzi albo nałoży jakieś nieuzasadnione kary, i gdzie będzie jakiś sąd, jakiś rozjemca, który ewentualne spory rozstrzygnie tak, żeby obie strony były w stanie je zaakceptować — mówi Bartek Godusławski, wicenaczelny redaktor Business Insidera.
— W przeciwnym wypadku polskie firmy mogą zostać zredukowane do roli podwykonawców zachodnich konglomeratów — co, jak szacuje Godusławski, byłoby planem minimum, ale nie strategicznym sukcesem.
Ścieżka nowej Izery będzie kręta
Electromobility Poland otrzyma 4,5 mld zł z KPO i będzie konstruować samochód elektryczny wspólnie z tajwańskim Foxconnem.
— To, że udało się dopiąć partnera i dofinansowanie przed terminami z KPO, to jest wyścig z czasem i niesłychany sukces (…). Natomiast to był też pewien kryzys spowodowany opieszałością przeróżnych organów państwa poprzedniej i obecnej ekipy, bo brakowało tego zdecydowania — oznajmia Kowalczyk.
Foxconn nie jest chińskim potentatem motoryzacyjnym z gotowym masowym wejściem na rynek w Europie, ale też nie jest graczem absolutnie przypadkowym. Kowalczyk zaznaczył, że jego spółka motoryzacyjna ma doświadczenie na rynku tajwańskim, współpracuje z innymi producentami i rozwija aspiracje międzynarodowe. Pomimo tego różnica w porównaniu z chińskimi partnerami, z którymi wcześniej wiązano projekt, ma być — zdaniem przedstawicieli spółki i ministerstwa aktywów państwowych fundamentalna: Chińczycy mieli technologię i skalę, ale niekoniecznie chcieli się nią dzielić. — To była główna obawa Polski — zauważa Kowalczyk.

Wytworzenie auta jest stosunkowo prostsze niż jego sprzedaż w odpowiedniej cenie i w odpowiednim segmencie rynku. Konkurencja ze strony chińskich wytwórców będzie ostra — mają skalę, tańsze akumulatory, bogate wyposażenie i gotowość do rywalizacji marżami o europejskiego klienta.
— Planujemy produkcję docelowo 100 tys. aut rocznie, ale jeżeli to auto będzie 20-30 proc. droższe od „Chińczyka”, to może być nam ciężko osiągnąć powodzenie nie tylko na rynku krajowym, ale i na rynkach zbytu — ocenia Godusławski.
Prawdziwy sprawdzian dopiero nadejdzie. Jeśli polska marka zechce wejść na rynki Francji, Hiszpanii czy Niemiec, pojawią się pytania o wydatki na marketing, ambasadorów marki, kampanie promocyjne oraz zasadność wydawania publicznych środków na rozwój komercyjnego produktu — podkreślają dziennikarze Business Insidera.
Paliwa: tego typu interwencja nie może trwać bez końca
Następnym tematem była sytuacja na rynku paliw. Promocja Orlenu została przedłużona do końca wakacji, co może sugerować, że rząd i paliwowy potentat przygotowują się na dłuższy okres napięć.
— Rząd musi się przygotować na to, że te pakiety ochronne, kosztowne — bo to jest 1 mld 600 mln zł miesięcznie — kosztowne dla budżetu państwa, ale też kosztowne przecież dla Orlenu, który de facto dzisiaj jest nie tylko spółką prawa handlowego mającą akcjonariuszy, ale jest też elementem bezpieczeństwa państwa — mówi Godusławski.
Podatek od Orlenu
W rozmowie poruszono także temat projektu podatku od nadmiernych przychodów, który miałby posłużyć do finansowania działań osłonowych. Godusławski zauważa, że w rzeczywistości byłby to głównie podatek od Orlenu. Przywołuje kalkulacje analityków, według których koncern mógłby uiścić około 6 mld zł.
— Większość tego podatku zapłaci Orlen. (…) Jestem pewien, że Orlen go z ochotą zapłaci, bo Orlen jako firma nadzorowana jednak przez rząd nie usłyszymy słowa krytyki ze strony Orlenu. Tylko 6 mld w skali roku to cztery miesiące funkcjonowania tego pakietu osłonowego — mówi Godusławski.
Kowalczyk tłumaczy natomiast mechanizm, który może być dla wielu kierowców nieoczywisty: gdy wzrasta cena ropy, marże rafineryjne mogą jednocześnie iść w górę, ponieważ jeszcze szybciej drożeją gotowe paliwa. Polska nie produkuje wystarczającej ilości paliw, zwłaszcza diesla, aby w pełni zaspokoić krajowe zapotrzebowanie, więc musi sprowadzać część gotowego produktu. Gdyby cena w kraju była zbyt niska, importerom nie opłacałoby się importować paliwa, co groziłoby deficytem na stacjach.
— Cena ropy owszem, idzie w górę, ale jeszcze wyżej idzie w górę cena paliw gotowych. W Polsce rafinerie nie pokrywają 100 proc. zapotrzebowania na paliwa. W przypadku diesla jest to około 60 proc., a co za tym idzie, część paliw gotowych musimy importować. I ta cena nie może być za niska, ponieważ importerzy nie będą sprowadzać drogiego paliwa gotowego z rynków światowych, gdzie te ceny poszybowały — wyjaśnia Kowalczyk.
Godusławski ostrzegał, że ręczne utrzymywanie ceny paliwa na zbyt niskim poziomie może doprowadzić do scenariusza kryzysowego. Nie dlatego, że paliwa fizycznie zabraknie w kraju, ale dlatego, że logistyka nie podoła skokowemu popytowi, jeśli ludzie zaczną zatankowywać na zapas w obawie przed zakończeniem osłon.
— Nie mam złudzeń, że utrzymywanie administrowanej ręcznie ceny paliwa musi skończyć się źle, jeżeli będzie trwało zbyt długo. Taka interwencja nie może trwać bez końca, a ze względów politycznych będzie próba utrzymywania tego tak długo, jak się da — oznajmia.
NBP w politycznym klinczu. Potyczka Tuska z Glapińskim
Najbardziej istotny pod względem instytucjonalnym wątek rozmowy dotyczył Narodowego Banku Polskiego. Godusławski opisuje konflikt wokół obsady zarządu NBP. Po upływie kadencji części członków zarząd działa już w minimalnym składzie, a w listopadzie może spaść poniżej ustawowego minimum. Wówczas pojawi się pytanie, czy taki zarząd może podejmować decyzje i kto miałby zaradzić ewentualnemu paraliżowi.
— Nikt nie wie, co się stanie, jak poniżej ustawowej liczby będzie ta grupa. Czy ten zarząd w ogóle funkcjonuje? Czy on może podejmować decyzje, czy tam jest kworum, czy się musi pojawić jakiś zarządca komisaryczny, może jakiś kurator? Kto ma o niego wnioskować? Jaki sąd ma go w ogóle powołać? Ustawodawca nigdy nie przewidział tego, że politycy w Polsce nie będą w stanie porozumieć się w tak zasadniczej sprawie jak bank centralny — mówi Godusławski.
Kowalczyk porównał potencjalny scenariusz do kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego: instytucji, której postanowienia zaczynają być kwestionowane, a status organów staje się tematem polityczno-prawnego sporu. W przypadku NBP stawka byłaby jednak jeszcze bardziej ryzykowna dla gospodarki.
Europejski Bank Centralny jako ostatni arbiter?
W rozmowie pojawił się również wątek potencjalnej interwencji Europejskiego Banku Centralnego. Godusławski zauważył, że EBC nie musiałby bronić osobiście Adama Glapińskiego, lecz zasad niezależności banków centralnych. Jeśli politycy mogliby dowolnie odwoływać prezesów lub paraliżować organy banku centralnego, byłby to groźny precedens dla całej Unii Europejskiej.
— Dla pani prezes Christine Lagarde nie ma znaczenia prezes Adam Glapiński. Mają znaczenie reguły, jakie obowiązują w Unii Europejskiej, dotyczące banków centralnych jako tych instytucji, które strzegą stabilności cen, czyli niskiej inflacji, i stabilności pieniądza. Jeżeli ona czy ktokolwiek, kto będzie prezesem Europejskiego Banku Centralnego, pozwoli politykom na usuwanie prezesów, to znaczy, że niezależność banku centralnego stanie pod znakiem zapytania — mówi Godusławski.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
