Polska osłona antydronowa – co kryje w sobie?

Zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w Polsce stoi pod coraz większym znakiem zapytania, a prawdopodobieństwo wzrostu napięcia na wschodniej granicy NATO wzrasta. Jednym z rozwiązań na te trudności ma być system SAN. Ten jeszcze nie funkcjonuje, jednak — jak słyszymy — możliwe, że jest już anachroniczny. Sprawdzamy zatem, czy jest w stanie sprostać narastającym zagrożeniom.

Noc z 9 na 10 września ubiegłego roku pamięta chyba każdy żołnierz w naszym kraju. Wtedy to naszą granicę przekroczyły rosyjskie bezzałogowce. Ponieważ nie dysponowaliśmy żadną dronową „osłoną”, urządzenia trzeba było likwidować niezwykle kosztownymi rakietami z samolotów F-16 czy sprzymierzonych F-35. Aby taka sytuacja nigdy się nie powtórzyła, tworzony jest system SAN. Podobno „najnowocześniejszy w Europie”, a może na świecie. A być może już teraz jest tak samo niezbędny, co przestarzały?

Polska lokowała w ostatnich latach ogromne pieniądze w obronę przeciwlotniczą. Z tym że z bardzo drogich i zaawansowanych systemów można obecnie zadrwić, wysyłając tanie bezzałogowce, warte niewiele ponad 30 tys. zł. Tak właśnie postąpili Rosjanie we wrześniu 2025 r. Takie maszyny latają bardzo nisko i są w stanie zwyczajnie obejść tradycyjną obronę przeciwlotniczą.

Trudno będzie wygrać konflikt, jeśli do ich strącania będziemy używać pocisków za grube mln dol. Jednak nawet one nie ochronią nas przed dronami — ponieważ obszar walki dynamicznie ewoluuje. Ataki kilkunastoma dronami odchodzą bowiem w przeszłość. Przyszłość — a tak naprawdę i teraźniejszość — to ataki „samodzielnymi chmarami dronów”, jak opisywał niedawno „The Economist”.

To zazwyczaj dziesiątki lub nawet setki niedrogich maszyn, które często bez wsparcia operatorów potrafią dotrzeć do celu. Część z nich — a możliwe, że i większość — z pewnością zostanie zniszczonych, ale to poświęcenie, na które atakujący są przygotowani. Bo nawet jeśli kilkadziesiąt z kilkuset dronów dotrze do celu, to zniszczenia mogą być ogromne.

Czy „najlepszy system świata” wystarczy?

Bronić przed dronami ma nas system SAN. Polscy politycy oraz przedstawiciele branży zbrojeniowej nie mogą go przestać chwalić. „Uważam, że to dzisiaj najlepszy system antydronowy na świecie” — powiedział Newserii Adam Zawada, członek zarządu firmy PIT-RADWAR.

— To jest kompletny układ naczyń połączonych, efektorów, sensorów… — zaznaczył z kolei minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.

Jak zatem funkcjonuje SAN i czy faktycznie może nas uchronić przed inwazją dronów?

System to 18 baterii systemów antydronowych, 52 plutony ogniowe, 18 plutonów dowodzenia i 703 pojazdy. SAN ma być dość „rozproszony” — chodzi o to, by plutony na najniższym szczeblu dowodzenia mogły same rozpoznać nadlatujące maszyny i szybko je neutralizować. To także odpowiedź na lekcję z września, gdy decyzje były podejmowane na wysokich poziomach dowodzenia — i zabierały dużo czasu.

Co się składa na SAN
Co się składa na SAN | Stworzone przy użyciu AI / ChatGPT

Czy SAN nam wystarczy?

Władze starają się przedstawić SAN jako system, który już jest sukcesem — chociaż ma być gotowy dopiero za kilkanaście miesięcy (jednak niektóre elementy mają być dostarczone jeszcze w tym roku). Trzeba przyznać, że istnieją ku temu pewne powody. Po pierwsze — fundusze na projekt o wartości ok. 15 mld zł pochodzą w dużej mierze z unijnego programu SAFE. Po drugie — system opiera się w znacznym stopniu o polskie rozwiązania. Jest on bowiem budowany m.in. przez Polską Grupę Zbrojeniową i prywatną firmę APS z Gdyni. W konsorcjum znajduje się również norweski Kongsberg, lecz głównych ról nie odgrywają np. Amerykanie, do których na wschodniej flance wiara jest coraz bardziej ograniczona. Po trzecie wreszcie — system prezentuje się naprawdę imponująco, przynajmniej na papierze. Ma być supernowoczesny, zintegrowany z innymi elementami tzw. Tarczy Wschód i ma mieć spore możliwości nie tylko niszczenia dronów, lecz np. także ich zagłuszania. Do tego rozwiązanie ma być bardzo mobilne. To istotne, ponieważ przecież dronowe niebezpieczeństwo może wystąpić w niespodziewanych lokalizacjach.

Gdzie zatem wątpliwości? Z pewnością dotyczą one terminu jego ukończenia. SAN ma być gotowy ostatecznie prawdopodobnie dopiero w drugiej połowie 2027 r. Biorąc pod uwagę kontrakty wojskowe to naprawdę szybkie tempo. Jednak uwzględniając skalę wyzwań i tempo zmian w sytuacji politycznej — to termin wydaje się niewiarygodnie wręcz odległy.

Poza tym sytuacja na „dronowym” polu bitwy zmienia się w zasadzie codziennie — zatem potężne, opracowane dawno temu systemy mogą okazać się kompletnie nieprzygotowane na nowe trudności. Jak wynika z raportu „Armia dronów”, przygotowanego m.in. przez Fundację Wsparcia Przedsiębiorczości, SGH i Defence24, dzisiejsze drony „5.0” w zasadzie w niczym nie przypominają tych, które pojawiały się w latach 2023-2025. Te starsze drony były jeszcze powiązane z systemami dowodzenia, dzisiejsze potrafią być w pełni autonomiczne. „Podejmują decyzje na podstawie obrazu i danych nawigacyjnych” — czytamy w opracowaniu. Autorzy raportu krytykowali, że rozwiązania dronowe, nad którymi pracuje się w Polsce, mogą być opóźnione o lata w stosunku do najnowszych systemów.

— Trudno się tak naprawdę dziwić. Jesteśmy ciągle — bądź co bądź — w stanie pokoju. A Rosjanie czy Ukraińcy w zasadzie codziennie udoskonalają swoje techniki i od razu testują je „na żywo” — opowiada nam jeden z oficerów Wojska Polskiego, który wolał zachować anonimowość.

Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz oglądają broń, która ma się składać na system SAN
Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz oglądają broń, która ma się składać na system SAN | Anita Walczewska / East News

O tym, jak bardzo skuteczne są współczesne drony, przekonali się niedawno mieszkańcy Moskwy. Wydawało się, że jest to jedno z najlepiej chronionych miast na świecie. Kolejne „osłony” antydronowe przezwyciężyły ostatnio setki ukraińskich dronów. Czy SAN będzie lepszy niż zabezpieczenia w Moskwie? — To zależy, czy SAN potraktujemy jako gotowy produkt, czy raczej platformę do stałego udoskonalania systemów antydronowych. Potrzebujemy tego drugiego, znając polskie realia, obawiam się, że wyjdzie to pierwsze — mówi nasz rozmówca. „Z pewnością SAN trzeba będzie dalej rozwijać, także po zakończeniu dostaw, ponieważ technologie dronowe ulegają bardzo szybkiej ewolucji” — zaznaczył w analizie w Defence24 Jakub Palowski.

Dobrą wiadomością zdaniem niektórych naszych rozmówców jest to, że SAN to w większości polski projekt (60 proc. funduszy trafiło do polskich firm, jak poinformowało MON). — Jeśli doszłoby do trudnych sytuacji, sami będziemy mogli wprowadzać zmiany, poprawiać, testować… Gdybyśmy przy każdej modyfikacji mieli czekać na zgodę zza Atlantyku czy z Azji, to nawet drobny upgrade robilibyśmy miesiącami — mówi jeden z naszych rozmówców.

Autor: Mateusz Madejski, dziennikarz Business Insider Polska

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *