Jeżeli nie zaczniemy ukierunkowywać naszego życia społecznego na kondycję zdrowotną, a nie tylko na mierniki gospodarcze i skuteczność, to nie znajdziemy nowego sposobu rozwoju – oznajmia prof. Jerzy Hausner, przewodniczący Rady Programowej Open Eyes Economy Summit.
Reklama
Dominika Pietrzyk
Czy naszą obecną sytuację ekonomiczną oraz wypracowany przez dziesięciolecia wzrost zbudowaliśmy częściowo opierając się na eksploatacji zdrowia zatrudnionych?
Aby udzielić odpowiedzi na to zapytanie, musimy w pierwszej kolejności przyjrzeć się podstawom polskiego sukcesu po 1989 r. Bez wątpienia elementem, który skierował naszą gospodarkę na drogę dynamicznego postępu, były ogromne zasoby siły roboczej. Nie chodziło jednak wyłącznie o samą liczbę osób gotowych do pracy, ale o ich wysoką jakość – Polaków cechowały stosunkowo wysokie umiejętności dzięki zadowalającemu poziomowi edukacji. Co więcej, w okresie transformacji ustrojowej obudziły się w nas wielkie ambicje i ochota do działania. Nasza pomysłowość w połączeniu z inicjatywą, kapitałem zagranicznym i funduszami unijnymi, dała nam silny impuls.
Reklama Reklama
Jeśli jednak przeanalizujemy to przez pryzmat kondycji zdrowotnej, sytuacja staje się bardziej skomplikowana. Przyglądając się danym historycznym, przez niemal cały okres transformacji zaobserwowaliśmy wydłużanie się przeciętnej długości życia, co mogłoby sugerować polepszenie się zdrowotnej formy społeczeństwa. Niemniej jednak ten trend załamał się na przełomie drugiej i trzeciej dekady obecnego stulecia. Prawda jest taka, że pomimo iż wskaźniki epidemiologiczne pokazywały zmianę na lepsze, to znaczna część społeczeństwa przez dekady przepracowywała się, podejmując dodatkowe zajęcia i pędząc od jednej pracy do następnej. Ta intensywna eksploatacja fizyczna i psychiczna ma dzisiaj swoje poważne konsekwencje. Nasz postęp cywilizacyjny przypłaciliśmy kłopotami ze zdrowiem, które teraz zaczynają wyraźnie osłabiać nasz potencjał rozwojowy. Dotychczasowa poprawa statystyk wynikała głównie z rozwoju medycyny i systemów opieki zdrowotnej. Postęp w farmacji, nowoczesne technologie medyczne, większe nakłady finansowe oraz zmiana przyzwyczajeń i wzrastająca świadomość zdrowotna zrobiły swoje. Jednak musimy pojąć, że ten model bazujący na medycynie naprawczej właśnie dochodzi do kresu.
Społeczeństwo Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej”: Na co dzień widzimy, że jest nas w Polsce coraz mniej
To, co jeszcze niedawno uważano za akademickie ostrzeżenia, staje się prawdą. Polacy coraz częściej dostrzegają, że wokół nich jest więcej osób s…
Dlaczego, skoro funkcjonował przez lata?
Po pierwsze, napotykamy barierę kosztów; jako starzejące się społeczeństwo wywołujemy gwałtowny wzrost wydatków, którego systemy oparte na instytucjach takich jak NFZ, nie będą w stanie unieść. Po drugie, przesadne użycie chemii w życiu i nadużywanie leków doprowadziły do zjawisk takich jak oporność na antybiotyki czy zwielokrotnienie się zagrożeń wewnątrzszpitalnych. Ten kryzys jest powszechny, dotyka nawet najbogatsze państwa. W Polsce dodatkowo nasilają się dotkliwe nierówności zdrowotne – w granicach jednego miasta, jak Łódź czy Warszawa, różnice w poziomie zdrowotności między dzielnicami są szokujące. Jeszcze większe między regionami kraju. Musimy zaakceptować fakt, że stan zdrowia tylko w 30 proc. zależy od medycyny i opieki medycznej. Pozostałe 70 proc. to czynniki pozamedyczne: otoczenie, tryb życia, odżywianie i relacje międzyludzkie.
W przyszłości w większym stopniu niż lekarze i szpitale, o zdrowiu populacji będą decydowali urbaniści i architekci. To oni projektują przestrzeń, w której żyjemy – decydują o natężeniu hałasu, bezpieczeństwie, poziomie oświetlenia czy dostępie do zieleni.
Wiele z tego, co niegdyś uważaliśmy za postęp cywilizacyjny, obecnie ukazuje swoje negatywne, stresujące oblicze. y, a nie tylko w gabinetach lekarskich. Jeśli nie zaczniemy planować naszego życia zbiorowego z myślą o zdrowiu, a nie tylko o wskaźnikach ekonomicznych i efektywności, to nie odnajdziemy nowej drogi rozwoju.
Jak w tym kontekście wygląda sprawa podaży i produktywności pracy?
Musimy sobie to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością: większych zasobów siły roboczej niż te, którymi dysponujemy aktualnie, po prostu nie będziemy posiadać. To nie jest defetyzm, to rzetelna ocena faktów. Pod względem demograficznym osiągnęliśmy punkt kulminacyjny. Przez całe dekady, zwłaszcza po transformacji, naszym atutem był raptowny przyrost zasobów siły roboczej. Ten czas jednak bezpowrotnie przeminął. Kiedy pojawia się ten argument, często słyszę w odpowiedzi: „przecież są jeszcze rezerwy migracyjne”. Otóż przy naszym nieprzychylnym nastawieniu do migracji, praktycznie nie istnieją. Musimy pojąć skalę tego, co już się wydarzyło. Wchłonięcie około półtora do dwóch milionów obywateli Ukrainy oraz przedstawicieli nacji kulturowo nam bliskich to prawdopodobnie górna granica naszych możliwości adaptacyjnych. Z punktu widzenia socjologicznego i politologicznego istnieje bardzo konkretna bariera: ci, którzy zajmują się tą problematyką profesjonalnie, wiedzą, że nasycenie populacji ludnością napływową na poziomie przekraczającym 10 proc. wywołuje już trwałe napięcia i konflikty społeczne. My się do tej granicy niebezpiecznie zbliżamy. Liczenie na to, że kolejne miliony migrantów przyjadą i „załatają” lukę w naszym systemie pracy, jest iluzją, której nie podoła nasza struktura społeczna.
Skoro nie będzie „nowych” rąk do pracy, to jak zachować tempo rozwoju gospodarczego?
To jest właśnie moment, w którym zdrowie i dobrostan przestają być „delikatnymi” tematami z obszaru HR, a stają się zasadniczą strategią przetrwania. Skoro zasoby pracy nie będą wzrastać – a wręcz, ze względu na demografię, będą w rzeczywistości maleć – to jedynym sposobem na zachowanie potencjału rozwojowego jest zmaksymalizowanie jakości i wydolności tego potencjału ludnościowego, który posiadamy.
Dlatego właśnie tak bardzo propaguję myślenie o zdrowiu jako o kluczowej wartości egzystencjalnej i gospodarczej. Skoro nie możemy dołożyć nowych pracowników, musimy zadbać o to, by ci, którzy są w systemie, mogli w nim funkcjonować jak najdłużej, w pełnej sprawności fizycznej i psychicznej, znajdując w pracy zadowolenie, a nie tylko zmęczenie. Bez tego przejścia od „wyciskania” pracownika do odnawiania jego potencjału, polska gospodarka po prostu zacznie się kurczyć. Rozmowa o zdrowiu w zakładach pracy to dzisiaj rozmowa o tym, czy za 10–15 lat będziemy w stanie w ogóle sfinansować nasze państwo.
Open Eyes Economy Summit przygotowuje Indeks Zdrowych Firm. Chcecie zbadać podejście pracodawców do kwestii zdrowia pracowników?
Chcemy dostarczyć firmom nowej perspektywy poznawczej opartej na sprawdzonych danych. Nie budujemy rankingu, ani nie chcemy nikogo krytykować. Chodzi o to, aby organizacje, wypełniając ankietę, mogły otrzymać zwrotną informację porównawczą. Mogą sprawdzić, gdzie są na tle innych, co inni robią lepiej i jak skutecznie dbać o trzy kluczowe aspekty: realne poczynania na rzecz zdrowia (np. analiza absencji), dobrostan psychiczny pracowników oraz wpływ firmy na środowisko naturalne i społeczne.
Jest to o tyle istotne, ponieważ obecna dyskusja o work-life balance jest często prowadzona „przy okazji” i bywa mocno uproszczona. Zakłada ona, że praca to jedynie obciążenie i wysiłek, od którego należy uciec w „rzeczywiste życie”, utożsamiane z urlopem czy dniami wolnymi. Ale nigdy nie osiągniemy autentycznej równowagi, jeśli jedną trzecią naszego życia będziemy postrzegać jako zło konieczne. Praca powinna być źródłem satysfakcji życiowej, a nie tylko korzyści materialnych. Dla nowoczesnej firmy, która opiera się na majątku intelektualnym i kompetencjach, zdrowie pracowników to podstawa wartości rynkowej. Kluczowa część majątku przedsiębiorstwa codziennie udaje się do domu. Dbałość o zdrowie to nie jest więc jedynie kwestia raportowania ESG czy przestrzegania norm prawnych. To jest troska o zasadniczą część kapitału firmy. Jeśli pracodawca to bagatelizuje, po prostu niszczy swój własny potencjał rozwojowy.
Czy polskie firmy już to rozumieją? Dostrzega pan w tym zakresie różnicę między kapitałem krajowym a zagranicznym?
Kapitał zagraniczny wniósł do nas pewne wypracowane schematy organizacyjne. Ma to swoje plusy, ale i minusy, jak chociażby specyficzny dla korporacji „wyścig szczurów”. Zagraniczne firmy usiłują dostosować się do lokalnej specyfiki, choć z różnym powodzeniem. Z polskim biznesem sprawa jest bardziej skomplikowana. W PRL-u system nastawiony był na wymuszanie wydajności, chociaż istniały pewne mechanizmy opieki, jak sanatoria czy ośrodki wypoczynkowe. Po prywatyzacji te stare wzorce zniknęły, a nowe, rynkowe, często nie zostały wypracowane. Wielu właścicieli firm traktuje kwestię dbania o zdrowie pracowników jako narzucony koszt i próbę ograniczenia ich swobody. Tymczasem na dzisiejszym rynku pracownika, ci, którzy lekceważą dobrostan zespołu, po prostu tracą ludzi i fundamenty swojego istnienia.
A co z rolą państwa? Jak powinna wyglądać nowoczesna polityka publiczna w obszarze zdrowia?
Państwo musi przestać być tylko „policjantem” i zacząć prowadzić spójną politykę publiczną, która sprzyja zdrowiu. Obecnie mamy do czynienia z „federacją resortów” – oddzielnie działa ministerstwo zdrowia, polityka społeczna, sport czy kultura. To nie jest efektywne. Potrzebujemy ciągłości działania, która nie zmienia się z każdym cyklem wyborczym. Jeśli decydujemy się na jakiś kierunek, musimy go kontynuować, a nie modyfikować priorytety co cztery lata.
Największym błędem jest to, że w polityce państwa ciągle dyskutujemy o chorobach, lekach i sektorze medycznym, czyli o tych 30 proc., które zależą od medycyny. Nie rozmawiamy o zdrowiu jako o wartości egzystencjalnej. Zdrowie powinno być kluczowym kryterium wszystkich polityk publicznych, od gminy po rząd. Celem powinno być takie działanie, żeby choroba wystąpiła jak najpóźniej i z jak najmniejszym prawdopodobieństwem. Bez tego, przy starzejącym się społeczeństwie, koszty opieki nas po prostu zniszczą i spirala regresu się zamknie.
Indeks Zdrowych Firm
Inicjatywa, która wspiera organizacje w budowaniu zdrowego, bezpiecznego i odpowiedzialnego środowiska pracy. Badanie pozwala firmom lepiej zrozumieć potrzeby pracowników oraz ocenić skuteczność działań związanych ze zdrowiem, wellbeingiem i kulturą organizacyjną. Zachęcamy do udziału w badaniu wszystkie organizacje, które chcą świadomie rozwijać swoje miejsca pracy i korzystać z wiedzy wspierającej tworzenie zdrowych firm przyszłości. Strona internetowa: https://zdrowemiasta.pl/indeks-zdrowych-firm/
