W miniony piątek prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump spowodował zamieszanie na giełdach, komunikując z „przyjemnością”, że planuje nałożenie wyższych ceł w wysokości 25% na samochody osobowe i dostawcze importowane z Unii Europejskiej. Władze w stolicy Belgii zapowiedziały, że w razie potrzeby odpowiedzą podobnymi krokami.

Amerykański lider tłumaczy wprowadzenie opłat w branży samochodowej domniemanym niedotrzymywaniem postanowień umowy handlowej przez Brukselę, aczkolwiek nie wskazał konkretnych przewinień, których mieli się dopuścić Europejczycy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Tu nie chodzi o cenę ropy. Ekspert o faktycznym celu Trumpa w Iranie
Czytaj też: Istotna deklaracja Donalda Tuska. Sprawa dotyczy umowy SAFE. Premier mówi o piątku
Bruksela: zachowujemy spokój
Reakcja ze strony Komisji Europejskiej pojawiła się w poniedziałek. Rzecznik KE, Thomas Regnier, w czasie briefingu prasowego próbował uspokajać sytuację, eksponując moc oraz stabilność europejskiej dyplomacji handlowej.
— To nie wpłynęło na nasze działania. Dlaczego? Ponieważ jesteśmy najbardziej rzetelnym partnerem na świecie. Jeżeli zawierasz porozumienie z UE, możesz być pewny, że uzyskasz dokładnie to, co zostało ustalone — zapewnił Regnier.
Rzecznik dodał, że Unia pozostaje wierna przyjętym normom i od początku realizuje wspólne deklaracje, będąc „całkowicie oddaną urzeczywistnianiu wspólnych zobowiązań”. Unijny rząd stoi na stanowisku, że to Waszyngton próbuje samowolnie zmienić zasady postępowania, które ustalono zaledwie rok temu.
Ochrona interesów po obu stronach Atlantyku
Mimo że Bruksela deklaruje gotowość do rozmów, Thomas Regnier wyraźnie podkreślił, iż UE nie pozostanie bezsilna w obliczu potencjalnego protekcjonizmu ze strony USA. Powiedział, że Komisja posiada odpowiednie środki, aby „strzec interesów UE”.
Czytaj też: Najwyższe ceny paliw na wtorek. Tyle zapłacą kierowcy
„Zachowujemy spokój, koncentrując się na realizacji wspólnego oświadczenia w trosce o nasze przedsiębiorstwa, naszych obywateli. I to, nawiasem mówiąc, po obu stronach Atlantyku” — uzupełnił rzecznik.
Te słowa sugerują, że możliwa wojna handlowa dotknie nie tylko europejskich wytwórców, ale także amerykańskich odbiorców i szlaki dostaw, co może wywołać rezultaty odwrotne od tych, które zamierzał Biały Dom.
Pakt z 2025 r. pod znakiem zapytania
Niespodziewana zmiana kursu Waszyngtonu jest tym bardziej zaskakująca, że jeszcze w zeszłym tygodniu informacje dochodzące z USA były obiecujące. Komisarz UE ds. handlu, Marosz Szefczovicz, po spotkaniu z amerykańskim sekretarzem skarbu Scottem Bessentem zapewniał, że administracja Trumpa ma zamiar przestrzegać umowy handlowej z lipca 2025 r.
Wspomniane porozumienie, obowiązujące od sierpnia ubiegłego roku, miało doprowadzić do stabilizacji po latach sporów. Wprowadziło ono m.in. jednolitą stawkę celną w wysokości maksymalnie 15 proc. na większość dóbr, w tym istotny dla europejskiej gospodarki sektor motoryzacyjny. Jeżeli zapowiedzi Trumpa o 25-procentowym cle się potwierdzą, porozumienie to może stać się bezwartościowe, rozpoczynając nowy etap transatlantyckiego sporu handlowego.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
